Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr styczeń 2003
Zaproszenie do dialogu
      Wpisane jest ono w nasze serca, w naturę przez Stwórcę, który uczynił z nas istoty nieustannie ku sobie skierowane. Jesteśmy stworzeni do bycia w relacji i do wzajemnego komunikowania się. Dlatego mowa i język nie są narzędziami danymi na wyłączną własność osób, ale ku budowaniu więzi z innymi, ku jedności. Tu kryje się istota autentycznego dialogu.

Dialog nie jest monologiem

      Oczywistości tego stwierdzenia nie wypada nawet dowodzić, a jednak obserwujemy w życiu wiele sytuacji, w których jedni spotykają się z innymi tylko po to, by się wygadać, wypowiedzieć swoją "kwestię". Z potoku ich słów płynie tak naprawdę jedna informacja: Liczę się tylko ja, liczą się moje sprawy, moje potrzeby. Drugi - zignorowany w swojej indywidualności i niepowtarzalności - zostaje sprowadzony w pewnym sensie do przedmiotu, jego obecność jest potrzebna tylko po to, by mówiący poczuł się lepiej, tworząc wrażenie rozmowy. To uprzedmiotowienie drugiego płynie niestety z egocentryzmu. Na takim podłożu nigdy nie rozwinie się i nie zaowocuje upragniony, budujący obie strony dialog. Nie zaistnieje autentyczne spotkanie.

Dialog nie jest też tylko wymianą słów, choć na zewnątrz wyraża się w słowach

      Wargi głupich obficie wylewać będą głupstwa, słowa zaś mądrych odważone będą na wadze (Syr 21,25).
      Wymiana słów jest tylko jednym z narzędzi dialogu, to pewien etap międzyludzkiej komunikacji. Można powiedzieć, że wypowiedziane słowo jest zaproszeniem do dialogu, ale go nie wyczerpuje. Potwierdzają to wszelkie "rozmowy", w których dwoje mówi do siebie, wypowiada na przemian swoje zdanie, a w gruncie rzeczy zatrzymuje się na poziomie komunikowania swojego "Ja". To po prostu dwa naprzemiennie prowadzone monologi. Każdy z partnerów tej pseudorozmowy myśli wyłącznie o sobie; i to niezależnie od tego, czy słucha drugiego, czy nie. Ci, którzy nie słuchają się nawzajem, wywołują u postronnych wrażenie dysharmonii: brakuje bowiem wspólnego mianownika "rozmowy" - wspólnego tematu, brak logicznych powiązań wypowiedzi, a przede wszystkim brak zainteresowania tym, co mówi drugi. Zdarza się też, że osoby się słuchają, ale tylko po to, by wykorzystać słowa drugiego do opowiadania o swoim przypadku, o znanej analogicznej sytuacji. Drugi człowiek wykorzystany więc zostaje do zaspokojenia własnych, egoistycznych potrzeb. Wymiana słów jest bezowocna, nie wnosi w ich relację niczego konstruktywnego. Strzeżcie się więc próżnego szemrania (Mdr 1,11).

Czym jest dialog?

      Dialog to wyjście z ciasnego kręgu egoizmu w stronę drugiego. Wyjście z chrześcijańską miłością, która jest jedynym odniesieniem godnym dwojga osób stworzonych na obraz i podobieństwo samego Boga. Tylko miłość sprawia, że może dojść do spotkania dwóch światów, dwóch wnętrz: mojego "Ja" z twoim "Ty". Takiego, które umożliwi zrozumienie i współprzeżywanie siebie nawzajem, w które zaangażujemy nie tylko słowa, ale i emocje, wewnętrzne przeżycia, najgłębsze przemyślenia i doświadczenia. Jest to już orientacja na nową rzeczywistość: na "My". Bo "Ja" i "Ty" mają wspólny cel, wspólne dobro - głębokie, wzajemne porozumienie. To coś więcej niż codzienna rozmowa z sąsiadem, wymiana informacji między współpracownikami, a nawet więcej niż rzeczowa, koleżeńska dyskusja, w której wymieniamy swoje poglądy i dociekamy prawdy. Te poziomy ludzkiej komunikacji nie wymagają przecież wewnętrznego, całościowego zaangażowania naszej osoby. Spotkanie dwojga w dialogu angażuje głęboko obie strony, gdyż opiera się na wzajemnym otwarciu się na siebie i na zaufaniu sobie.

Podstawą dialogu jest otwartość "Ja..."

      Nie można przeżyć autentycznego spotkania z drugim w dialogu bez gotowości dzielenia się sobą, otwierania przed nim choćby części swojego świata. Takie spotkanie byłoby z gruntu fałszywe, byłoby dowodem nieszczerości naszych intencji. Kiedy odsłaniamy przed drugim cząstkę siebie i wpuszczamy go "do siebie", stajemy mu się bliscy. Zyskujemy konkretną twarz, która ośmiela do odwzajemnienia się tym samym.
      Otwarcie się przed drugim wymaga odwagi. Odsłaniamy przecież swój wewnętrzny świat, swoją wrażliwość, siłę i słabość zarazem, dzielimy się najgłębszymi przemyśleniami i doświadczeniami często naznaczonymi cierpieniem... W szczerą relację wchodzi się zawsze z tym, co najłatwiej zranić. A jednak podejmujemy ryzyko i obdarzamy niektórych zaufaniem. W głębi duszy pragniemy przecież, by ktoś nas zrozumiał, by zechciał choć na chwilę wczuć się w naszą sytuację, dzielić z nami problemy i radości. Czasem po prostu chcemy czuć, że nie jesteśmy sami pośród ludzi... Oczywiście, nie z każdym miłym człowiekiem można doświadczyć dialogu. Nie z każdym możemy podzielić się sobą, ale też i nie każdego my jesteśmy w stanie "udźwignąć". Bóg stawia na naszej drodze osoby, które mają predyspozycje do odbierania "naszych sygnałów" i których sygnały my jesteśmy w stanie odebrać.
      Skoro dialog jest dwustronną relacją, do jego zaistnienia nie wystarczy sama gotowość otwarcia przed drugim siebie.

Dialog wymaga otwartości ...na "Ty"

      Oznacza to gotowość poznania drugiego i przyjęcia jego inności. Poznania go takim, jakim jest, a nie takim, jakim my chcemy go widzieć. Bardzo niezręcznie czuje się ten, o kim mamy błędne wyobrażenie - nieprawdziwość naszej opinii i to, że na wstępie nie pozwalamy mu być sobą - jest to prawdziwą męczarnią.
      Faktem jest, że zazwyczaj mamy swoje oczekiwania co do drugiego, jakoś już go postrzegamy. Pragnąc pogłębienia naszych relacji, nie możemy jednak opierać się na wyobrażeniach, lecz na prawdzie, którą drugi zechce przed nami odsłonić. Dopiero wówczas możemy spotkać się z autentycznym człowiekiem z "oryginałem".
      "Ja" i spotkane "Ty" nie są porównywalne. Mimo nieraz wielu podobieństw "Ja" jest po prostu inne niż "Ty"; ani lepsze, ani gorsze, niepowtarzalne... A inność zawsze - prędzej czy później - zaskakuje. Ważne jednak jest to, by nas do siebie nie zrażała.
      Szacunek i akceptacja "inności" gwarantują autentyczność naszego spotkania w dialogu. Bardzo wiele zależy od atmosfery, więcej nawet niż od słów, które niebawem padną... Tworzymy ją życzliwym gestem, uśmiechem, tonem głosu, mimiką twarzy, łagodnym spojrzeniem. Dostarczamy w ten sposób jakże ważnej, zakodowanej informacji: Jesteś bezpieczny, nie lękaj się być sobą, nie nadużyję twojego zaufania.

Aktywne słuchanie "Ty"

      To czas dla drugiego. Dajmy mu prawo do wypowiedzenia się tak, jak chce i jak potrafi. To nic, że może mówi nieskładnie, nie potrafi czasem nazwać swych stanów, używa skrótów myślowych. Chciejmy poznać go w trudzie mówienia o sobie. Możemy pomóc mu się otworzyć, używając prostych zwrotów ("Rzeczywiście?", "To ciekawe...", "Naprawdę?", "Dlaczego?"), które nie przeszkodzą mu w wypowiedzi, a będą świadczyć o naszym zaangażowaniu. Podkreślmy je, patrząc mu w oczy, reagując na to, co mówi, podążając za jego tokiem myślenia. Nie zajmujmy się w tym czasie sobą ani tym, co powiemy, nie planujmy, jakich użyjemy słów. Właściwe słowa zostaną nam dane, o ile będziemy do dyspozycji drugiego, bo tam, gdzie rozdajemy miłość, działa Duch Święty.
      Nasze wsłuchiwanie się musi ogarniać całego człowieka. On przekazuje nam dane całą swoją istotą; "mówi" sposobem zachowania, reakcjami, gestami, tonem głosu. To przecież w nich wyrażamy siebie, to one pomagają odsłonić autentyczny sens naszych wypowiedzi.
      Aktywne słuchanie polega też na szukaniu potwierdzenia, czy dobrze rozumiemy przekaz drugiego. Formułując go własnymi słowami sprawiamy, że nasz rozmówca może nabrać do niego dystansu, potwierdzając bądź przecząc naszemu ujęciu. Czynne słuchanie umożliwia więc samopoznanie mówiącego. Nasze mądre zaangażowanie daje mu szansę ukierunkowania swoich przemyśleń i przeżyć i zajęcia wobec nich dojrzałej postawy. A przecież najcenniejsze i najbardziej twórcze jest dla człowieka to, do czego sam dochodzi! Sztuką jest więc umiejętne podprowadzenie drugiego do samopoznania, a nie narzucanie gotowych rozwiązań.
      Dialog to delikatna struktura misternie tkana ze wzajemnej akceptacji słów i gestów oraz... milczenia. Roli ciszy, milczenia często nie doceniamy. Tymczasem cisza potrafi wydobyć to, czego nigdy nie wydobędą słowa. W ciszy działa Bóg. W niej skrywa się i zarazem objawia wraz ze swą wolą wobec nas. Przemawia wprost, do samego serca. Kiedy próbujemy na siłę "zabić" milczenie, pozbawiamy się możliwości usłyszenia Jego głosu. Odbieramy sobie też szansę dojrzewania do właściwych wniosków i postaw. Wyzbądźmy się więc poczucia winy za chwilową ciszę w dialogu i pozwólmy i jej "przemówić".
Renata Komurka
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Zaproszenie do dialogu - Renata Komurka
  • Słuchaj, Maryjo! - Stanisław Łucarz SJ
  • PSJ I/2003
    skocz do numeru:
    wybrane artykuły:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.