Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr kwiecień 2003
Narodziny Wiary
      Minęła burza. Jak to często wiosną bywa, przeszła siwa chmura, zrosiła ziemię rzęsistym deszczem i znikła. W oddali jeszcze było słychać jej oddalające się odgłosy, ale słońce już zaczęło świecić na nowo i ptaki zaczęły się uwijać ze zdwojonym entuzjazmem wśród gałęzi drzew. Powietrze się oczyściło. Nie tylko przyroda, ale również my wszyscy wraz ze Starcem, który siedział pośród nas, czuliśmy się odświeżeni i tym lepiej nastrojeni do słuchania jego nauk.
      Dzisiaj chciałem powiedzieć na temat narodzin wiary - zaczął dźwięcznym głosem. Jest z nią tak jak z wiosenną burzą. Najpierw jest parno, trudno oddychać, potem słychać grzmoty w oddali, nadchodzą ciemne chmury, spada deszcz i życie się odradza. Znowu śpiewają ptaki w koronach drzew, ludzie wychodzą do pracy, ziemia więcej rodzi ożywiona darem Bożym... Trzeba sporo deszczów i wielu kropel wody, żeby plon mógł dojrzeć i wydać owoce, które zbierzemy, aby mieć się czym pożywić. Deszcze są różnorodne, a każdy, który przychodzi, spełnia swoje posłannictwo w inny sposób, choć każdy deszcz chce pomóc życiu żyć.
      Była pamiętna burza wyjątkowej gwałtowności. Mówią o niej Święte Pisma, gdy Synowi Bożemu na Golgocie postawiono krzyż. Tam został On stracony, a cała Jerozolima była z tego powodu zadowolona. No, nie cała. Byli ludzie, których mocno przygniótł do ziemi ten krzyż. Były kobiety, które płakały i czekały niedzieli, aby po sobotnim spoczynku udać się do grobu i namaścić zwłoki Mistrza z Nazaretu; bo to Jego właśnie powieszono na krzyżu i zabito. Jakie znaczenie mogło mieć jednak namaszczenie zwłok? Jak długo wonne olejki mogły oszukać zapach śmierci złożonych w grobie zwłok? Co innego mogła jednak zrobić zmartwiona Maria Magdalena, jak tylko udać się skoro świt, po kolejnej nie przespanej nocy, za miasto, tam gdzie był grób. Jej miłość była tak wielka, że nie tylko nie zwracała uwagi na zmęczenie, ale również i na to, że nie było nikogo, kto by jej pomógł odsunąć kamień, który blokował wejście do grobu. Ona nie mogła postąpić inaczej, bo dla niej wszystko było już obojętne. Cały świat i jej życie były w tym momencie jednym cmentarzyskiem. Nie przewidziała tego, że łańcuch przykrości, które ją spotkały w tych dniach, wydłuży się o jeszcze jedno ogniwo: kamień był odsunięty od wejścia do grobu, ale w jego wnętrzu nie było zwłok. Oczywiste było dla niej, że ktoś je wyniósł, ale kto i dlaczego?! Zmartwiona udała się do apostołów. Powiadomiła o tym fakcie Piotra i Jana. Pospiesznie podążyli teraz oni do grobu. Ale dlaczego? Jego przecież tam nie było. Dlaczego biegli? Co ich przynaglało do biegu? Przecież nic nie mogli już uratować. Nie mogli zapobiec żadnemu nieszczęściu. Wszelkie możliwe zło już się wydarzyło, nie zaoszczędziwszy żadnego cierpienia Mistrzowi z Nazaretu. Jan dotarł pierwszy do grobu, ale nie odważył się wejść do środka. Poczekał na Piotra. Ten się nie zawahał. Wszedł natychmiast, a za nim spiesznie Jan. Wejście było szerokie i w grobie było jasno. Na kamiennym gzymsie leżała chusta troskliwie zwinięta, natomiast całun, w który były spowite zwłoki zmarłego, leżał porzucony na kamiennej podłodze. Tak jak im to powiedziała Maria Magdalena, grób istotnie był pusty, jednak jakąś inną pustką, pełną znaczenia. Piotr i Jan dostrzegli coś niewidzialnego. Ewangelia mówi lakonicznie: ujrzał i uwierzył. Nagle jasne stały się Święte Pisma i wreszcie zrozumieli, na czym polega Chrystusowe przejście paschalne. Otwarły się im oczy duszy, otwarły się ich umysły, coś przemówiło im do serca, coś, co odmienia człowieka, pozwala się mu narodzić na nowo, żyć nowym życiem człowieka wierzącego. Jak to się stało, że ziarno wiary wykiełkowało tam, gdzie jest siedziba śmierci, w grobowcu? Rozpoczęło się tam, gdzie wszystko się na ogół kończy? Nie wiem i nikt nie wie, bo nikogo przy zmartwychwstaniu Chrystusa nie było.
      Podoba mi się pobożne opowiadanie, które opowiedział mi kiedyś pobożny mnich: Bóg Miłosierdzia i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa wysłał archanioła z misją obudzenia Pana ze snu śmierci. Archanioł pośpieszył z wykonaniem misji. Było jeszcze ciemno, gdy pojawił się przy grobie. Głaz u wejścia odsunął jednym skinieniem ręki. Wszedł do środka i był tak wzruszony, że kilka łez spłynęło z jego oczu. Zaczęły one świecić jak diamenty, jak blask gwiazdy betlejemskiej, zwiastującej narodziny Mesjasza. Podszedł do wezgłowia i najpierw uwolnił głowę Chrystusa z białej chusty, w którą była ona obwiązana. Chrystus miał zamknięte oczy. Archanioł z pedanterią zwijał chustę, był zażenowany, nie wiedząc jak się zabrać do budzenia Pana. Z kłopotu wybawił go uśmiech obudzonego Chrystusa. Nawet on, archanioł nie zauważył, jak to się stało. Radość widniała na Chrystusa twarzy, bo sekretem Jego przebudzenia była wola Ojca, który słowami najpiękniejszej pieśni o miłości, Pieśni nad pieśniami zwrócił się do Niego prosząc, aby powstał, bo już wiosna, już zielenią się zioła i ptaki śpiewają w gajach. Już deszcz ustal i ucichła burza. Nadszedł czas spełnienia się wszystkich obietnic, o jakich mówią Święte Pisma i na których koncentrują się oczekiwania wszystkich ludzi. Na wezwanie Ojca Chrystus zerwał się na równe nogi. Zrzucił z siebie żałobną tunikę śmierci. Przyszli inni aniołowie, ale Jego już tam nie było; albo raczej był, ale inaczej; i tę właśnie obecność zauważyli przybyli do grobu apostołowie. Nie byli jednak wystarczająco przygotowani, aby ją w pełni zrozumieć, dlatego wracali do domu jeszcze bardziej pochyleni niż zwykle. Ich krok był jeszcze bardziej powolny i ociężały, ale tajemnica Zmartwychwstania została posiana w ich sercach i teraz trzeba było tylko czasu, aby się zakorzeniła i wyrosła w zielone, zdrowe drzewo wiary.
ks. Zygmunt Kwiatkowski SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ IV/2003
skocz do numeru:
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.