Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr sierpień 2004
Przez ciemność do światła
      Na spotkania Wspólnoty Emmanuel w Katowicach przychodzą bardzo różni ludzie. Niekiedy są zupełnie zagubieni, część z nich szuka spokoju i ukojenia, inni z kolei przychodzą, choć tak naprawdę nie do końca wiedzą po co. Co tydzień spotykają się w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przy ul. Granicznej. Tutaj rozmawiają i modlą się. Jak mówi ks. Jarosław Międzybrodzki, asystent kościelny Wspólnoty, na początku jej istnienia, a był to rok 1992, na spotkania przychodzili głównie studenci. - W tej chwili pokolenie, które wówczas przeżywało lata studenckie, to osoby w średnim wieku. Wielu z nich wciąż przychodzi na spotkania. Nierzadko przyprowadzają całe rodziny.
      Wspólnota ma służyć pogłębieniu wiary, ale przyjść mogą tu również osoby, które nie są głębokimi i praktykującymi katolikami. Warunek uczestniczenia w spotkaniach jest tylko jeden: ochotnik musi być pełnoletni. W swojej kilkuletniej tradycji Wspólnota Emmanuel pomogła wielu ludziom odnaleźć swą drogę. Jednym z nich jest Arkadiusz Ryguła. - Zanim tutaj przyszedłem, moje życie właściwie chyliło się ku upadkowi - opowiada.
      Arek pochodzi z Tychów. Przed dziesięciu laty dostąpił łaski nawrócenia. Dziś ma blisko trzydzieści lat. Każdego dnia uczestniczy w Eucharystii. Nie rozstaje się z różańcem. Często zapraszany jest do parafii, gdzie opowiada historię swej przemiany, daje świadectwo innym. Wydał nawet tomik wierszy pt. W drodze do nieba. Wszystkim odrzuconym tego świata. - Zobaczyłem, że poprzez poezję mogę wiele przekazać, powiedzieć wiele o sobie i o Panu Bogu - tłumaczy. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat wcześniej jego przyszłość nie zapowiadała się kolorowo. Kiedyś wraz z kumplem skopał człowieka tylko po to, by zabrać mu 50 zł. Trafił za to do więzienia.

- Jesteś najmłodszym z ośmiorga rodzeństwa. Jako siedmiolatek, tak jak inne dzieci, rozpocząłeś naukę w podstawówce. O ile mi wiadomo, nie byłeś tam orłem...
- Byłem przeciętniakiem. Z polskim i matematyką miałem problemy, jedynie wf był super. Bałem się szkoły, lękałem się ludzi, więc zacząłem sięgać po alkohol: piwo, czasem wódkę. Było to w czwartej klasie. Pieniądze na alkohol podkradałem bratu, rodzicom. Nie przeszedłem do następnej klasy. Załamanie, bunt, wstyd. Przestałem się uczyć w ogóle. Moja wychowawczyni napisała potem, że mama była bezradna, a tata się mną nie interesował.
- Powtarzałeś klasę?
- Tak, najpierw czwartą klasę podstawówki, potem dwa lata przesiedziałem w piątej. To mnie zablokowało psychicznie na długie lata. W wieku czternastu lat odkryłem, że po wódce zmieszanej z lekami staję się odważniejszy. Czasem w ciągu dnia potrafiłem połknąć nawet dziesięć tabletek uspokajających. Kiedyś po takiej dawce zasłabłem. Przyjechało pogotowie. Ale jak zobaczyli, że jestem pijany, powiedzieli: "smacznego" i odjechali.
- Co potem?
- Po szóstej klasie zacząłem naukę w dwuletniej szkole przysposabiającej do zawodu. Uczyłem się na tokarza. Ale wcale mi to nie leżało. W dodatku nie potrafiłem się zaaklimatyzować w nowym środowisku. Zamykałem się w sobie, nie umiałem się wygadać. Byłem strasznie zakompleksiony, nauka szła mi ciężko. Nie wyrabiałem. Chciałem umrzeć, lecz bałem się tego. Myślałem, jak by to zrobić, żeby nie bolało. Pewnego razu po pijanemu wjechałem maluchem pod ciężarówkę. Było to w nocy - jechaliśmy z kumplem na melinę po wódkę. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Zwialiśmy. Znowu nie zdałem do następnej klasy. Pustka, strach, co będzie dalej.
- Czy w tamtym okresie pojawił się ktoś, kto próbował Ci pomóc?
- Tak, szwagier pomagał mi w nauce, ale problem leżał gdzieś głęboko we mnie i nie potrafiłem ruszyć z miejsca. Potem pojawił się kolejny szwagier - bokser, mistrz Śląska juniorów w wadze ciężkiej. - Może spróbujesz się w tym sporcie? - zaproponował.
- I spróbowałeś?
- Początkowo bałem się uderzać. Kiedy zobaczyłem krew na ringu, stwierdziłem, że jestem za miękki. Lecz z czasem przywykłem do walki. Zaczęło mi się to podobać. Wcześniej koledzy wyśmiewali się ze mnie, więc teraz mogłem się na nich odegrać. Nie boksowałem w lidze. Moim ringiem były dyskoteki, bary, ulice. No, nie zawsze wygrywałem. Czasem i mnie się oberwało.
- No i przyszedł ten najgorszy dzień...
- … kiedy to Wigilię spędziłem... w areszcie. Miałem wówczas 18 lat. Razem z kumplem skopaliśmy człowieka, zabierając mu 50 zł. Wtedy można było za to dostać parę butelek wódki. Jednak poszkodowany zapamiętał numery rejestracyjne naszego auta. I tak dorwała mnie policja. Dostałem dwa lata. Siedziałem w czterech więzieniach. Tam już nie byłem takim chojrakiem.
- Rozumiem, że pobyt w więzieniu mocno Tobą wstrząsnął...
- Tamtych dni nawet nie chcę wspominać. Zostawiły głęboki ślad w mojej psychice. To był koszmar. Żyłem tylko nadzieją, że kiedyś się to skończy. Zacząłem chodzić na Msze i prosić Boga, którego tak naprawdę nie znałem, żeby pomógł mi wyjść szybciej na wolność. Obiecałem Mu, że jeśli tak się stanie, to co tydzień będę chodził na Mszę i co miesiąc do spowiedzi. I wyszedłem z więzienia po dziewięciu miesiącach.
- Dotrzymałeś danego słowa?
- Tak... przez trzy miesiące. Potem znowu zacząłem pić, brać leki, wdawać się w bijatyki, kraść. Okazało się, że więzienie tak naprawdę niczego mnie nie nauczyło. Minął rok. W pewną niedzielę poszedłem do spowiedzi. Nie była to dla mnie pierwszyzna, lecz tym razem - w przeciwieństwie do poprzednich prób - postanowiłem wyznać prawdę. Bałem się księdza, czy nie wygada wszystkiego innym. Ale Pan Jezus pomógł mi przełamać strach.
- A więc otworzyłeś się?
- Tak, powiedziałem o pobiciach, kradzieżach, więzieniu. Ulżyło mi. Poszedłem do Komunii świętej, ale już wracając do domu, wstąpiłem do baru, na jednego. Do domu przyszedłem pijany. W nocy obudziły mnie potężne wyrzuty sumienia. Po czterech dniach znów poszedłem do spowiedzi, do tego samego księdza. Ucieszył się, gdy mnie zobaczył i ponowił swe zaproszenie na spotkanie z katowicką Wspólnotą Emmanuel.
- I jak odpowiedziałeś na tę propozycję?
- Wstydziłem się tam pokazać. Pomyślałem, że gdyby ci ludzie wiedzieli, jaki jestem, to nawet by na mnie nie spojrzeli. Przełamałem jednak wewnętrzny opór i pojechałem na spotkanie. W czasie Mszy świętej księża udzielali sakramentu namaszczenia chorych. Uklęknąłem i powiedziałem w sercu: Boże, jeżeli Ty naprawdę istniejesz, to uczyń coś z moim życiem, bo ja już siebie takiego nie chcę. Przyjąłem sakrament i wtedy poczułem w sercu ogromny spokój. Zobaczyłem jakieś niesamowite światło. Kiedy przyszedłem do domu, nie chciałem zasnąć, bo bałem się, że to światło zniknie na zawsze.
- Czy nie kusiło Cię, by zrezygnować z dalszych spotkań we Wspólnocie?
- Tak, te pokusy pojawiały się nieustannie w postaci myśli, że robię z siebie idiotę. Mimo wszystko jednak zacząłem regularnie chodzić na spotkania i mówić o swej przemianie. Brałem udział w rekolekcjach. Opowiedziałem nawet na forum o swoim życiu, o metamorfozie, jaka się we mnie dokonała. Cały się wtedy trząsłem. Miałem poczucie winy, że zdradzam swój stary świat, że jestem zwykłym mięczakiem. Chciałem wrócić do alkoholu, ale Pan Bóg znowu wyciągnął do mnie rękę. Nie pozwolił, żebym stoczył się na dno. Ludzie ze Wspólnoty namówili mnie, żebym skończył szkołę.
- Ile miałeś wtedy lat?
- Dwadzieścia trzy. Skończyłem podstawówkę, zacząłem się uczyć w liceum ogólnokształcącym. Brałem korepetycje, lecz zaległości dawały mi się we znaki. Zdałem pisemną maturę, niestety na ustnej padłem z polskiego i angielskiego. Rok później spróbowałem drugi raz. Tym razem z powodzeniem. Jednak najlepszą nauką, jaką otrzymałem i wciąż otrzymuję, jest przeżywanie miłości Pana Jezusa.
Piotr Tomasz Nowakowski
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Rzeczywistość sekt - Mariusz Gajewski SJ
  • Przez ciemność do światła - Piotr Tomasz Nowakowski
  • Błędny rycerz - Paweł Szpyrka SJ
  • PSJ VIII/2004
    skocz do numeru:
    na zdjęciu: Arkadiusz Ryguła
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.