Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr marzec 2004
Kościół a polityka
      Spotykamy się często ze sloganem: Kościół nie powinien mieszać się do polityki. Także wierni narzekają: W kazaniach jest za dużo polityki. My chcemy, żeby księża głosili Ewangelię, a nie politykowali na ambonie.
      Zarzucając "mieszanie się Kościoła do polityki", myśli się przede wszystkim o wpływie hierarchii kościelnej na sprawowanie władzy państwowej. Wpływ ten może się ujawnić w momencie wyborów do władz, kiedy biskupi określają przymioty, jakimi powinni się odznaczać kandydaci na posłów do sejmu, na senatorów i na urząd prezydenta. Następnie w sprawie ustalania celów i kierunków polityki państwowej, kiedy protestują np. przeciw złym i niemoralnym celom. Wreszcie w sprawie sposobów i środków realizowania tych celów, kiedy krytykują je, gdy są one niezgodne z moralnością. Nie bierze się natomiast pod uwagę bezpośredniego udziału duchownych w sprawowaniu władzy, ponieważ Kościół sam z własnej woli rezygnuje z takiego udziału w polityce. Synod Biskupów z 1971 r. stwierdził: Należy uważać za wykluczone, by kapłan mógł pełnić jakieś funkcje kierownicze czy też stawał się wojującym aktywistą na rzecz jakiejś partii politycznej, chyba żeby w konkretnych wyjątkowych okolicznościach wymagało tego naprawdę dobro wspólnoty.
      O roli duchownych w polityce mówił podczas III Tygodnia Społecznego w Warszawie jezuita włoski, politolog, prof. uniwersytetu w Palermo, o. Bartolomeo Sorge. Nawiązując do przemówienia papieża Jana Pawła II w czasie audiencji generalnej 28 VII 1996 r., stwierdził on, że chociaż teoretycznie księża czy biskupi jako obywatele mieliby prawo piastowania urzędów państwowych, to jednak kłóciłoby się to często z ich posłannictwem kapłańskim. Kapłani powinni być bezstronni i dostępni dla wszystkich. Przynależność do partii politycznych i uczestnictwo we władzy świeckiej ograniczałyby ich dyspozycyjność i narażałyby ich na pokusę posługiwania się religią do celów jej obcych. Na wspomnianej audiencji Papież cytował dokument Synodu Biskupów z 1971 r.: Zważywszy, (...) że opcje polityczne z natury są przygodne i nigdy nie są adekwatnym wyrazem Ewangelii, kapłan, który jest świadkiem przyszłej rzeczywistości, winien zachowywać pewien dystans od jakichkolwiek funkcji czy namiętności politycznych. Dlatego Kościół jako hierarchia rezygnuje z bezpośredniego udziału w polityce. Co więcej, upomina duchownych, którzy państwowe urzędy przyjmują.
      Z drugiej strony daje wiele do myślenia to ograniczanie pojęcia Kościoła tylko do hierarchii. Do Kościoła należą także ludzie świeccy. Dlaczego nie myśli się o nich, gdy jest mowa o Kościele? Być może dlatego, że wierni nie przejawiają inicjatywy, zostawiając ją duszpasterzom; być może hierarchia boi się świeckich, aby nie wypaczyli doktryny Kościoła i nie działali wbrew zaleceniom duszpasterzy. Być może wśród katolików świeckich nie ma jednomyślności co do uznawania zasad i metod działania przyjętych przez Urząd Nauczycielski Kościoła, skoro w odczuciu potocznym nie utożsamia się Kościoła z ogółem wiernych. Byłby to problem do rozwiązania. Zanim jednak znajdziemy rozwiązanie, ograniczmy się do pytania: Czy hierarchia Kościoła może wpływać na życie polityczne w jego trzech wymienionych wyżej elementach?
       O. Sorge odróżnił normalną sytuację społeczeństwa od sytuacji wyjątkowej. Jeśli państwo spełnia swoje cele poprawnie, zapewniając dobrobyt i bezpieczeństwo swoim obywatelom i poszanowanie ich praw, Kościół nie musi ingerować. Wystarczy, że głosi Ewangelię, na której opiera się ład moralny społeczeństwa. Sobór Watykański II stwierdza: Kościół w żadnym wypadku nie chce się wtrącać w rządy ziemskiego państwa. Nie żąda dla siebie żadnej innej prerogatywy prócz tej, aby z pomocą Bożą służyć ludziom miłością i wiernym posługiwaniem (Dekret o działalności misyjnej Kościoła, nr 12). Jeśli jednak struktury państwowe uniemożliwiają obywatelom spełnianie ich obowiązków moralnych i religijnych, jeśli prowadzą do zatracenia wartości, na których buduje się pomyślność społeczeństwa i wszystkich jego członków, Kościół musi zabrać głos, pełniąc funkcję zastępczą. Staje się wtedy sumieniem społeczeństwa, pełni funkcję prorocką, wychowawczą, staje w obronie najsłabszych i tych, których prawa są najbardziej zagrożone. Być może ta funkcja Kościoła będzie niepopularna i krytykowana nie tylko ze strony tych, przeciwko którym bezpośrednio się kieruje, ale nawet ze strony tych, którym ma służyć. Kościół, broniąc rodziny, piętnuje nadużycia seksualne, pijaństwo, kłótnie rodzinne, rozwody, a tym samym naraża się na gniew tych, którzy takich występków się dopuszczają. Gdy Kościół krytykuje niesprawiedliwe struktury społeczne godzące w jego godność, naraża się na prześladowania ze strony tych, którzy z tych struktur czerpią zyski i są w ich ramach uprzywilejowani.
      Na temat stosunku Kościoła do państwa Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: Kościół, który z racji swojego posłannictwa i swojej kompetencji w żaden sposób nie może być sprowadzony do wspólnoty politycznej, jest znakiem i zarazem stróżem transcendentnego charakteru osoby ludzkiej. "Kościół... szanuje... i popiera polityczną wolność i odpowiedzialność obywateli" (nr 2245). Do zadań Kościoła należy wydawanie "oceny moralnej nawet w kwestiach dotyczących spraw politycznych, kiedy domagają się tego podstawowe prawa osoby lub zbawienie dusz, stosując wszystkie i wyłącznie te środki, które zgodne są z Ewangelią i dobrem powszechnym według różnorodności czasu i warunków" (nr 2246).
      Gdy chodzi o katolików świeckich, wskazane jest ich angażowanie się w politykę, aby w sprawy polityczne wprowadzali zasady i wartości chrześcijańskie. Nie można się usprawiedliwiać, że polityka to sprawa brudna. Pierwszym obowiązkiem obywatela katolika jest branie udziału w wyborach i głosowanie za takimi kandydatami, którzy rokują uczciwe uchwalanie ustaw, rzetelne sprawowanie rządów, troskę o dobro wspólne, a nie tylko własne. Niebranie udziału w wyborach lub głosowanie za ludźmi, którzy będą niszczyć Kościół, rodzinę, deprawować młodzież, utrwalać podziały i nierówności społeczne, wyniszczać gospodarkę i kulturę - jest wielką nieroztropnością, a nawet grzechem przeciwko społeczeństwu i poszczególnym jego obywatelom. Jest to współdziałanie ze złem. To, że katolicy nie potrafią się zjednoczyć wokół jednego programu politycznego, opartego na wartościach chrześcijańskich, jest sprawą godną pożałowania. Spełniają się tu w jakiś sposób słowa Pana Jezusa, że synowie tego świata są roztropniejsi w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości (Łk 16,8).
ks. Stanisław Ziemiański SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ III/2004
skocz do numeru:
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.