Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr październik 2004
Nauczyciel prawdy, czyli o braminie z Rzymu
Roberto de Nobili SJ (1577-1656)
      Kiedy młody jezuita Roberto de Nobili dopłynął w 1605 roku do Indii, było to spełnienie jego marzeń. Jeszcze na studiach w Rzymie czytał listy Franciszka Ksawerego z Indii i Mateusza Ricciego z Chin. Pochodził z arystokratycznej rodziny i jego pomysł wstąpienia do zakonu nie spotkał się z aprobatą. Rodzice i krewni sądzili, że zrobi karierę na papieskim dworze, lecz on mimo sprzeciwów postawił na swoim. Studiował też wytrwale, aby pokazać przełożonym, że nadaje się do pracy misjonarskiej.
      Stawiając stopę na nieznanym lądzie, nie wiedział jeszcze, że jego nowatorska metoda misyjna stanie się powodem kontrowersji i wymiany niezliczonych listów między Indiami, Lizboną i Rzymem. Z zapałem zabrał się do nauki języka tamilskiego i obserwował życie na Goa, które było portugalską kolonią i niewiele różniło się od miast europejskich. Portugalczycy, zamiast dawać przykład chrześcijańskiego życia, zniechęcali swoim postępowaniem Hindusów. Nic nie zmieniło się od czasów św. Franciszka Ksawerego, który ubolewał nad upadkiem obyczajów na Goa. Po ciężkiej chorobie, podczas której gotował się już na śmierć, ojciec Roberto został wysłany na wybrzeże. Żyli tam ubodzy poławiacze pereł, wśród których było wielu chrześcijan.
      Kiedy opanował dosyć dobrze język tamilski, pojechał na wyznaczone mu miejsce w Madurai. Było to duże miasto ze słynną świątynią bogini Minakszi, przy której mieszkało wielu braminów. Ta najwyższa z indyjskich kast była solą w oku wszystkich misjonarzy, ponieważ wydawało się niemożliwe nawrócenie kogokolwiek z nich. Do tej pory wszyscy indyjscy chrześcijanie wywodzili się z niższych klas społecznych, a wyżej urodzeni traktowali głosicieli nowej religii z lekceważeniem.
      Roberto de Nobili jako pierwszy dostrzegł przyczynę tego stanu rzeczy, ponieważ oprócz języka studiował pilnie miejscowe obyczaje. Misjonarze pytali kandydatów do Chrztu, czy chcą zostać parangi, myśląc że słowo to oznacza Europejczyka, a więc chrześcijanina. Hindusi rozumieli to słowo zupełnie inaczej, dla nich wyraz parangi był synonimem człowiekiem spoza kasty, który nie przestrzega żadnych praw. Dla wykształconego i religijnego bramina była to najgorsza obelga. Kiedy de Nobili zrozumiał, że postępowanie Europejczyków jest dla Hindusów odpychające, postanowił zmienić tryb życia. Przestał jeść mięso, sutannę zmienił na pomarańczową szatę sannyasina, czyli ascety, a buty na drewniane sandały. Prowadził też teologiczne dyskusje z braminami, co wkrótce zaowocowało pierwszymi nawróceniami. Najpierw o Chrzest poprosił młody nauczyciel, który uczył ojca Roberto języka tamilskiego, a niedługo potem kolejni.
      Podział kastowy w Indiach istnieje do dzisiaj i jest jedną z ważniejszych przyczyn stosunkowo niewielkiej ilości nawróceń w tym kraju. Hindus może wierzyć w Chrystusa, ale przyjęcie przez niego Chrztu jest postrzegane jako odrzucenie tradycji, rodziny i społeczności, dlatego też konwertyta to człowiek, który zrezygnował z najwyższych wartości. Nie potępia się go za to, że przyjął chrześcijaństwo, ale że odrzucił zwyczaje przodków. De Nobili starał się oddzielić religię od społecznych obyczajów i dzięki temu nawróceni chrześcijanie mogli dalej żyć w swoich rodzinach.
      Innym braminom nie podobało się jednak, że nowy misjonarz zabiera im wiernych. Jeden z nich, Śiwadharma postanowił nawet nawrócić de Nobiliego na hinduizm i w tym celu zaproponował mu naukę sanskrytu. De Nobili zgodził się natychmiast, ponieważ dzięki jego znajomości mógł zrozumieć święte teksty, które Śiwadharma specjalnie dla niego spisał. Kiedy doszło do wielkiej dyskusji teologicznej z uczonymi kapłanami, Śiwadharma bronił swojego ucznia wobec 800 braminów, którzy zarzucali mu wiele przewinień. Obrońca był tak przekonywający, że zgłosili się kolejni kandydaci do Chrztu, aż wreszcie on sam został chrześcijaninem. Sannyasin z Rzymu zdobył szacunek wśród Hindusów dzięki przestrzeganiu ascetycznego trybu życia i dzięki głoszonym naukom. Znany był jako Tattuva Potakar, czyli nauczyciel prawdy.
      De Nobili wyprowadził się od ojca Fernandeza, z którym miał pracować na misji. Był to jedyny sposób, aby chrześcijanie pochodzący z bramińskich rodzin nie musieli mieć kontaktu z Parawarami z wybrzeża, pozostającymi pod opieką starszego misjonarza. Parawarowie zaczęli jednak mówić chrześcijanom z wyższych kast, że przez Chrzest stracili oni kastę i są nikim lepszym niż parangi, czego się właśnie obawiali. Wybuchła więc panika. Aby zapanować nad sytuacją, de Nobili napisał na liściu palmowym Manifest, w którym tłumaczył, że nie pochodzi z kraju parangi, ale z Rzymu, gdzie jego rodzina ma taką pozycję jak w Indiach szlachetni kszatrjowie, wojownicy. Uczy nauk prawdziwego Boga, a nie nauk parangi.
      Na jakiś czas problem ucichł, ale niebawem pojawiły się kłopoty z hierarchią kościelną. Nie wszystkim podobała się nowa metoda misyjna i powstały nawet plotki, że sam de Nobili został hinduistą. Zarzucano mu, że pozwalał nosić święty sznur, używać pasty sandałowej na czoło, nie zabraniał rytualnych kąpieli. Przetłumaczył też na nowo modlitwy, ponieważ w poprzednich tłumaczeniach znalazł wiele błędów. Nie były to jednak samowolne decyzje, wszystkie bowiem posunięcia akceptował prowincjał oraz arcybiskup w Goa. W odpowiedzi na stawiane zarzuty Nobili napisał Responsio, w którym wyjaśniał swoją metodę misyjną i udowadniał, że wszystkie zaakceptowane przez niego hinduskie zwyczaje mają społeczny charakter.
      Podczas dochodzenia, które odbyło się w Madurai w 1610 r. przesłuchiwano nawróconych przez Nobiliego chrześcijan. Wiedzieli, że papież jest Głową Kościoła i że podlegają biskupowi w Cranganore. Mówili, że kąpią się przed Eucharystią nie z powodu przesądów, ale żeby być fizycznie czystymi, przy Chrzcie nie dostawali pieniędzy ani żadnych materialnych przedmiotów i zostali chrześcijanami po to, aby dostąpić zbawienia. Mimo to, że wierni z Madurai pokazali, iż są świadomymi, dobrymi, znającymi prawdy wiary chrześcijanami, nie udało się sprawy zakończyć. De Nobili miał równie wielu przeciwników co sprzymierzeńców, ale wraz ze zmianą prowincjała skończyło się poparcie dla nowych metod i misjonarz miał nawet przez jakiś czas zakaz udzielania Chrztu.
      W tym czasie zmarł papież Paweł V, który nie zdążył rozstrzygnąć sprawy misji. Kiedy wybrano Grzegorza XV, jedną z pierwszych rzeczy, którą on zrobił, było przebadanie sprawy misji w Madurai. Polecił to arcybiskupowi Lombardowi, który dokładnie przestudiował problem i wydał sąd przychylny de Nobiliemu. Zezwalał na zachowanie lokalnych zwyczajów, kazał tylko unikać przesądów i bałwochwalstwa. W 1623 roku papież wydał Konstytucję apostolską Romane sedis antistes, która to oficjalnie zatwierdziła.
      Ciężko było ojcu Roberto znaleźć pomocników, bo nie każdy potrafił przyjąć ascetyczny tryb życia, który sobie narzucił sannyasin z Rzymu. Pierwszy kandydat, Manuel Leitao, przybył entuzjastycznie nastawiony, ubrany w pomarańczową szatę i gotowy do pracy. Kiedy jednak okazało się, że ma jeść tylko raz dziennie ryż z warzywami, podawany na liściu bananowca, było to dla niego za wiele. Nauka tamilskiego też szła mu powoli i w końcu rozstał się z misją w Madurai.
      Tymczasem ojciec Roberto zaczął podróżować i nawracać ludzi z różnych kast, miał więc coraz więcej pracy. Wreszcie znaleźli się misjonarze, którzy w porozumieniu z ojcem de Nobilim zaczęli pracę z ludźmi z niższych kast. Zostali pandaraswami, czyli kapłanami, których nie obowiązywał tak surowy tryb życia jak sannyasinów i mogli swobodnie kontaktować się z różnymi klasami ludzi. Pomagali rozwijać misję, a nawróceń było coraz więcej. W momencie śmierci de Nobiliego wszystkich chrześcijan na terenie misji w Madurai było ok. 40.000, a braminów 200.
      Ostatnie lata Roberto de Nobili spędził w Mylapore koło Madrasu, gdzie według tradycji znajduje się grób św. Tomasza Apostoła. Zamieszkał w małym domku oddalonym od ludzi, a czterech wiernych braminów pozostało do końca, aby mu pomagać. Był już bardzo schorowany i prawie niewidomy, uważał jednak, że jego metody i argumenty, jakich używał w dyskusjach, powinny być spisane. Dyktował więc pisma, a kilka dni po tym, jak dokończył swą ostatnią pracę, zasnął na zawsze. Nie wiadomo, gdzie został pochowany.
      Roberto de Nobili jako pierwszy dostrzegł, że Hindusów nie należy europeizować, pozwalał im na zachowanie tradycji, które nie były sprzeczne z chrześcijaństwem. W XVII wieku był jednak pionierem na gruncie akomodacji, czyli dostosowywania sposobu głoszenia Ewangelii do lokalnych kultur. W swoich pismach tłumaczył prawdy wiary, używając pojęć zaczerpniętych z filozofii indyjskiej. Pisał o chrześcijańskiej dharmie. Dharma to jedno z podstawowych pojęć hinduizmu, oznacza ono prawo, zasady etyczne, ścieżkę, którą należy podążać. Roberto de Nobili głosił, że chrześcijańską dharmą jest miłość Boga i bliźniego.
Justyna Pyz
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ X/2004
skocz do numeru:
O. Roberto de Nobili SJ
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.