Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr czerwiec 2004
Gdy przegrywa życie, to zawsze przegrywa miłość
      Była miłą i zarazem głęboką kobietą. Od pierwszego spotkania zwróciła moją uwagę swoją mądrością, wyciszeniem i umiejętnością inteligentnego słuchania tego, co kto inny mówi. Nigdy nikogo nie starała się zakrzyczeć i nigdy nie lekceważyła cudzego zdania, chociaż zawsze postępowała według tego, co sama uważała za słuszne.
      Kupiłem jej, pamiętam, białe goździki, wtedy gdy się dowiedziałem, że spodziewa się dziecka. Jeszcze nikt o tym nie wiedział, bo oficjalnie jeszcze ten fakt nie został ogłoszony. Ona już rozpoczęła oczekiwanie na przyjście do ich domu małej istotki. Nie bardzo martwił ją fakt, że jest to ciąża nie planowana. Dziecko rozpoczęło w niej życie, ona to czuła i traktowała je jak pozostałą trójkę dzieci z czułą odpowiedzialnością. Przyjęła goździki jako pierwszy dar dla dziecka, pierwszy znak powitania go wśród znajomych.
      Kiedy ją odwiedziłem po jakimś czasie, najpierw uciekała wzrokiem od mojego wzroku. Przywitała mnie zmieszana i smutna. Na stole w wazonie stał pyszny bukiet róż. Trójka dzieci, jak w czasie poprzedniej wizyty, siedziała na dywanie i jak to dzieci, raz była zajęta sobą i świetnie się bawiła, to znów sprzeczała się o coś głośno i domagała się interwencji mamy.
      - Proszę księdza, tak mi przykro. Tego dziecka nie ma. Mąż nie chciał się na nie zgodzić. Prosiłam go, przekonywałam... Wydawało się, że wszystko już jest w porządku. Był dla mnie delikatny i miły; i potem (jak grom z jasnego nieba) postawił mnie przed ultimatum - odpowiedzialności za naszą wspólną przyszłość. Postarał się o wsparcie matki i teściowej. Przekonywały mnie obie i straszyły. Zgodziłam się na interwencję ginekologa. Powitano mnie kwiatami. Wszyscy byli dla mnie nadzwyczajnie życzliwi. Mąż ofiarował mi złotą bransoletę. Nikt ani słowem nie wspomniał o tym, co się stało. Ich życzliwość była bez tytułu. Jej prawdziwa przyczyna była konsekwentnie otoczona milczeniem, ale dlatego właśnie stawała się we mnie coraz bardziej głośna i coraz bardziej przepajała mnie bólem. Nie potrafię się uśmiechać. Nie potrafię patrzeć na dzieci radośnie. Nie potrafię patrzeć księdzu w oczy, a wszystkie kwiaty, obojętnie jakie by one nie były, przypominają mi od dnia, kiedy utraciłam dziecko, białe goździki. I jeszcze jedno - powiedziała cichym głosem - kiedy przegrywa życie, to zawsze przegrywa i miłość.
ks. Zygmunt Kwiatkowski SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Szczęśliwi, bo... - ks. Piotr Gąsior
  • Czy umiemy żyć Eucharystią? - Katarzyna Bożek
  • PSJ VI/2004
    skocz do numeru:
    fot. M. Barczak
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.