Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr lipiec 2003
Święta patronka codzienności
Rozmowa R. Palucha z S. Z.J. Zdybicką USJK
Ryszard Paluch: Zacznijmy od podstawowej kwestii: Kto to jest święty?

S. Zofia J. Zdybicka: Święty w naszej chrześcijańskiej kulturze to ten, kto przyjął orędzie, posłanie Chrystusa. Przyjął je głęboką wiarą, wyraził nadzieją, a przede wszystkim miłością Boga i miłością człowieka w codziennym życiu. Istotą świętości jest pełna realizacja chrześcijaństwa. Jak w różnych dziedzinach kultury można być dobrym czy średnim naukowcem, dobrym czy średnim artystą, tak można być dobrym, średnim, czy bardzo dobrym chrześcijaninem. Święty to człowiek, który żył Ewangelią Chrystusa - w piękny, twórczy sposób realizował Dobrą Nowinę.

R.P.: Czy każdy może zostać świętym?

Z.J.Z.:
Oczywiście: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec Wasz niebieski (Mt 5,48). To wezwanie zawarte jest w Ewangelii, przypomniał je Sobór Watykański II, a w swoim nauczaniu często podkreśla je Jan Paweł II. U progu nowego tysiąclecia cechą charakterystyczną jest ukierunkowanie Kościoła - jak mówi Novo Millennio Ineunte - na świętość. Jest to dla nas przypomnieniem, że powołaniem wszystkich chrześcijan jest powołanie do świętości.

R.P.: Co trzeba robić żeby zostać świętym? W czym tkwi problem?

Z.J.Z.: Człowiek jest istotą, która rozwija się poprzez działanie i życie. Istnienie człowieka jest z Boga, ku Bogu i na wzór Boga. Chrystus stał się człowiekiem i pokazał, jak żyć, jak realizować Ewangelię, czyli jak urzeczywistniać świętość. To muszą być czyny - czyny oparte na prawdzie objawionej przez Chrystusa, czyny miłości w stosunku do Boga i do człowieka. W życiu nie ma nic bez działania, bez czynu. Owszem, w osiągnięcie świętości zaangażowany jest nie tylko ludzki czyn, to jest współpraca z Bogiem - w chrześcijaństwie w oparciu o łaskę wiary i o cnoty teologalne. Bóg daje nam te wspaniałe możliwości i pomoce, ale to my musimy podjąć wezwanie i realizować je. Święci to niezwykle pracowici ludzie. Jak widzimy chociażby na przykładzie Matki Teresy z Kalkuty czy św. Urszuli Ledóchowskiej. To była osoba, która bardzo wiele pracowała, czyniła dobrze innym. Czyż to nie jest wysiłek? W świętości kontemplacja przenika ludzką aktywność - jedno wypływa z drugiego. Wielkie rzeczy dokonują się w wielkich trudach i zmaganiach. Gdy czytamy życiorysy świętych, to możemy zauważyć, jak wiele musieli przecierpieć i napracować się. Jezus nie przeszedł drogi łatwej i u chrześcijanina droga do świętości i do zmartwychwstania wiedzie przez krzyż.

R.P.: Czyli nie ma tu jakiejś drogi na skróty?

Z.J.Z.: O nie. Oczywiście, są różne formy świętości. Pan Bóg się nie powtarza. Tak jak nie powtarza się i nie stwarza dwóch jednakowych ludzi, tak nie ma dwóch identycznych świętych. Podstawa jest ta sama: Ewangelia i łaska Boża, ale ze strony człowieka dochodzą osobiste uzdolnienia i niepowtarzalne sytuacje, w jakich przyszło mu żyć. Niezwykłe jest bogactwo świętych - mamy wiele różnych kwiatów świętości w ogrodzie Bożym.

R.P.: Zatem każdy święty jest oryginalny...

Z.J.Z.:
Jest oryginalny. Tak jak twórca w dziedzinie literatury czy sztuki - jeżeli jest twórcą, to jest oryginalny - analogicznie jest w świętości. Nie ma dwóch jednakowych świętych, to nie są kopie. Przykładem może być rodzona siostra Matki Urszuli Ledóchowskiej - bł. Maria Teresa - obydwie pochodziły z tej samej rodziny, odebrały takie samo wychowanie, łączyła je duchowa więź, miały z sobą dużo kontaktów, niemniej były to rożne osobowości i różne drogi świętości przyszło im zrealizować.

R.P.: Co chce nam Kościół powiedzieć, wynosząc swoich wiernych na ołtarze?

Z.J.Z.:
Ojciec Święty beatyfikuje i kanonizuje wiele osób różnych stanów. Jest to jedna z jego form pedagogii świętości. Pokazuje, że świętość jest celem chrześcijanina i jakby chce nam powiedzieć: patrzcie, ludzie wzięci z tej ziemi, z naszych czasów zostali świętymi, pokazali jak żyć Ewangelią dziś, w naszych czasach. Oni mogą być wzorem i pomocą w naszym życiu. Wśród nowych świętych jest Matka Urszula Ledóchowska, która, podobnie jak to czyni obecnie Jan Paweł II, nawoływała wszystkich do świętości i uważała, że Polsce, Europie i światu potrzeba przede wszystkim świętych. W 1937 r. pisała i mówiła o stanie duchowym Europy i Polski, o kryzysie kultury. Mówiła, że drogą wyjścia z obecnego kryzysu są święci. Musimy stać się świętymi - to jest odpowiedź na zło, które nas dotyka.
   Druga sprawa, na którą wskazała i co podkreśla Sobór Watykański II, to powołanie wszystkich do świętości - ona tak żyła, tak pisała i tak nauczała. Świętość to rzecz dla chrześcijanina normalna, nie polega na nadzwyczajnych rzeczach, tylko że w normalnym życiu można zostać świętym w szarej codzienności, robiąc wszystkie rzeczy, nawet najmniejsze, z wielką, nadprzyrodzoną miłością. Ona ukazała normalność świętości i przedstawiła prostą drogę, która jest opromieniona gorącą miłością Pana Jezusa. Św. Urszula podkreślała także, że trzeba człowiekowi pokazywać miłość Pana Boga i że to musi się dokonywać w trudzie miłowania. W tym kontekście podkreślała wartość trudu dla innych. "Życie dla innych" - takim było jej życie i takim winno być dla każdego chrześcijanina, dla każdego świętego.

R.P.: Można spotykać się z różnymi opiniami na temat świętych. Czy święci to normalni ludzie?

Z.J.Z.: Matka Urszula była człowiekiem bardzo normalnym, mocno stąpającym po tej ziemi. Zaznaczmy jednak, że są rożni święci, np. Ojciec Pio, czy s. Faustyna - mieli "nadzwyczajną" drogę do świętości, obdarzeni byli specjalnymi darami i posłannictwem. Natomiast Matka Ledóchowska prezentuje typ świętości realizowany w trudzie życia dla innych, w miłości Pana Boga i człowieka, w zwyczajnych warunkach. Nie miała ani widzeń, ani żadnych nadzwyczajności, tylko takie bardzo normalne, niemniej gorące, płomienne, radujące się Bogiem życie i niosące różnoraką pomoc innym.

R.P.: Jan Paweł II, pielgrzymując w 1980 r. do Lisieux, powiedział, że święci nigdy się nie starzeją...

Z.J.Z.: Im bliżej poznaję św. Urszulę Ledóchowską, tym bardziej widzę piękno jej charyzmatu i jego aktualność na dzisiejsze czasy. Tam nic nie jest przestarzałe. Dzisiaj mówimy o potrzebie włączenia się w "nową ewangelizację". Ojciec Święty, z okazji 75. rocznicy naszego zgromadzenia (1995 r.) powiedział, że Matka Urszula jest przykładem zaangażowania się w "nową ewangelizację", czyli pokazuje, jak w obecnych czasach głosić orędzie Chrystusa. Ona zresztą wyprzedziła rożne rozwiązania, które potem zostały przyjęte przez Sobór Watykański II czy też dzisiaj są realizowane. W jej życiu widać, że prawdziwa miłość jest zawsze aktualna, że jej istota nie polega na jakichś zewnętrznych wyrazach i formach, tylko jest bardzo normalną rzeczą, wyrażającą się w niejednokrotnie w "szarej" codzienności. Matka przekazała wyraźną koncepcję świętości, w której została dowartościowana praca, obowiązki stanu. Wiele spraw dostrzegała i ukazała kierunki rozwiązań, np. sprawę kobiety, jej powołania w Kościele oraz sprawę zaangażowania świeckich, laikatu i wolontariatu. To co dla nas wydaje się być obecnie oczywiste, św. Urszula uprzedzała, realizowała kierowana przez Ducha Świętego, dzięki któremu właściwie rozumiała i realizowała miłość ewangeliczną. Umiała odczytać znaki czasu. I dlatego jest bardzo "na czasie". Można więc ją naśladować, kochając całym sercem Pana Boga i kochając ofiarnie drugiego człowieka. A wracając do Lisieux, to postać Małej Teresy często pojawia się w pismach Matki. U świętej z Lisieux mamy "małą drogę", zaś u Matki "szarą drogę".

R.P.: Jakie charakterystyczne cechy możemy wyróżnić w duchowym przesłaniu św. Urszuli?

Z.J.Z.: Istotą zawsze jest miłość, szczególnie - u św. Urszuli - miłość Bożego Serca, skoncentrowanie się na tym najważniejszym momencie w dziejach zbawienia - na konaniu i śmierci Chrystusa na krzyżu. To jest wyraz największej miłości i największej ofiary. Matka Urszula modelowała swoje życie na otwartym Sercu Jezusa. Jako młoda dziewczyna sformułowała plan swego życia: Abym wszystkim mogła dać Boga i abym tylko umiała miłować miłością płomienną. Palić, spalać się miłością. Podkreślam płomienną - bo to nie chodzi o jakieś tam byle jakie miłowanie. Wszystkim pragnęła ukazać miłość Boga.
   Po drugie: wychowanie człowieka. Pełne wychowanie człowieka uważała za pierwszą dziedzinę ewangelizacji, bo to jest najważniejsze. Dodajmy, że zajmowała się nie tylko dziećmi, młodzieżą, ale także wychowawcami i nauczycielami. Mówiła, że nauczyciel powinien nie tylko przekazywać wiedzę, ale uczyć także przykładem swego życia - pokazywać dziecku, jak Bóg jest dobry, skoro ten nauczyciel jest taki dobry.
   Ponadto otwartość na wezwania Boże - jak Bóg chce - to było jej zawołanie. Matka miała bardzo ciekawe życie - Bóg tak sprawił, że była w wielu krajach i wiele dziedzin apostolstwa realizowała. Nie planowała tego, ale była otwarta na Boże działania i wezwania.
   I następna sprawa to optymizm - była osobą naprawdę wierzącą, że Pan Bóg jest, że Pan Bóg naszym życiem kieruje i że nas kocha. A osoba kochana przez Pana Boga nie może być smutna, nie może nie patrzeć z ufnością w przyszłość; nawet w cierpieniach zachowywała tę pogodę ducha. Tu należy podkreślić, iż wskazała pogodę ducha, radość i optymizm jako formę apostolstwa. Pragnęła pokazać szczęście - w prowadzonych przez siebie zakładach dla dzieci, młodzieży i dla zakonnic wprowadzała atmosferę szczęścia. Zakonnica powinna być szczęśliwa. Dla niej święty to człowiek radosny. Ja muszę powiedzieć, że na początku, gdy jeszcze przed wstąpieniem czytałam o zgromadzeniu, myślałam: Urszulanki Serca Jezusa Konającego - no to smutny etap życia Chrystusa, a tutaj pogoda ducha jako jedna z cech... No ale dopiero potem zrozumiałam, że śmierć Chrystusa, chociaż bardzo bolesna, jednak jest wyrazem Jego największej miłości do nas, która nas uszczęśliwia.

R.P.: Chyba owocem takiej postawy było również to, że ludzie garnęli się do Matki Urszuli?

Z.J.Z.: Tak, ona jest bardzo sympatyczną świętą, pogodną, ufającą i wierzącą człowiekowi. Stworzyła piękny system wychowawczy, który jest nadal aktualny. Zwróćmy uwagę, iż Matka żyła w dziewięciu krajach, mówiła i pisała w dziewięciu językach, szkoły prowadziła w Polsce, w Finlandii, w Szwecji i w Danii - uczennice miała z różnych krajów. Dziś, w perspektywie życia w szerszym międzynarodowym kontekście św. Urszula jest dla nas przykładem, pokazuje, jak znaleźć wspólną płaszczyznę z ludźmi rożnych wyznań i narodowości. Jednocześnie kochała Polskę, była - jak sama mówiła - prawdziwym sercem polskim, była patriotką, która wiele dobrego zrobiła dla Ojczyzny, będąc równocześnie otwartą na inne kraje. Można o niej powiedzieć: prawdziwa Polka i Europejka. Bowiem prawdziwie ewangeliczna miłość jest ekumeniczna i ponad podziałami znajduje wspólną płaszczyznę. Kiedyś politycy, z którymi się spotykała podczas emigracji w Szwecji, zapytali ją, jaką uprawia politykę. Odpowiedziała: Moją polityką jest miłość, lubiła także powtarzać: Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki kochamy.

R.P.: Duży wpływ na taką postawę Matki Urszuli miała jej rodzina...

Z.J.Z.: Właściwie to jest przykład świętości jakby rodzinnej, bo przecież troje rodzeństwa poszło drogą miłości: nasza założycielka, jej starsza o rok siostra - Maria Teresa, założycielka Sodalicji św. Piotra Klawera do apostołowania dla Afryki, beatyfikowana w 1975 r. i jej młodszy brat Włodzimierz był 27 lat bardzo wybitnym i świątobliwym generałem jezuitów. To rodzeństwo zawsze łączyła duchowa więź, od dziecka interesowali się życiem wewnętrznym i przez cały czas utrzymywali z sobą kontakt - wspierali się w dążeniu do świętości i w apostolacie. Św. Urszula umierała na rękach swojego brata i nawet spowiadała się u niego. Rodzina Ledóchowskich była środowiskiem wychowującym do świętości. Matka i ojciec. Zwłaszcza matka była osobą świątobliwą.

R.P.: Miejsce, w którym się znajdujemy również stanowi przedłużenie charyzmatu Świętej...

Z.J.Z.: Tak. Jesteśmy na tzw. Poczekajce, w domu akademickim KUL - w tym roku mija 50 lat, odkąd siostry prowadzą ten dom. Najpierw był mniejszy, teraz jest duży (800 studentek). Warto zaznaczyć, że Matka Urszula w 1905 r. założyła w Krakowie pierwszy w Polsce i myślę, że w Europie, prowadzony przez zakonnice internat dla studentek. To były właściwie pierwsze kobiety, które szły na uniwersytet; społeczeństwo niezbyt dobrze na nie patrzyło, ona zaś zamiast krytykować chciała im pomóc. I tak otworzyła dla studentek internat przy krakowskim klasztorze, prowadziła Sodalicję Mariańską oraz rekolekcje dla nich. Uważała, że kobieta powinna się kształcić, ale obok wykształcenia powinna mieć formację duchową. W ten sposób w wielu naszych wspólnotach powstawały obok szkół, domów dziecka, również domy akademickie.

R.P.: Możemy zatem powiedzieć, że studenci, szczególnie studentki, mają nową patronkę.

Z.J.Z.: Jak najbardziej.

R.P.: Dziękuję za rozmowę.
Ryszard Paluch
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Tajemnica Nieskończoności - Artur Marek Wójtowicz
  • Zmęczenie i odpoczynek - ks. Stanisław Łucarz SJ
  • Turystyka drogą ku Bogu - dr Paweł Różycki
  • PSJ VII/2003
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.