Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr wrzesień 2003
Jachówka - wieś Rozalii Celakówny
      Kiedy 19 IX 1901 r. przyszła na świat Rozalia Celakówna, jej rodzinna Jachówka była ubogą, podbeskidzką wsią, jakich wiele znajdowało się w tym rejonie. Nie miała nawet swojego kościoła, a wierni wędrowali kilkanaście kilometrów do parafialnej świątyni w Budzowie. Najbliższą większą miejscowością było miasteczko Maków Podhalański, posiadające starą, sięgającą XIV stulecia parafię i sanktuarium Matki Bożej. Mieszkańcy okolicznych miejscowości parę razy do roku wybierali się tutaj na targi i w miarę potrzeby do urzędów, mających w Makowie swoją siedzibę. Na początku XX stulecia Jachówka należała do Habsburgów z Żywca, właścicieli wsi od 1891 roku. Jeszcze w latach 60. XX wieku starzy gospodarze pamiętali hrabiowskich, jak tu mówiono, urzędników i zarządców okolicznych lasów. Przyjeżdżali oni bryczkami zaprzężonymi w parę koni, witani przez tutejszego wójta i kapelę na granicy wsi.
      Jachówka leży w Beskidzie Makowskim (Średnim), w dolinie potoku Kamieniec (Jachówka) - lewobrzeżnego dopływu Paleczki, wraz z którą wpada do Skawy. Została założona przez króla Kazimierza Wielkiego i jako królewszczyzna należała przez wieki do starostwa lanckorońskiego, którego dobra po rozbiorach przejęła monarchia austro-węgierska. Pierwszymi mieszkańcami byli tu, podobnie jak w innych rejonach Beskidów, tak zwani ludzie luźni - osiedlający się w lasach bez wiedzy właścicieli terenu - myśliwi, smolarze i węglarze. Oficjalne osadnictwo stanowili przesiedleni w góry poddani starostwa z jego nizinnych terenów oraz jeńcy wojenni. Na przełomie XVI i XVII wieku pojawili się tu Wołosi - koczowniczy, pasterski lud przybyły w Karpaty znad Adriatyku. Już u schyłku XVII stulecia ten tak różnorodny element osadniczy stanowił zwartą, jednolitą społeczność. Tutejsi mieszkańcy zaliczani są do tzw. Kliszczaków - ciekawej grupy etnograficznej, zamieszkującej teren pomiędzy górną Rabą a górną Skawą, w trójkącie ograniczonym takimi ważniejszymi miejscowościami jak: Rabka - Sucha Beskidzka - Myślenice. Pisał o nich w XIX stuleciu między innymi Wincenty Pol i wybitny ludoznawca, twórca muzeum etnograficznego w Krakowie, Seweryn Udziela. Cennym źródłem informacji o Kliszczakach, a zwłaszcza o ich stroju, jest znajdujący się w zbiorach wspomnianego muzeum rękopis - anonimowe opracowanie zatytułowane Dziennik podróży etnograficznej między Kliszczakami w roku 1910 w poszukiwaniach za odzieniem ludowym. Kiedy jego autor, prawdopodobnie nauczyciel lub austriacki urzędnik o ludoznawczych zamiłowaniach, wędrował po Jachówce i okolicznych wsiach, Rozalia miała 9 lat. Z tradycyjnej kultury ludowej niewiele już wtedy zostało. Prawie zupełnie zanikł tutejszy strój i tylko starsze kobiety na święto ubierały białe, płócienne rańtuski (rodzaj szala), barwne chustki na głowę, spod których wyzierał brzeg czepka - atrybutu mężatki, białe haftowane zapaski i szerokie, jednobarwne spódnice. Dziewczęta na codzień nosiły jeszcze dopasowane do figury kaftany zwane jadwiśkami, czasem też kierpce ubierane na wełniane skarpety i tylko na duże święta wkładały gorsety, białe koszule i kwieciste spódnice, coraz chętniej nosząc ubrania wzorowane na miejskich. Ich uczesanie nadal stanowił warkocz zakładany czasem w tyle głowy w rodzaj koka. Tak właśnie uczesana jest Rozalia na fotografii z wczesnej młodości.
      Zabudowania Jachówki, położonej w wąskiej, otoczonej wzgórzami dolinie potoku, częściowo skupione były przy biegnącej nią drodze, częściowo rozrzucone po stokach i leżących wyżej polanach. Rodzinny dom Rozalii stał na skarpie, tuż nad drogą, za potokiem. Zniszczyło go parę lat temu spowodowane powodzią osuwisko. Dzisiaj widać tu tylko resztki fundamentów i stare owocowe drzewa - pozostałość przydomowego sadu. Położone nieco wyżej i w bok od osuwiska budynki ocalały.
      Na początku XX stulecia, gdy Rozalia mieszkała w Jachówce (do 27 VIII 1924 r., kiedy to wyjechała do Krakowa) większość domów we wsi było drewnianych, budowanych z płazów, krytych gontem. Wnętrze składało się najczęściej z sieni, izby czarnej, czyli kuchni i izby białej, paradnej oraz z pełniącej funkcję spiżarni komory. Często pod jednym dachem mieściło się też pomieszczenie dla żywego inwentarza, oddzielone od części mieszkalnej tzw. boiskiem - przestronną sienią, gdzie gromadzono sprzęt gospodarski, a w razie niepogody wykonywano szereg prac, jak: młócenie, przebieranie ziemniaków itp. Mieszkańcy żyli głównie z uprawy ziemi, pracy w lesie, drobnego rzemiosła. Nieurodzajna ziemia i tradycyjne sposoby gospodarowania były, podobnie jak w innych beskidzkich wsiach tego rejonu, przyczyną wszechobecnej biedy, odczuwanej szczególnie na przednówku. Siano głównie owies, sadzono ziemniaki, trochę kapusty i grochu, w przydomowych ogródkach uprawiano nieco jarzyn i lecznicze zioła. Dzieci od wiosny do jesieni pasły bydło, pomagały w pracach gospodarskich, bawiły młodsze rodzeństwo. Zajęcia te musiały pogodzić z nauką w szkole, którą rozpoczynano wtedy w 6. roku życia. Większość kończyła edukację na sześ-cioklasowej szkole podstawowej. Innej zresztą we wsi wtedy nie było. Uczniowie najmłodszych klas przy nauce pisania i rachunków korzystali z tabliczki i rysika. Za drugie śniadanie służył owsiany lub ziemniaczany placek, czasem kawałek chleba. Rodziny były liczne; Rozalia była najstarsza z ośmorga rodzeństwa. Sporo młodych szukało pracy poza wsią; chłopcy przy różnego rodzaju pracach fizycznych, dziewczęta głównie jako służące.
      Rytm życia we wsi wyznaczały pory roku. Wiosną należało zaorać i obsiać pola, potem przychodził ważny czas sianokosów, od których przebiegu zależał zapas paszy dla bydła na zimę. W maju, wieczorami, przy przydrożnych kap-liczkach spotykano się na majowych nabożeństwach, nazywanych tu majówkami, zaś w czerwcu śpiewano Litanię do Serca Pana Jezusa. Jak wspominają starzy mieszkańcy Jachówki, aż sie po górach niesło śpiewanie, zwłaszcza że do domu spod kapliczki często wracano także ze śpiewem. Na uroczys-tość Wniebowzięcia Matki Bożej (Matkę Bożą Zielną) wędrowano gromadnie do kościoła z naręczami ziół, używanych potem jako lekarstwo i ochrona przed wszelkim złem. U schyłku lata zaczynały się późne góralskie żniwa owsiane, wykopki ziemniaków, prace przy sprzęcie lnu. Po św. Michale (29 wrześ-nia), zgodnie z tradycją, przy pasieniu bydła przestawały obowiązywać miedze dzielące pola poszczególnych gos-podarzy. Dzieci pasące bydło miały teraz więcej czasu na zabawę, palenie ognisk, pieczenie ziemniaków. Powoli kończono prace przy sprzęcie plonów, w lesie grabiono liście używane zimą jako podściółka dla bydła w stajni, zwożono drewno na opał. Zima przychodziła w górach szybko, czasem już z końcem października. Wieczorami kobiety i dziewczęta schodziły się po domach, by wspólnie prząść, skubać pierze itp. W Adwencie śpiewano przy tej pracy religijne pieśni, czytano żywoty świętych. Pomimo dużej odległości wędrowano na roraty do kościoła w Budzowie. By zdążyć na czas, trzeba było wyjść z domu w nocy. Na Boże Narodzenie w izbach wieszano u stropu podłaźnik czyli wierzchołek jodełki ubrany jabłkami, orzechami i kulami z opłatków, tzw. światami. Na Pasterkę szła prawie cała wieś, śpiewając po drodze kolędy. W święta domy odwiedzali kolędnicy z gwiazdą, Turoniem, Herodami. Młodzież spotykała się w niedzielne wieczory po domach na muzyce i tańcach. Był to także czas wesel. Gdy nadchodził Wielki Post usuwano z jadłospisu nie tylko mięso, ale także często nabiał i omastę, zadawalając się postnym żurem, kapustą, plackami owsianymi i chlebem pieczonym teraz wyłącznie na niedzielę. Ze wsi we Wielkim Tygodniu wędrowały pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej na Misteria Męki Pańskiej, a we Wielką Sobotę szło się do Budzowa z koszem święconego, zostając tu do rezurekcji.
      Nic dziwnego, że mając w pamięci uciążliwe, a dla osób starszych i chorych wręcz niedostępne, wędrówki do odleg-łego kościoła, Rozalia dołożyła wszelkich starań, by w jej rodzinnej wsi powstała świątynia. Wzniesiono ją w 1938 roku, nadając wezwanie Najświętszego Serca Pana Jezusa. Parafia została tu erygowana dopiero w roku 1984.
      Po dawnej Jachówce z czasów dzieciństwa i młodości Rozalii Celakównej niewiele już zostało. Jak okiem sięgnąć stoją nowe, murowane domy, często z garażem na podwórzu. Przy wygodnej, asfaltowej drodze w centrum wsi pełno sklepów, a parking przed kościołem w niedzielę ledwie mieści samochody. W powszednie dni na przystankach autobusowych oczekują grupki młodzieży jadącej do szkół i dojeżdżający do pracy mieszkańcy. Z przeszłości przetrwały przydrożne kapliczki, nadal barwnie ubrane, zwłaszcza w maju i w czerwcu, oraz ludzka pamięć o cichej, skromnej dziewczynie, która całe swoje życie poświęciła służbie innym w gwarnym Krakowie, daleko od rodzinnej wsi. Jej proces beatyfikacyjny został otwarty 5 XI 1996 r. przez ks. Kardynała Franciszka Macharskiego. Jachówka z nadzieją i niecierpliwością czeka na "swoją" Błogosławioną.
Urszula Janicka-Krzywda
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Bóg ukryty - Ojciec Jerzy
  • Być szczęśliwym dziś - Katarzyna Bożek
  • Jachówka - wieś Rozalii Celakówny - Urszula Janicka-Krzywda
  • PSJ IX/2003
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.