Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr wrzesień 2004
Z Maryją przy Jezusie
      Od przyjścia do używania rozumu miałam i mam gorące nabożeństwo do Matki Najświętszej. Ja Ją bardzo kochałam, szczerze i serdecznie jak dziecko; zaś od I Komunii świętej Pan Jezus wlał w me serce szczególną miłość ku Najświętszej Maryi Pannie. Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie był i jest jedynym przedmiotem mej miłości, lecz do Jezusa prowadziła mię zawsze moja Matka Najdroższa, Najświętsza Maryja Panna. Nie uwierzę nigdy w to, by można było ukochać Pana Jezusa, nie kochając Matki Najświętszej jak dziecko swej matki. Bez Matki Najświętszej ja bym już nie mogła żyć. (...) Najświętsza Maryja - to moja druga księga, z której uczyłam się miłować Pana Jezusa. (...)

Moją ulubioną modlitwą od dziecinnych lat, prócz Różańca i pojedynczych Zdrowasiek, była i jest ta:
Najświętsza Panno, z pierwszym dnia brzaskiem
Zwracam ku Tobie westchnienia moje,
Ty coś odziana świętości blaskiem
Zwróć ku mnie Oczy łaskawe Twoje.

Tyś Matka sercem mi ukochana,
Strzeż każdej chwili życia mojego,
Spraw, by me czyny w Obliczu Pana
Były godnymi łask Syna Twego.

Przy Twoim Sercu niechaj bezpiecznie
Kwitnie lilija mej niewinności;
Od nieprzyjaciół broń mnie skutecznie,
Bądź moją Matka tu i w wieczności.

Wszystkich mi drogich polecam Tobie.
Daj całe życie przeżyć w miłości.
Gdy ciało moje już legnie w grobie,
Umieść mię, Matko, w wiecznej radości.

      Te zupełnie proste słowa przeze mnie wymawiane podobały się Maryi. Ona zwracała na mnie Swoje Oczy pełne słodyczy, dobroci, łaskawości, a nade wszystko pełne miłości matczynej. (...) Gdy się zbudziłam ze snu, zwracałam się do mej Mateczki Ukochanej, posyłając Jej pozdrowienie anielskie i powyższe wyrażone uczucia dziecięcej miłości. (...)
      Gdy się znalazłam u Jej ołtarza, radość moja nie miała granic... Nic nie wiem, jak wówczas się modliłam. Cieszyłam się Nią, patrzałam w przepiękne Oblicze Maryi, a Maryja znowu spoglądała na mnie, pieszcząc równocześnie moją bardzo nędzną, ale całkowicie Jej oddaną duszę. Natarczywie błagałam Ją, by mię zachowała na zawsze od grzechu, by mię nauczyła kochać Pana Jezusa, podobnie jak Go Ona kocha, bym była Jej wiernym dzieckiem. (...)
      Maryja najlepiej mię rozumiała, jak najlepsza Matka, i ja też chciałam rozumieć jak dziecko. O ile sobie przypominam, nic tam nie było udanego ani wymuszonego w tym całym zrozumieniu, ale prosta i szczera dziecięca miłość i ufność bez granic w Jej przemożne wstawiennictwo u Pana Jezusa. Pan Jezus swej Matce niczego nie może odmówić, więc cieszyłam się z tego powodu bardzo, że Maryja jest nie tylko Matką Jezusa, ale i moją Najdroższą Matką. (...)
      Najświętsza Maryja Panna była wszystkim dla mnie. O, jak bardzo dobrze czułam się przy Niej... Byłam pewna więcej jak 1000%, że nasza Mateczka Najsłodsza uczyni mię świętą - podobną do Niej!... Wtedy moja dusza tak daleką była od obłudy. Maryja uczyła mię tak: "Jeżeli chcesz zostać świętą, podobać się Jezusowi i Mnie, bądź zawsze dzieckiem. Kochaj Jezusa i Mnie, zapomnij o wszystkim i o sobie samej, żyj w ukryciu, jak Najświętsza Rodzina w Nazarecie..."
      (...) Czytałam w książkach, że kto ma prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, ten nigdy nie zginie, a kto Ją kocha miłością dziecięcą, usiłując Ją naśladować w Jej cnotach, unikać grzechu, ten staje się świętym. Odmawiając modlitwę św. Bernarda "Pomnij", gdy wymawiałam słowa: "że nigdy nie słyszano, aby ktokolwiek uciekający się pod Twoją obronę został opuszczony", tak wierzyłam silnie w moje uświęcenie, jak w artykuły wiary naszej świętej, że moja Mateczka nie może mi tego nigdy odmówić.
      O, jakże prosto do Niej zawsze mówiłam!... Ja się ogromnie dziwiłam, że ludzie modlą się z książeczek - nie mogłam zrozumieć, co to ma znaczyć. Modlitwa - to miłosne wylanie swej duszy, serca przed Jezusem i Jego Najświętszą Matką... Jezus mię rozumiał, choć nic do Niego nie mówiłam! Tak samo rozumiała mię nasza Najsłodsza Mateczka... Ja tak czyniłam: zbliżałam się do samego ołtarza, by być jak najbliżej Jezusa i Maryi; mówiłam, że pragnę Ich bardzo kochać i na tym koniec. Patrzałam na Jezusa i Maryję, a Jezus i Maryja na mnie, na Swoje tak bardzo małe i nędzne dziecko.
      (...) Pragnienie gorące umiłowania Pana Boga tak, jak Go jeszcze nikt nie miłował, zmuszało moją duszę do szukania wszystkich możliwych sposobów, bym mogła ten cel osiągnąć. Ponieważ wiara święta nas uczy, że poza Najświętszą Maryją Panną (...) nikt tak nie kochał Pana Jezusa, więc do Jej Przeczystego i Niepokalanego Serca zwróciłam się z prośbą gorącą, by Ona nauczyła mię kochać Pana Jezusa w sposób do Niej najpodobniejszy. Będąc w Kalwarii w uroczystość Jej Wniebowzięcia, jak tylko umiałam i mogłam przy pomocy łaski Bożej, prosiłam Ją o łaskę umiłowania Jezusa tak, jak Ona Go kochała.
      Prześliczna statua Matki Najświętszej Wniebowziętej pozostawała na środku kościoła po procesjonalnym przeniesieniu Jej z grobu do głównego kościoła. Nie mogłam się z Nią rozstać - jakaś siła przykuła mię do Niej. Wszyscy ludzie wyszli z kościoła, bo już była późna godzina - ja tam pozostałam. Modliłam się, jak tylko umiałam, była to raczej modlitwa łez... Pokornie wyznawałam moją nędzę jak dziecko zawinione, które się całym sercem chce poprawić. Wówczas czułam się obarczona strasznymi grzechami, z których sobie nie zdawałam sprawy, kiedy je popełniłam. Myśl sama, że zasmucam Pana Jezusa, że Go nie kocham, była dla mej duszy najstraszniejszą męką.
      Ufność i wiara w mej duszy była bez granic!... Ona wszystko może uprosić u Pana Jezusa - Maryja nie zawiedzie mię. W Jej miłosierdzie i miłość ufałam ślepo; tak ufałam, że Maryja musiała się zlitować nade mną. Cicho było w kościele - czekałam czegoś, sama nie wiem czego; chciałam tam u Niej pozostać przez noc. W tej chwili jakieś przedziwne światło oświeciło moją duszę. Maryja stawała się coraz piękniejszą coraz bliższą dla mnie. Wtedy Jej przecudny pełen miłości wzrok spoczął na mnie, a Jej przedziwnej dobroci Serce wzruszyło się na mą ogromnie natarczywą prośbę.
      - "Moje dziecko, nie lękaj się. Ja cię nigdy nie opuszczę, będę ci pomocą w każdej potrzebie, kocham cię i Jezus cię kocha; będę ci Matką w życiu i przy śmierci, przy pomocy mojej ukochasz Jezusa".
      Byłam wysłuchaną i ta łaska dana mej duszy była mi dana na zawsze: żyć w miłości i umierać z miłości! Gdy to piszę w tej chwili, serce moje przepełnione jest najgłębszą wdzięcznością i miłością ku mej Najsłodszej Matuchnie.
Z pism S.B. Rozalii Celakówny
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Z Maryją przy Jezusie - Z pism S.B. Rozalii Celakówny
  • Posługa egzorcysty - O. Benedykt Barkowski
  • Radość krzyża - Jan Pluta
  • PSJ IX/2004
    skocz do numeru:
    fot. Małgorzata Pióro
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.