Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr lipiec 2003
Zmęczenie i odpoczynek
      Wkraczamy właśnie w miesiące wakacyjne, w czas urlopów i odpoczynku. Wielu marzy o tym już od dawna. Mają szczerze dość monotonii codziennych zajęć, widoku szefa czy szefowej, niezadowolenia klientów, taśmy produkcyjnej czy swoich czterech ścian i beznadziei bezrobocia. Są tym wszystkim zwyczajnie zmęczeni. Jakże często w naszych czasach stan ten jest powodem, albo przynajmniej pretekstem, ażeby gdzieś uciec, ukryć się i właśnie odpocząć. Takie rozumienie odpoczynku narzuca nam dzisiejszy świat. A przecież są takie sprawy i takie osoby, przed którymi nie można (bo nie wolno) uciekać i ukryć się, od których nie można odpocząć.
      Samo słowo "zmęczenie" zawiera w sobie słowo "męka", a więc cierpienie, a cierpienie jest zwiastunem śmierci, jakby jej forpocztą. Tak naprawdę, ilekroć jesteśmy zmęczeni, jesteśmy zmęczeni umieraniem, codziennym umieraniem, a wiadomo, że nikt umierania nie lubi, że od umierania się ucieka. Tylko Chrystus nie uciekał, tylko On szedł świadomie w kierunku krzyża, bez wyrzutów, bez obwiniania innych. Nie wykręcał się i nie szukał wymówek. Wiedział, że w istocie życie polega na umieraniu, na sensownym umieraniu, na umieraniu z miłości (por. Mt 16,24-26; Łk 17,33; J 12,25-26). W Ewangeliach bardzo często widzimy Jezusa zmęczonego, który, nie bacząc na swe zmęczenie, lituje się nad ludźmi, bo byli jak owce nie mające pasterza (Mk 6,34). On umierał nie tylko na krzyżu, umierał znacznie wcześniej, głosząc Słowo, uzdrawiając, a nawet bywając na ucztach; nawet wtedy nie miał czasu dla siebie, czyli dla swego ego - ja. Ale przecież odpoczywał. Jak odpoczywał? Jego odpoczynkiem było byciem z Ojcem. Jakiż był ten odpoczynek, kiedy nas i modlitwa męczy? Czy jest taka modlitwa, która nie męczy? Owszem, jest! To ta, która nie myśli już tylko o sobie, ale o Ojcu i jest zapatrzona w przepaść Jego miłości. Tak odpoczywał Jezus. I dlatego też mógł mówić: Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę (Ps 40,9) albo kiedy indziej: Moim pokarmem jest pełnić wolę Ojca (por. J 4,34). Podczas gdy my mówimy: Spraw, abyśmy cierpliwie znosili codzienne trudy i bez szemrania pełnili Twoją wolę (Liturgia Godzin, IV, s. 546). Jakaż jest różnica w tonie, jakbyśmy nie wiedzieli, że o wiele bardziej męczy opieranie się woli Bożej niż pełnienie jej, a to choćby i dlatego, iż owo pierwsze zmęczenie jest smutne i bezsensowne, drugie natomiast wiedzie ku radości, i to ku jakiej radości...
      Dlatego chrześcijanin nigdy nie odpoczywa uciekając, nigdy nie odpoczywa od swego powołania, choć zawsze niesie ono z sobą krzyż, a więc i zmęczenie, i umieranie. Jego ostatecznym odpoczynkiem jest zmartwychwstanie Jezusa, które zawsze nosi w sobie. Krzyż i zmartwychwstanie blisko z sobą sąsiadują w każdym chrześcijańskim powołaniu. Tak naprawdę nosimy w sobie ciągle zmęczenie i odpoczynek tak jak Jezus. W niezwykle mocnych słowach pisze o tym św. Paweł: Nosimy nieustannie w ciele naszym umieranie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele (por. 2Kor 4,10). Dlatego nikt z nas nie musi uciekać od małżeństwa, ojcostwa, macierzyństwa, od kapłaństwa, od zakonności, od samotności, jeśli je dał mu Bóg jako powołanie. Odpoczywamy w zwycięstwie Jezusa w nas, by posłużyć się słowami jednego z Ojców Kościoła: W cieniu Jezusowego krzyża rozbijamy nasz namiot i tam znajdujemy obfitujące w rosę schronienie przed ogromnym upałem codzienności (Pseudo-Hipolit, Homilia Paschalna, 51). Nie znaczy to, że nie wyjeżdżamy, że się katujemy tymi samymi obowiązkami aż do wyczerpania naszych sił fizycznych i psychicznych. Znaczy to natomiast, że w wewnętrznej wolności, z pogodą i pokojem przyjmujemy to, co Bóg daje, a On jest niezwykle bogaty w swej ofercie. Znaczy to, że nie przerazi nas ani taka sytuacja, kiedy trzeba będzie pozostać w swoim miejscu zamieszkania, ani też nie popadniemy w pełną złudnych nadziei euforię, kiedy Pan pozwoli nam wyjechać np. na Riwierę Francuską.
ks. Stanisław Łucarz SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Tajemnica Nieskończoności - Artur Marek Wójtowicz
  • Zmęczenie i odpoczynek - ks. Stanisław Łucarz SJ
  • Turystyka drogą ku Bogu - dr Paweł Różycki
  • PSJ VII/2003
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.