Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr sierpień 2003
Posługa słowa
Dominik (8 VIII)
      Dominik całe swoje życie poświęcił posłudze słowa. Takie zadanie postawił także przed zakonem, który fundował. W dobie krucjat i herezji słowo uznał za najskuteczniejszy oręż w walce o królestwo Boże.
      Urodził się w Caleurega w Hiszpanii ok. 1170 r. Przeznaczony do stanu duchownego kształcił się w szkole katedralnej w Palencji, a ok. 1196 r. przyjął święcenia i został kanonikiem w Osmie. Przysłużył się jej reformie, postulując połączenie kontemplacji i działania apostolskiego. Tu zaprzyjaźnił się z Diego z Azcevedo, późniejszym biskupem miasta. Z nim podejmował podróże dyplomatyczne na dwór duński oraz do Italii.
      W tym czasie zetknął się na południu Francji, w Langwedocji z groźną herezją katarów i waldensów. Działali tam już legaci papiescy. Dominik zaproponował nową formę walki - wędrowne kaznodziejstwo. Znalazła ona aprobatę papieską i została zlecona cystersom. Sytuację zaostrzyło zamordowanie przez heretyków legata Piotra z Castelnau. Papież zarządził krucjatę przeciw heretykom. Posługę słowa uznano za niewystarczającą.
      Herezja katarów miała bardzo niejasne źródła. Ich misjonarze pojawili się we Francji w XII w. Możliwe, że przywieźli ją ze Wschodu krzyżowcy. Niezwykle dobrze zorganizowana, z własnym episkopatem, z doktryną łączącą w zadziwiający sposób dwie herezje arianizm (Chrystus nie posiada natury Boskiej) i doketyzm (Chrystus, posiadając naturę Boską, mógł żyć i cierpieć na ziemi tylko pozornie), zanurzone w manicheizmie, znalazła poparcie u możnych i wśród zaniedbywanych duszpastersko mas. Czujny papież Innocenty III w 1206 r. zlecił Dominikowi i Diego głoszenie słowa przeciwko katarom przez przykład życia oświeconego doktryną. Zamęt powiększała obecność sekty waldensów, których nauczanie nie odbiegało znacznie od ortodoksji, jednak źle pojęte ubóstwo i wzgarda wobec hierarchii powodowały, że często identyfikowano ich z katarami.
      Trudno dociec, ilu heretyków przekonało nauczanie Dominika i jego towarzyszy, a ilu miecze krzyżowców i ogień stosów. Zwycięstwo było całkowite. Przepowiadanie Dobrej Nowiny w warunkach permanentnego stanu wojny, było szczególnie trudne. Dominik przeciwko ubóstwu waldensów miał świadectwo własnego ubogiego życia w karności i ciągłej współpracy z biskupami, wśród których miał wielu przyjaciół. Zawiłym doktrynom katarskim przeciwstawiał zdrową naukę, głoszoną gorliwie i powszechnie pośród ciągłego wędrowania. Fundacja zakonu miała umożliwić szeroką realizację tego nowego programu duszpasterskiego.
      Dominik nie pragnął, aby jego bracia byli oficjalnymi teologami Kościoła, lecz nakazał, aby wszyscy studiowali prawdę, każdy na miarę swoich możliwości. Studiować ciągle! Sam Dominik tak bardzo rozczytywał się w Ewangelii i w Listach Pawłowych, że znał je prawie na pamięć. Zapoczątkował ciągłą formację. Brat kaznodzieja nie jest dobrym zakonnikiem, jeśli nie jest człowiekiem nieustannego studium. Ideałem był klasztor z celami do nauki; w którym wszyscy, łącznie z przełożonym, słuchać musieli regularnie wykładów specjalnie przygotowanego do tego lektora. Połączenie szkoły z klasztorem powodowało, że całe życie wspólnoty podporządkowane było studiom. Studium było jednym z podstawowych elementów obserwacji zakonnej od nowicjatu, a zakonni wizytatorzy mieli zwracać szczególną uwagę na to, czy bracia żyją zawsze w pokoju, czy są wytrwali w nauce, gorliwi w głoszeniu Słowa. Trud włożony w studium ma sprawić, byśmy umieli być użyteczni dla duszy bliźniego (1120 r.). Ideałem było tworzenie ewangelicznych wspólnot Braci Kaznodziejów, uczonych a zarazem świętych, czy raczej posługujących się w święty sposób swoim rozumem.
      Drugim ważnym rysem duchowości Dominika było trzymanie z Kościołem. On sam rozpoczął posługę w Kościele jako kapłan diecezjalny. Znając sytuację w ówczesnym Kościele, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że zachowanie porządku jest fundamentem wszelkiego skutecznego duszpasterskiego działania. Chciał naśladować Apostołów, musiał więc współpracować z tymi, którzy byli ich następcami. Z drugiej strony chciał zapewnić swoim synom większą przestrzeń dla działalności, korzystając ze skomplikowanego prawnie systemu przywilejów i egzempcji. Celem nie było wyzwolenie się spod jurysdykcji biskupów, ale przywrócenie znaczenia dawnego pojęcia cura animarum (starania o dusze). Honoriusz III przyjął ten kierunek i oświadczył, że Kościół św. Romana w Tuluzie, w którym poświęciliście się służbie Bożej, znajduje się odtąd pod opieką błogosławionego Piotra i naszą. Biskupi tracili przez to część swego autorytetu duchowego, a także część dochodów, co tłumaczy ich sprzeciw wobec systemu egzempcji. Papiestwo zaś związało z sobą pracowników i klientów, których ma obowiązek brać w obronę.
      Dotąd przywileje mieściły się w ramach ówczesnej eklezjologii: kapłani danego kościoła włączeni byli w Kościół lokalny niezależnie od tego, czy podlegali całkowicie biskupowi, czy też byli zwolnieni z pewnych zadań. Uniwersalizm Dominika sięgał poza to ograniczenie. Pod koniec życia jego synowie otrzymali przywilej odprawiania Mszy na przenośnym ołtarzu. Nowość przywileju nie polegała z początku na ograniczeniu przez papieża prawa do ołtarza przenośnego, lecz na zmianie roli papieża czy biskupa w zakładaniu klasztorów dominikanów i franciszkanów. Zamiast uzyskiwać po fakcie egzempcję papieską dla utworzenia już za zgodą biskupa fundacji, bracia mogli odtąd urządzać się w jakimkolwiek domu i tam odprawiać Mszę św.; zezwolenie miejscowego zwierzchnika nie było potrzebne.
      Dominik jednak zawsze zachęcał do pozytywnej współpracy z hierarchią: Kiedy bracia przybywają do jakiejś diecezji, aby tam głosić słowo, udają się najpierw do biskupa, jeśli jest to możliwe, i zasięgają jego rady, aby osiągnąć wśród ludu rezultaty duchowe, o które się starają; są mu posłuszni z oddaniem, tak długo, jak przebywają w zasięgu jego władzy, we wszystkim, co nie jest sprzeczne z regułą.
      Nie będzie to przesadą, jeśli stwierdzimy, że w XIII w. zakonnicy uratowali Kościół. Zalew nauk świeckich, których duchowni nie potrafili przyswoić i wcielić do wykładanych dotąd nauk świeckich, eksplozja herezji, której zatrutej ideologii księża nie potrafili obalić, gigantyczne walki, w których papiestwo potrzebowało silnego wojska i znakomitych doradców. Można zadać pytanie, jak Kościół mógłby stawić czoła tak straszliwym trudnościom bez pomocy wyborowych oddziałów i wypróbowanych uczonych (…).Jeśli odnowie towarzyszył nie dający się uniknąć kryzys, to dlatego, że stawiała ona pod znakiem zapytania całą strukturę Kościoła. Uczeni świeccy uznawali w biskupach sukcesję apostolską, a wielu spośród nich uważało księży za następców uczniów Jezusa: czyż zakonnicy nie zakłócili teraz pierwotnego porządku Kościoła? Zakonnicy ze swej strony powoływali się na otrzymaną od biskupów czy papieża misję kanoniczną. W ten sposób został poruszony problem miejsca biskupa Rzymu, o którym teologowie wywodzący się z zakonów żebraczych twierdzili, że posiada jurysdykcję powszechną, będącą źródłem wszelkiej władzy rządzenia w Kościele.
      Niekiedy nadaje się Dominikowi tytuł Pierwszego Inkwizytora. Do stworzenia tej czarnej legendy przyczynili się w dużym stopniu sami synowie świętego. Motyw taki obecny jest w malarstwie. Wystarczy wspomnieć słynny obraz Piotra Berruguete, Spalenie na stosie, który dla dominkańskiego klasztoru w Avilla zamówił sam wielki Inkwizytor, Tomasz de Torquemada; przedstawia on Dominika jako przewodniczącego Trybunału. Sami inkwizytorzy nierzadko, by nadać swojej profesji większego blasku, powoływali się na jego autorytet. Bernard Gui w Żywocie św. Dominika bodaj pierwszy żądał dla Dominika tego tytułu.
      Historyk średniowieczny Jakub de Vitry (+1240) w Historii zachodniej pozostawił piękne świadectwo o nowym zakonie: Zgromadzenie kanoników regularnych, miłych Bogu i sympatycznych w oczach ludzi, żyje za miastem, lecz niedaleko Bolonii. Walczą oni pod sztandarami Boga Wiekuistego, służą pod władzą jednego przełożonego, z oddaniem i pokorą, z gorliwością ducha i z dobrze zaprawionym umysłem. Ludzie ci są tak gotowi spieszyć w ślady Pana, i ubodzy, by iść za Nim ubogim, że odrzucili od siebie wszelką troskę o sprawy zewnętrzne i wszelkie doczesne posiadanie, uważając za błoto wszystko, co przemija, aby posiadać Chrystusa. Uważając mądrze i roztropnie, że dość ma każdy dzień swej biedy, tak mało troszczy się o jutro, że przyjmują od wiernych jedynie tyle jałmużny, ile im potrzeba dla skromnego życia. Trzy razy w tygodniu godzą się spożywać mięso, jeśli im je kto ofiarowuje; jadają razem w refektarzu i odpoczywają we wspólnym dormitorium. Śpiewają również godziny kanoniczne w kościele, według reguły św. Augustyna, radośni i ufający Panu, składając Bogu ofiarę modlitwy i oddając Najwyższemu to, co Mu przyrzekli. Należą również do studentów, którzy przebywają w Bolonii, aby tu pobierać nauki. Zgromadzeni razem pod natchnieniem Pana słuchają codziennie wykładów o Piśmie św., które głosi jeden z nich. To, czego tak pilnie słuchali, rozdają wiernym w dni świąt przez posługę kaznodziejską, otrzymawszy to prawo od papieża i zgodnie z ustanowieniem ich przez święty Kościół Rzymski. Upiększają regułę kanonicką i święte obserwancje zakonne przez dar głoszenia słowa i nauczania, łącząc w ten sposób w jedno Zakon Kaznodziejów i Zakon Kanoników. To szczęśliwe połączenie ideałów przyciąga, pobudza i zapala wielu do naśladowania ich; i każdego dnia to święte i godne zgromadzenie uczniów Chrystusa wzrasta w liczbę i postępuje w miłości. Ci silni zapaśnicy Jezusa Chrystusa uważają, że żadna ofiara nie jest tak miła Bogu, jak gorliwość i troska o zbawienie dusz. Świadectwo pochodzi prawdopodobnie z 1222 r., a więc powstało kilka miesięcy po śmierci Dominika.
      Dominik zostawił model prawdziwie chrześcijańskiej posługi: być miłym Bogu i sympatycznym w oczach ludzi, zabiegając gorliwie o zbawienie bliźnich przez krzepiące słowo prawdy, potwierdzonej świadectwem dobrego życia.
Paweł Szpyrka SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Jadąc ku Bogu - Norbert Kacprzak SJ
  • Posługa słowa - Paweł Szpyrka SJ
  • PSJ VIII/2003
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.