Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr czerwiec 2004
Czy umiemy żyć Eucharystią?
      Wielkie było zdziwienie Edyty Stein, kiedy pewnego dnia, zatrzymała się na chwilę w pustym kościele i stała się przypadkowym świadkiem rozmowy prostej kobiety z Bogiem. Ten dialog bliskich sobie osób bardzo poruszył Edytę, która nie wiedziała, że można w ten sposób przeżywać bliskość Boga. To zdarzenie wywarło wielki wypływ na jej ostateczną decyzję o przyjęciu Chrztu w Kościele katolickim. Ani bowiem wiedza filozoficzna, ani mądrość zgłębionych dotąd traktatów teologicznych, nie stały się dla Edyty przestrzenią dla tak osobistego doznania Bożej obecności. To była chwila łaski, która miała jej dopomóc w odkryciu prawdy, że nic nie może zastąpić bezpośredniego, osobistego spotkania z Bogiem.
      Miłość do człowieka jest jedynym motywem działania Boga. A to ona jest przecież najgłębiej zakorzenionym pragnieniem w sercu każdego człowieka. Tak często jednak zagłusza się ją natłokiem pustych słów, zdarzeń, relacji. Bóg zaś, będąc dawcą wszelkich pragnień, jest równocześnie Tym, który jako jedyny może je prawdziwie wypełniać. Jednakże człowiek, który zagłuszy w sobie głos serca, nie potrafi już odczytywać tęsknoty swych pragnień. Nie jest nawet świadom istnienia w nim nadprzyrodzonego daru powołania do zjednoczenia się z Bogiem. Chrystus, ustanawiając Eucharystię pragnął, aby człowiek mógł dzięki niej w pełni doświadczać przemieniającej mocy, płynącej z przyjmowania Jego Ciała i Krwi. W Komunii sakramentalnej bowiem sam Bóg wychodzi naprzeciw człowiekowi. Jednakże sama wiedza na temat istnienia Eucharystii nie wystarcza... Ilustruje to doskonale uczestnictwo w niedzielnej Mszy świętej przeciętnego katolika, który traktuje swoją obecność na Eucharystii często jedynie jako wywiązanie się z ciążącego na nim obowiązku. Ignorancja wobec słowa Bożego, lekceważenie homilii, a wreszcie równie nierzadkie świętokradcze przyjmowanie Komunii świętej lub zupełne rezygnowanie z niej, stanowią przejawy totalnego niezrozumienia istoty Eucharystii. Pozbawiony wartości jest zarówno jej wspólnotowy, jak i indywidualny wymiar. Trudno nawet mówić o spotkaniu tam, gdzie tak naprawdę do niego nie dochodzi; gdzie nie ma dialogu ani nawet pragnienia nawiązania relacji. Taki stosunek do Eucharystii przynosi odpowiedź, dlaczego człowiek pozostaje nieprzemieniony, dlaczego dalej upada pod ciężarem swoich słabości i nałogów, dlaczego jest miotany lękiem i beznadziejnością. Tak "przeżywana" Msza święta, nie budzi w nim radości, tym bardziej nie jest też w stanie rozpalić chrześcijańskiego zapału i gorliwości. Moc przemieniającą ma bowiem tylko spotkanie z tym, kogo się prawdziwie kocha. Postawa miłości jest więc niezbędnym warunkiem do zaistnienia dialogu między Bogiem i człowiekiem. A Bóg zawsze pozostaje wierny swej miłości do człowieka, którą przypieczętował w osobie Chrystusa i w Jego śmierci na krzyżu. On wie, że człowiek musi mieć namacalny znak trwania tej miłości, dlatego po zmartwychwstaniu pozostawił Eucharystię, jako pamiątkę ofiary dokonanej na Kalwarii. Dając samego Siebie w postaciach chleba i wina, utwierdza człowieka w swojej miłości, pozwalając mu w niej, poprzez nią, jak i do niej samej dojrzewać. Tylko że człowiek zwykle nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielki dar Bóg złożył w zasięgu jego ręki. Odtrącając go, wybiera postawę obojętności, która staje się jego sposobem na życie, stylem życia. Jest przekonany, że potrafi żyć bez Boga, bez Eucharystii. Sądzi tak, ponieważ nie odkrył jeszcze w swoim życiu mocy działania sakramentu. Charakterystyczna jest dla naszych czasów utrata poczucia sacrum. Serce człowieka nie odczuwa już potrzeby kultu Boga, a tym bardziej pragnienia dziękczynienia i uwielbienia. A przecież podobnie jak wiara rodzi się ze słuchania, tak i miłość rodzi się z poznania. Jakże jednak ma zrodzić się w człowieku miłość, jeżeli nie spotyka się on z Chrystusem?
      W jednym z wielkoczwartkowych listów poświęconych Eucharystii Jan Paweł II powiedział, że przez Eucharystię człowiek nie tylko poznaje miłość, ale sam zaczyna miłować. A uczestnictwo w niej jest w pełni skuteczne tylko wtedy, kiedy chrześcijanin potrafi na co dzień nią żyć. To stwierdzenie pokazuje wyraźnie, w czym tkwi problem: nie umiemy żyć Eucharystią; nie pozwalamy jej stać się treścią naszego życia. Pozostaje ona w oderwaniu od tego wszystkiego, czym żyjemy. Nie ma więc siły przemieniania tego, czego w ogóle nie dotyka. Podobnie jak nie stanowi ona przestrzeni dla naszego spotkania Boga w osobie Chrystusa, tak również nie może stać się wymiarem doświadczania Jego bliskości.
      Czy Eucharystia mogłaby stać się lekarstwem na samotność charakteryzującą współczesny styl życia? Odpowiedź jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. Wystarczy bowiem uwierzyć, że ona sama, stanowiąc pewny środek spotkania z Bogiem, jest zarazem celem i wypełnieniem całego naszego chrześcijańskiego życia. Gwarancją tego jest sam Bóg. On chce zaszczepiać w nas tę pewność, jednak barierą pozostaje zniewalająca nas zatwardziałość serca i brak wiary.
Katarzyna Bożek
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Szczęśliwi, bo... - ks. Piotr Gąsior
  • Czy umiemy żyć Eucharystią? - Katarzyna Bożek
  • PSJ VI/2004
    skocz do numeru:
    fot. Jacek Hanczko
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.