Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr luty 2004
Tryptyk o ofiarowaniu Dzieciątka Jezus
Rozważanie na święto Matki Bożej Gromnicznej
      Co może dać człowiek Bogu? Jedynie to, co sam od Boga otrzymał. Dać Bogu otrzymany dar, przynieść w darze to, co zostało nam ofiarowane, czy nie jest to jakiś absurd? Co to za Bóg, który daje, a potem, każe ofiarowywać Sobie swoje dary? A może chodzi o to, by jeszcze pełniej otrzymać? By jeszcze pełniej przeżyć otrzymany dar? Są ludzie, którzy nie potrafią otrzymywać. Nie radzą sobie z przyjmowaniem. Są nieufni, podejrzliwi, wewnętrznie zalęknieni. Dlaczego? Bo nigdy nie otrzymywali, bo może spodziewali się czegoś innego, a dostali za mało albo nie to, na co czekali. Można dawać jak wdowa dwa grosze i dać wszystko. Można dawać i nic nie dać. I żałować. I gadać, że właściwie lepiej było nie dawać. Różne mamy okazje do dawania. Jest dawanie, które jest dzieleniem się z innymi. Dajemy w końcu i wiemy, że czeka nas gest odwzajemnienia. Bywa i tak, że dając, nie liczymy na rewanż. Możemy dawać bogatym i biednym. Czasami bogaty jest w większej potrzebie niż biedny. Dawać możemy przedmioty, myśli, idee, pomysły... To, co do nas należy, i to, co nie jest naszą własnością. Możemy dawać samych siebie.
      Dlaczego dajemy? Jak dajemy? I jeszcze jedno, odpowiedzialność za przyjęty dar. To nie wszystko jedno; co robimy z otrzymanymi darami. Często ich zwyczajnie nie doceniamy, marnujemy je, gubimy, zaprzepaszczamy. Dajemy z dumą, "trąbimy" o tym dookoła siebie i nie pozwalamy drugiemu przyjąć tego, co mu przynosimy. Nie wszystkim wszystko można dać. Są takie chwile, takie miejsca i tacy ludzie, wobec których należy milczeć. Słowem i czynem. I to nie jest bierność. To będzie wtedy roztropnością. Posłuchajmy, co mówi ewangelista Łukasz o ofiarowaniu Jezusa w świątyni, jak opowiada o Maryi, o Dzieciątku Jezus i prorokach: Annie i Symeonie.
      Wszyscy oni zostali obdarowani. Każdy na swój sposób, na własną miarę. Każdy został obdarowany przez Boga inaczej, wedle jednej miary - miary miłości. Każdemu z nich powierzona została inna tajemnica i inna odpowiedzialność.

Symeon i Anna
      Symeon
jest prorokiem pełnym dobroci i cierpliwości. Zasłuchany w Ducha Świętego pełni swoje pobożności w świątyni: A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jego serce przepełnione jest nadzieją i oczekiwaniem. Używając języka św. Ignacego, możemy powiedzieć, że jest człowiekiem rozeznania. Wierny obietnicy, pewny, że Bóg dotrzyma słowa, przychodzi do świątyni, by spotkać zapowiedzianego Mesjasza. Nie zna dnia ani godziny. Niesie jednak w sercu obietnicę. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. I stało się. Nadszedł ów dzień. Bóg realizuje swoją obietnicę. Maryja i Józef przekraczają próg świątyni, wnoszą małego Jezusa. Symeon bierze Mesjasza w swoje objęcia i błogosławi Boga. Wie, że dzieje się coś niezwykłego, mówi: Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. Jezus - chwała Izraela, światłość Boga - taki mały i płacze. Po ludzku patrząc, Symeon pełen radości powinien skakać i cieszyć się, być ciekawym dorastania Jezusa. Tymczsem Symeon prosi Boga o śmierć. Chce odejść. To co było dla niego najważniejsze, dokonało się. Oczy starca ujrzały Mesjasza. Starzec przypomina Bogu obietnicę. Chce umrzeć, ale nie tak zwyczajnie, ta śmierć ma dokonać się w pokoju: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Czy to nie jest przynajmniej dziwne: Jezus, dawca życia, przynosi Symeonowi realizację obietnicy - śmierć? Staje się zwiastunem śmierci wyczekiwanej, jakby "odkładanej", która wprowadzi Symeona w pełnię życia. Oto największy dar, jaki otrzymał prorok. Możliwość odejścia w pokoju. Pan jest pośród swego ludu. Izrael może wyjść z cienia. Symeon rozmawia z Maryją. Nie znamy ich rozmowy. Wiemy, że słowa proroctwa, które skierował w stronę Matki Dziecka nie są łatwe i muszą budzić niepokój i zakłopotanie.
      Anna jest starą kobietą. Czy może się coś jeszcze zmienić w jej życiu? Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Pomimo swej starości trwała wiernie przy świątyni. Na pewno znała Symeona. Słyszała o mającym nadejść Mesjaszu. Ona też czekała na Jezusa. Wiemy o niej niewiele. Ewangelista zaznacza, że nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Była osobą głęboko wierzącą. Jej spotkanie z Jezusem, można powiedzieć, było trochę przypadkowe. Ona po prostu przyszła w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. Anna wydaje się nie mieć tak ważnej pozycji jak Symeon w tej sytuacji. Nie jest jednak milczącym świadkiem wydarzenia ofiarowania Dziecka. Ona chwali Boga. Jej misją jest mówić innym o tym niezwykłym wydarzeniu. To ona wraz Symeonem wita swą obecnością i zaangażowaniem Jezusa.

Maryja i Józef
      Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je (Dzieciątko) do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. W tym wydarzeniu nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Wielu pobożnych Żydów tak robiło. Prawo nie musi oznaczać nałożonych na człowieka kajdan, jakiegoś przykrego obowiązku. Jego przestrzeganie nie musi być wyrazem strachu, ślepym posłuszeństwem, jakimś automatyzmem, działaniem bez zastanowienia. Świątynia staje się miejscem spotkania Boga z człowiekiem, człowieka z człowiekiem. Choć na zewnątrz wszystko wydaje się być zwyczajne, tutaj dochodzi do styku ścieżyn Boga z człowiekiem poprzez człowieka i człowieka z człowiekiem poprzez Boga.
      A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, Symeon wziął Je w objęcia, błogosławił Boga. Cóż za wzruszająca chwila. Nie trwa ona jednak zbyt długo. Starzec po słowach uwielbienia rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Oto dwa ważne proroctwa. Jedno dotyczy Izraela, drugie Maryi.
      Z relacji Ewangelisty wiemy, że Józef i Maryja dziwili się temu, co o Jezusie mówiono. Po zakończeniu uroczystości wrócili do domu. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. Maryja z Józefem z pewnością do końca swoich dni nosić będą wspomnienie spotkania z dwójką starych proroków.

Moje osobiste ofiarowanie
      Jakie jest moje ofiarowanie się Bogu? Co przynoszę Mu w ofierze? Czy potrafię rozpoznać proroków, których On stawia na mojej drodze? Czy potrafię słuchać? Czy jestem jak Symeon, cierpliwy, dobry i prawy, poddany prowadzeniu Ducha Świętego? Czy potrafię być jak Anna, człowiekiem rozmiłowanym w świątyni? Czy jestem gotów, by Bóg mnie zaskakiwał? Czy potrafię chwalić Boga? Czy rozpoznaję znaki, w których Bóg do mnie przemawia? Czym dla mnie jest Prawo Boże? Czy tak jak Maryja i Józef potrafię z miłością je przestrzegać? A może się buntuję i twierdzę, że ono nie jest potrzebne? Czy potrafię otrzymywać? Czy jestem odpowiedzialny za to, co otrzymuję? Czy potrafię dawać siebie innym tak, by Bóg był w tym uwielbiony? Ofiarowanie jest obdarowaniem. Czy potrafię być Bogu wdzięczny za wszystko, co mi uczynił?
Mariusz Gajewski SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ II/2004
skocz do numeru:
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.