Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr listopad 2004
Rozważania o życiu i śmierci
Listopad to miesiąc, w którym odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze na grobach naszych bliskich. Myślimy o tych, którzy już odeszli. Nie ma ich wśród nas. Przeszli na drugą stronę. Wspominamy chwile spędzone z nimi. Czas ten pobudza nas do refleksji nad przemijaniem i kruchością ludzkiego życia. Nas kiedyś czeka ten sam los. Nadejdzie czas, gdy śmierć będzie naszym udziałem.

      Śmierć… Niewielu nad nią się zastanawia. Ci, którzy o niej mówią, często uważani są za pesymistów, a przecież każdy kolejny dzień życia przybliża nas nieuchronnie do chwili, w której staniemy wobec niej twarzą w twarz. Nie da się jej uniknąć. Można tylko starać się o niej nie myśleć. Ale rzeczywistość śmierci i tak w końcu nas dosięgnie.
      Dzisiejsza kultura promuje młodość. Mamy do czynienia ze swoistym jej kultem. Wszyscy chcą być młodzieżą. Często dorośli ubierają się w młodzieżowe ubrania, starają się zachowywać jak młodzież.

Kiedy człowiek staje się dorosły?

Do refleksji nad kwestią, w którym momencie człowiek zaczyna uważać siebie za osobę dorosłą, skłoniło mnie uczestnictwo w Dniach Młodzieży Archidiecezji Przemyskiej w Sanoku. Byłem tam z grupą oazową. Chodząc po placu, przypatrywałem się twarzom uczestników. W pewnym momencie pomyślałem: Jaka ta młodzież młoda!. Przecież ci, którzy mnie tu otaczają, to piętnastoletnie dzieci... Zorientowałem się jednak szybko, że gdybym kogokolwiek z nich nazwał dzieckiem, śmiertelnie by się obrazili. Przecież oni są młodzieżą! Zacząłem się zastanawiać, jak długo każdy z nas uważa się za młodego. Co jest granicą? Ślub i założenie rodziny, pojawienie się pierwszego dziecka, konieczność wzięcia za kogoś odpowiedzialności? A może dopiero osławiony kryzys wieku średniego jest tym momentem? Człowiek zaczyna sobie uświadamiać, że już połowa życia za nim, jego ciała nie można nadal nazwać młodym, pojawiają się choroby. Zaczyna analizować dotychczasowe życie. Ocenia je. Widzi, że nieuchronnie zbliża się chwila przejścia na emeryturę, starość, niedołężność, samotność, śmierć...

Co zmienia świadomość śmierci?

Fernando Savater mówi, że wszystkie dzieci uważają się za nieśmiertelne, (…) ale potem dorastamy, w miarę jak pojęcie śmierci dojrzewa w naszej świadomości. Wydaje mi się, że nie tylko dzieci, ale i wielu współczesnych dorosłych myśli w ten sposób. W pewnym sensie są to właśnie takie duże dzieci, które się bawią życiem i wydaje się im, że będzie to trwało wiecznie. Bywa, że dopiero gdy otrą się o śmierć, bo umrze ktoś im bliski lub sami przeżyją wypadek, który mógł się dla nich skończyć tragicznie, zaczynają rozumieć, że także oni są śmiertelni. Dopiero traumatyczne przeżycie sprawia, że dociera do ich świadomości fakt, iż śmierć jest realna i także ich może dosięgnąć. Od tej pory myślą już inaczej o rzeczywistości. Cenią życie. Przestali być młodzieżą. Świadomość śmierci stała się ich udziałem. Savater podaje dwa owoce tego faktu: Po pierwsze dojrzewamy, przestajemy być dziećmi. Ale to nie wszystko: Przekonanie o nieuchronności śmierci nas uczłowiecza, sprawia, że stajemy się prawdziwymi istotami ludzkimi, "śmiertelnikami".
      Świadomość ta wywołuje fundamentalne przewartościowanie wszystkiego. Nasze działania, pragnienia, cele, rzeczy dla nas istotne i ważne zmieniają się. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki (1J 2,16n).
      Gdy uświadomimy sobie prawdę tych słów, zmienia się zupełnie nasze podejście do życia. Świat przemija, a wraz z nim nasze życie, przemijają nasze dążenia, pragnienia, pożądliwości, to, o co zabiegaliśmy i co zdobyliśmy. Inne rzeczy stają się ważne. Gdy widzimy, jak mało mamy czasu, chcemy go przeżyć jak najlepiej. Gdy widzimy, że nasze życie na ziemi się skończy, zaczynamy szukać czegoś więcej, czegoś przekraczającego to, co oglądamy naszymi oczami i wiemy, że rozsypie się w proch…

Starość i oswajanie się z myślą o śmierci

Być może właśnie dlatego wielu ludzi dopiero na starość zaczyna zwracać się ku transcendencji, rozwija życie duchowe. Oni widzą jak na dłoni, że śmierć jest dla nich czymś bliskim. Nie zdołają już uciec przed nią. Pora więc przygotować się do jej przyjęcia. Nie przychodzi to z pewnością łatwo. Niejedni się buntują, niektórzy może do końca nie godzą się na nią. Są też tacy, którzy ją przyjmują. Wierzą, że jest przejściem do innego życia. Znaleźli drogę, która pozwoli im trwać na wieki, czekają na swą ojczyznę w niebie.
      Może to jednak nie trwoga i przeświadczenie o nieuchronności popycha ludzi starych do zastanawiania się nad kluczowymi sprawami, także nad życiem i śmiercią. Przecież dopiero u schyłku swego życia mają więcej czasu na przemyślenia. Do tej pory ciągle żyli w biegu: dzieciństwo, szkoła, wybór zawodu, współmałżonek, zdobywanie pracy, mieszkania, walka o zapewnienie bytu własnym dzieciom. Wnuki. Ciągłe życie chwilą lub perspektywą najbliższej przyszłości, zaspokajanie aktualnych, palących potrzeb. Dopiero gdy to wszystko się skończy, człowiek przestaje uczestniczyć w gonitwie, zaczyna zastanawiać się nad wszystkim, co go otacza. Ocenia swoją przeszłość, to, czego dokonał. Czasem żałuje wielu rzeczy. Myśli, co będzie w przyszłości. Co go czeka…

Choroba i cierpienie

Są jednak i tacy, którzy już wcześniej zaczynają dostrzegać prawdę o naszej rzeczywistości, zmieniają perspektywę. Zazwyczaj dzieje się to wskutek niespodziewanego nadejścia cierpienia, straty kogoś bliskiego. Sytuacja ta została bardzo dobrze zobrazowana w filmie pt.: Podążaj w stronę światła. Opowiada on historię chorego na hemofilię chłopca, któremu wszczepiono wraz z lekami wirus HIV. Pojawiają się pierwsze objawy AIDS. Lekarze dają mu rok życia. Gdy jego matka słyszy tę diagnozę, zaczyna analizę: Jedno Boże Narodzenie, jedna zima, jedne wakacje. Chce zrobić wszystko, aby jej syn przeżył ten czas jak najlepiej. Gdy wiosną sadzą w ogródku żonkile, nie wiedzą, czy dożyje on czasu, gdy zakwitną. Małe rzeczy, proste gesty miłości stają się niezmiernie ważne. Pęd, dorabianie się przestają być ważne. Czas zaczyna płynąć inaczej. W pewnym momencie chłopiec zaczyna domyślać się, że umrze. Pyta o śmierć. Jak to jest, kiedy się umiera… Powoli rodzice zaczynają przygotowywać go do przejścia na drugą stronę. W obliczu śmierci to, co do tej pory było ważne i niezbędne, przestaje mieć znaczenie. Cała rodzina się zmienia. Chcą w niej wszyscy dobrze przeżyć te chwile, które im zostały, i pomóc synowi rozstać się z tym światem. Śpieszmy się kochać ludzi...

Zabiegany świat

Dziś jednakże wielu tego nie rozumie. Nie dostrzegają absurdu, w jakim żyją. Najważniejszy jest sukces i pieniądze. Cóż jednak im z pieniędzy, skoro nawet nie mają kiedy ich wydać? Całymi dniami przecież pracują. Robią to nie dla siebie, lecz dla dzieci? Ileż to dzieci mówi, że rodzice dają im wszystko oprócz miłości. A one chcą miłości i zainteresowania, nie pieniędzy.
      W dzisiejszej kulturze ludzie są bardzo samotni, choć standard życia wielu wyraźnie wzrósł. Jeśli ktoś nieustannie pracuje, nie ma czasu rozwijać relacji, a potem, kiedy ma już czas, cóż mu z czasu, skoro nie ma go z kim spędzić? Co zrobi z tym, co przez całe życie gromadził? Nie mamy często czasu dbać o to, co naprawdę cenne. Jest przecież tyle spraw do załatwienia. A Bóg, bliscy, relacje z ludźmi, zajmowanie się tymi, których kochamy... na to jeszcze będzie czas. Sprawy, które są pierwszoplanowe i naprawdę ważne, odkładamy na później. Często dopiero widmo śmierci naszej własnej lub kogoś nam bliskiego skłania nas do zajęcia się tym co naprawdę istotne.
      Czyż nie wygrają życia ci, którzy o sprawach najważniejszych zaczną myśleć odpowiednio wcześnie? Zdobędą się na odwagę zadać sobie pytanie, dokąd zmierzają. Zaczną badać, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Chyba tylko wtedy odnajdą szczęście. Tylko rozmyślanie o życiu i jego sensie pozwoli nam przeżyć je owocnie, głęboko. Tak, że nie będziemy potem żałować. Nasz czas jest ograniczony.

Strach przed śmiercią

Być może o śmierci nie myślimy także dlatego, iż boimy się jej. Jest to przecież coś nieznanego, coś, z czym każdy z nas będzie musiał się zmierzyć. Boimy się cierpienia, które często łączy się ze śmiercią. Ale nie tylko.
      Często cierpienie fizyczne jest potęgowane przez ból duszy. Cierpimy, bo nie chcemy zostawić świata i tych, których kochamy. Cierpimy, bo nie wiemy, co nas czeka po drugiej stronie, bo samotnie przejdziemy tam, skąd nikt jeszcze nie wrócił. Może właśnie ta samotność i niepewność wywołują największy ból…
      Nasza wiara daje nam jednak siłę do przezwyciężenia tej niepewności. Śmierć jest drogą do innego życia, bo nasze życie się zmienia, ale się nie kończy, jak mówi prefacja z Mszy św. za zmarłych. Tam, po drugiej stronie będziemy mogli wreszcie ujrzeć Boga "twarzą w twarz". Tego, który jest prawdą, pięknem, dobrem, szczęściem wiecznym, który przekracza wszystko.

      Śmierć jest przejściem do innego życia, którego nie da się porównać z niczym tu, na ziemi, dlatego warto żyć tak, aby je zdobyć. Dlatego trzeba pytać o śmierć i mieć świadomość jej nieuchronności. To pozwoli lepiej przeżyć i spożytkować czas, który został nam dany. Pozwoli nam już teraz cieszyć się szczęśliwym życiem; a nie gonić za tym, co i tak przeminie, pozwoli zabiegać o to, co ma prawdziwą wartość.
Sebastian Masłowski SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ XI/2004
skocz do numeru:
fot. Cezary Sękalski
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.