Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr sierpień 2004
Błędny rycerz
Jacek Odrowąż
Wróżono mu wspaniałą karierę kościelną. Iwo Odrowąż, biskup krakowski, szybko znalazł mu miejsce w krakowskiej kapitule i zadbał o jego wykształcenie w uniwersytetach Europy. Jacek wybrał jednak los niestrudzonego tułacza.

      Cervantes, autor Don Kichota, pozostawał pod silnym wrażeniem świętego. Poświęcił mu kilka panegiryków. W osobie Jacka możemy doszukać się rysów błędnego rycerza. Urodził się ok. 1200 r. w Kamieniu Śląskim. Rodzinne koneksje wróżyły mu świetlaną przyszłość, podobnie jak zdobyte wykształcenie. Drzemał w nim jednak niespokojny duch. Spotkanie z Dominikiem odmieniło jego życie.
      Najpierw stryj Iwo, kanclerz Leszka Białego, spotkał się z nim na IV Soborze Laterańskim. Iwo, intelektualista o szerokich, europejskich horyzontach, utrzymujący kontakty z paryskimi wiktorynami i przedstawicielami kongregacji norbertańskiej, zdolny dostrzec wartość i znaczenie nowego zakonu, jako biskup chciał go sprowadzić do kraju. Kościół polski potrzebował księży duszpastersko wyspecjalizowanych, zdolnych do zrealizowania w praktyce uchwał tego przełomowego soboru. Podstawowym problemem nie były herezje czy potrzeba naukowej konfrontacji różnych doktryn na uniwersytetach, lecz pogłębienie bardzo jeszcze powierzchownego chrześcijaństwa w masach. Zaangażowaniu politycznemu Kościoła, niezbędnemu w dobie feudalnego rozdrobnienia, towarzyszyła walka o jego własną pozycję polityczną i ekonomiczną. Groziło to niebezpieczeństwem zapomnienia czy nawet odejścia od tego, co w chrześcijaństwie najważniejsze.
      Z członków własnego kleru Iwo wyłuskał kilka "pereł" i wysłał je do Dominika. W grupie tej byli Jacek i Czesław. Możliwe, że towarzyszyli mu oni w misji do Rzymu w sprawie zablokowania nominacji Iwona na arcybiskupa gnieźnieńskiego, której nominat się sprzeciwiał. Do spotkania dojść miało w cudownych okolicznościach. Otóż Dominik na oczach Polaków wskrzesił bratanka jednego z rzymskich purpuratów, który niefortunnie spadł z konia i skręcił kark. Jacek i Czesław krótko byli w Rzymie. Po śmierci Dominika (+1221) generał Jordan z Saksonii wysłał ich po rocznym nowicjacie na próbę do klasztoru we Fryzaku, w Karyntii, aby uzdrowić "niezakonnego ducha", który wkradł się za klasztorną furtę. Choć sytuacja przypominała walkę z wiatrakami, młodzieńcy spisali się znakomicie.
      W 1222 r. stanęli w Krakowie. Iwo oddał im kościół Świętej Trójcy w samym centrum miasta, przenosząc parafię do kościoła Najświętszej Maryi Panny przy późniejszym Rynku. Akcja Iwona, zmierzająca do umocnienia środowiska kościelnego w Krakowie i jego unowocześnienia w duchu współczesnych postulatów reformatorskich, została rozpoczęta. W jej ramach mieściło się też osadzenie w okolicach Krakowa cystersów, duchaków i norbertanek. Tymi działaniami chciał biskup, na drodze zdrowej rywalizacji, pobudzić do działania kler diecezjalny, co istotnie się udało. Fundacja dominikanów w Krakowie zakończyła się niespodziewanym sukcesem. Napłynęło wielu kandydatów i już w 1225 r. można było rozpocząć szerszą akcję o zasięgu środkowoeuropejskim. Prowincjałem został Gerard z Wrocławia. Studiował w Paryżu. Odważnie (zapewne nie bez Jacka inspiracji) doprowadził do tzw. rozesłania krakowskiego, wzorowanego na akcji przeprowadzonej kilka lat wcześniej przez św. Dominika. Rozproszona wspólnota objęła przyczółki w Pradze, Wrocławiu, Kamieniu, Gdańsku, Płocku i Sandomierzu, a niedługo potem także w Sieradzu, Chełmnie, Elblągu, Poznaniu i Raciborzu. W ciągu 20 lat granice polskiej prowincji zostały z rozmachem wykreślone. Jacek miał stać na czele grupy, która wyruszyła z Krakowa na północ. W 1228 r. polscy delegaci na kapitułę generalną: Jacek, Gerard i Marcin z Sandomierza mogli złożyć generałowi sprawozdanie z osiągniętych sukcesów. Wybór Jacka na delegata świadczy o jego wysokiej pozycji w zakonie. Do niego należy także wspieranie prowincjała w kontaktach z hierarchią.
      Kolejne lata poświęcił Jacek akcji misyjnej na Rusi i w Prusach. Zaangażowanie dominikanów na tych terenach należy uznać za priorytetowe. Z misją kijowską związana jest legenda:
      Kiedy błogosławiony Jacek uzyskał od kijowskiego księcia miejsce na budowę klasztoru, głosił nieustannie przez pięć lat słowo Boże i budował klasztor. W ten sposób wielkie mnóstwo ludzi nawrócił do Chrystusa i utworzył wspólnotę braci. Pewnego dnia postanowił już wrócić do Polski. Kiedy przystąpił do ołtarza, aby odprawić święte tajemnice i powierzyć się Bożej Opatrzności, niespodziewanie rozległy się w mieście krzyki spowodowane nagłym nadejściem Tatarów. Bracia z klasztoru, usłyszawszy je, przybiegli przerażeni do kościoła, do świętego męża odprawiającego Boskie tajemnice, i przekrzykując się, oznajmili mu o tym. "To już po nas, błogosławiony ojcze, uciekajmy co prędzej, może jeszcze uda nam się wymknąć z rąk niewiernych Tatarów! Oni już zbrojną ręką włamują się do bramy klasztoru!"
      Usłyszawszy to, święty mąż wziął Najświętszy Sakrament i tak jak stał, ubrany w święte szaty, zaczął wraz z braćmi uciekać. Był już na środku kościoła, kiedy posąg Chwalebnej Dziewicy, wykonany z kamienia alabastrowego, ważący cztery albo pięć talentów, głośno za nim zawołał: "Synu Jacku, dlaczego sam uciekasz, a Mnie razem z moim Synem zostawiasz, aby Tatarzy rozbili ten posąg i go podeptali? Weź Mnie z sobą!" Św. Jacek, zdumiony tym głosem, powiada: "Chwalebna Dziewico, bardzo ciężki jest ten Twój posąg, jakże go więc udźwignę?" Na to Dziewica: "Weź go, Syn mój uczyni go lekkim".
Jacek nie tylko z łatwością wyniósł posąg, lecz bez szwanku przeszedł z nim szeregi plądrujących klasztor najeźdźców, a wreszcie przeszedłszy suchą nogą przez Dniestr stawił się w Krakowie. W legendzie tej widać także jasny rys powołania Jacka: umiłowanie Eucharystii i cześć dla jedynej Damy serca. Poczucie godności, które swoje źródło czerpie jedynie z łaski sprawowania świętych Tajemnic oraz oddanie się całkowicie na służbę Maryi.
      Misję w Prusach dominikanie podjęli przed Krzyżakami. Później posługiwali im duszpastersko, ponieważ oni sami nie święcili wtedy jeszcze kapłanów. Największym osiągnięciem była fundacja klasztoru w Gdańsku. Ruchliwość apostolska Jacka budzi podziw. Ponad 20 klasztorów dominikańskich widzi w nim swego fundatora. Rzecz znamienna, nie udało się zrobić go przeorem któregoś z nich. Nie był on również nigdy prowincjałem. Krótko został nim jego towarzysz Czesław. Wybierając drogę dominikańskiej posługi słowem i przykładem, trwale porzucił myśl o zaszczytach, a oddał się bez reszty służbie Ewangelii. Ostatnie lata życia spędził w konwencie krakowskim. Śledził z dużą uwagą zabiegi o kanonizację biskupa Stanisława, a w 1254 r. aktywnie uczestniczył w wielkich uroczystościach pokanonizacyjnych. Gasł stopniowo wyczerpany trudami misjonarskiego życia.
      Nazajutrz po uroczystości św. Dominika, naszego ojca, zaczął błogosławiony Jacek nieco chorować i z dnia na dzień choroba coraz bardziej się wzmagała. W wigilię Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi zwołał starszych braci konwentu krakowskiego (którego był założycielem) i zapowiedział im swoje odejście z ciała. Kiedy ci zaczęli bardzo płakać, ojciec dołączył słowo pociechy: "Nie płaczcie nade mną, najdrożsi synowie, bo Pan mnie wzywa, abym jutro przeszedł do Ojca. Bo jak nie godzi się zadawać sobie śmierci, ale każdemu wyznacza ją Bóg, tak samo nie wypada, aby chrześcijanin, a zwłaszcza prawdziwy zakonnik, bał się śmierci, skoro przecież kiedyś umrzeć musi. Radujcie się raczej, bracia, i winszujcie mi, bo dla mnie żyć - jest Chrystus, a śmierć - to zysk. Pragnę już być rozwiązanym i złączyć się z Chrystusem. Uspokójcie się, bracia, bo po zrzuceniu ciężaru tego ciała będę wam pomagał nie mniej, niż to czyniłem w tym życiu nieszczęsnym, kiedy wraz z wami dźwigałem obraz tej śmierci".
      Odchodząc z tego świata, nie sporządził błogosławiony Jacek żadnego testamentu, bo nie miał niczego, czym mógłby rozporządzić. "Pozostawiam wam - powiedział - zbawienne napomnienie ojca naszego Dominika, które słyszałem z ust ojca naszego. Zachowujcie je w całości: Bądźcie łagodni, miłujcie się nawzajem, posiądźcie dobrowolne ubóstwo. To jest testament wiecznego dziedzictwa".
      Po czym wobec modlących się braci i płaczącego ludu, w dzień Wniebowzięcia Chwalebnej Dziewicy Maryi, około godziny dziewiątej, dopełniwszy kanoniczne godziny służby Bożej, wypowiadając ze łzami słowa Psalmu: "Tobie, Panie, zaufałem" oraz: "W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mojego" - odszedł z tego świata do Chrystusa i oddał swą szczęśliwą duszę w ręce świętych aniołów, którzy mu się częstokroć, kiedy jeszcze przebywał w śmiertelnym ciele, objawiali.
      
Ślady kultu świętego znajdujemy bezpośrednio po jego śmierci. Wincenty z Kielc w żywocie św. Stanisława wspomina grób św. Jacka w kościele Świętej Trójcy w Krakowie. W spisie wszystkich klasztorów dominikańskich z 1277 r. znajdujemy wzmiankę: W klasztorze krakowskim leży brat Jacek, mocen wskrzeszać zmarłych i Wit, biskup, mocen cuda czynić. Podstawą zapiski jest informacja z polskiej prowincji, która chlubiła się posiadaniem tak niezwykłego skarbu. Wspomniany Wit był dominikaninem konsekrowanym w 1253 r. na biskupa wileńskiego. Początki zakonu w Polsce miały zresztą więcej świętych bohaterów. We Wrocławiu cieszył się kultem niestrudzony towarzysz Jackowych wypraw Czesław, a w Sandomierzu czczono pamięć całego konwentu bestialsko wymordowanego w czasie tatarskiego najazdu w 1260 r. U grobu św. Jacka powstało nawet specjalne biuro, dokumentujące jego cudowne interwencje. Lektor Stanisław podjął się spisania żywotu Jacka dopiero w połowie XIV w. Bezpośrednią przyczyną mogło być zarządzenie kapituł generalnych zakonu z lat 1335 i 1336, zalecające sporządzenie i dostarczenie do Rzymu pisemnych żywotów braci zmarłych w opinii świętości. Fama sanctitatis unosiła się więc w Krakowie już blisko wiek. Dopiero Klemens VIII 17 IV 1594 r. uroczyście zaliczył Jacka w poczet świętych.
Paweł Szpyrka SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Rzeczywistość sekt - Mariusz Gajewski SJ
  • Przez ciemność do światła - Piotr Tomasz Nowakowski
  • Błędny rycerz - Paweł Szpyrka SJ
  • PSJ VIII/2004
    skocz do numeru:
    na ryc.: św. Jacek
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.