Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr grudzień 2004
Człowiek wielkiego zawierzenia
O św. Maksymilianie Kolbe z o. prof. Leonem Dyczewskim OFMConv. - współredaktorem pierwszego wydania pism św. Maksymiliana Kolbego i autorem kilku książek i wielu artykułów poświęconych postaci Świętego - rozmawia Ryszard Paluch.

R.P.: Jakim człowiekiem był św. Maksymilian?

o. L.D.:
Św. Maksymilian miał naturę bogatą i gwałtowną. Był uzdolniony w kierunku nauk ścisłych i technicznych. Interesowały go nowe odkrycia. Pasjonował się pojazdami kosmicznymi. W dziedzinie religijnej pragnął zgłębić tajemnice Boga. Interesował się szczególnie życiem Matki Bożej i Jej relacjami z Trójcą Świętą. Był bardzo wrażliwy na sacrum i światu nadprzyrodzonemu okazywał wyjątkowy szacunek. W spotkaniach z ludźmi najchętniej rozmawiał o Matce Bożej. To kolegów nieraz denerwowało. W swoich świadectwach o nim stwierdzają, że o niczym innym nie można było z nim porozmawiać ani pożartować, pośmiać się. Określają go nawet jako "nudziarza". A on był "nudziarzem" w tym sensie, że był przejęty swoimi ideami i tylko o nich mówił najchętniej. Był wytrwały w realizowaniu podjętych zamierzeń. Niektórzy mówili o nim, że był uparty. Nie był zakonnikiem wygodnym i łatwym dla przełożonych, bo wciąż zadręczał ich swoimi pomysłami; ze wszystkim chodził do przełożonych. Maksymilian miał szczęście do wspaniałych przełożonych, którzy rozumieli jego idee, nie gasili jego zapału i pozwalali mu realizować jego szaleńcze plany. Oto przykład: św. Maksymilian po siedmioletnim pobycie na studiach w Rzymie powrócił do kraju; ma zaledwie 25 lat, nie ma znajomości nowego krakowskiego środowiska, kraj jest zniszczony długoletnią wojną, a on przedstawia prowincjałowi zamiar założenia stowarzyszenia Rycerstwa Niepokalanej o zasięgu światowym i wydawania czasopisma Rycerz Niepokalanej o zasięgu ogólnopolskim, w dodatku nie ma pieniędzy i znajomości przydatnych do realizacji takich przedsięwzięć. Prowincjał tymczasem mówi "tak" z zastrzeżeniem: Pieniędzy nie dostaniesz, radź sobie sam. W prowincjale tak wielkiego formatu - w o. Alojzym Karwackim - o. Maksymilian miał zawsze oparcie. Organizuje więc stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, które szybko rośnie w liczbę członków i w styczniu 1922 r. wydaje pierwszy numer Rycerza Niepokalanej. O pieniądze na nowe pismo wprost żebrze, a czyni to dlatego, bo wie, że nowe pismo jest bardzo potrzebne dla ludu, który chłonie wszystko co polskie i katolickie. Na nim też wielu mieszkańców wsi i miast będzie się uczyło czytać. Z myślą o szerokich masach społeczeństwa polskiego założył, że forma i cena pisma będą bardzo przystępne. W Krakowie zrobiło się ciasno, więc prowincjał zaproponował Maksymilianowi przenosiny do Grodna, do prawie pustego klasztoru, dopiero co odzyskanego po zaborach, by tam miał większe możliwości rozwoju.

R.P.: Dlaczego wybrał prasę i uczynił ją główną drogą realizowanego przez siebie charyzmatu?

o. L.D.:
Prasa w latach 20. i 30. minionego stulecia była najważniejszym środkiem apostolstwa. Wraz z rozwojem technologii medialnej św. Maksymilian sięgał po radio i telewizję. Radio stopniowo wchodziło w powszechne użycie, więc Święty zaczął je organizować w Niepokalanowie. Prace w budowę i urządzanie radiostacji były daleko zaawansowane. Nie dostał jednak koncesji od ówczesnego rządu. Dwa razy sprawę rozpatrywano w Sejmie RP. Święty nie zaniedbał niczego, by osiągnąć zamierzony cel. Skończyło się to na dwóch próbnych audycjach. Koncesji nie dostał. Silne wówczas kręgi liberalne zablokowały ją. Radio było wtedy tylko publiczne, nie było rozgłośni komercyjnych i społecznych jak obecnie.
Św. Maksymilian działał przede wszystkim przez stowarzyszenie Rycerstwo Niepokalanej z trzema kręgami przynależności i przez czasopismo Rycerz Niepokalanej, które miało ogromne nakłady. Jego sposób zdobywania nowych członków Rycerstwa Niepokalanej i docierania do nowych czytelników czasopism wydawanych przez Niepokalanów to wspaniały przykład doskonałego public relations. Święty umiał organizować dystrybucję tego wszystkiego, co wydawał. Zorganizował własny transport samochodowy. By nadążyć z wyścigiem dostarczania czasopism przez inne wydawnictwa, by być lepszym w konkurencji od innych, planował uruchomienie lotniczej linii transportowej. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w społecznej komunikacji ten ma większy wpływ na odbiorcę, kto jest szybszy w dostarczeniu mu informacji. Gdyby nie wybuch II wojny światowej św. Maksymilian byłby jednym z większych potentatów prasowych.

R.P.: To zadaje kłam pewnemu mitowi na temat świętych, który mówi o napięciu pomiędzy zaangażowaniem w ten "świat" a postulatem zostania świętym. Połączenie tych płaszczyzn przez wielu jest określane jako niemożliwe.

o. L.D.:
Św. Maksymilian jest przykładem tego, że jest to możliwe. Widzimy u niego bogatą działalność zewnętrzną oraz głębokie życie wewnętrzne. Akcentuje cichość życia, skupienie. Rozwijając ogromną aktywność apostolską, wprowadził adorację Najświętszego Sakramentu. Rozwijał jednocześnie bogate i ubogie środki apostolstwa. Wielce cenił cierpienie i modlitwę. Sam był dotknięty wielkim cierpieniem. Pracował o jednym płucu, odczuwał wszelkie zmiany pogody, miewał tzw. migreny, trapiły go przeziębienia i odmrożenia. Był też wrażliwy na cierpienia innych, i to do tego stopnia, że kiedy dowiedział się, iż w kasie klasztornej nie ma pieniędzy na lekarstwa, gotów był sprzedać kielich mszalny, aby je kupić choremu bratu. Na wszystko żałował, jeśli chodzi o potrzeby swoje i innych, ale nie na lekarstwa dla chorych.

R.P.: Czytałem, że wszystkich traktował równo poza braćmi chorymi i starszymi. Myślę, że można tu mówić o tzw. apostolacie cierpienia.

o. L.D.:
Apostolat cierpienia był wpisany w jego życie. Ostatni etap życia był okresem ogromnego cierpienia: poniewierka, bicia, upokorzenia, mordercza praca i śmierć głodowa. Przyjął ją dobrowolnie, choć doskonale wiedział o towarzyszących jej cierpieniach. Śmierć głodowa była jedną z najgorszych kar, którą w końcowym okresie obozu oświęcimskiego zniesiono. Powiedziałbym, że cierpienie należy do całościowego profilu apostolstwa Maksymiliana. To bardzo ciekawe - z jednej strony człowiek niezwykle dynamiczny, o ogromnej energii, z drugiej wciąż zapadający na różne słabości spowodowane przeziębieniami, zapaleniami, niedomaganiami żołądka - stale cierpiący.

R.P.: To przypomina Pawłowe: moc w słabości się doskonali...

o. L.D.:
To najlepiej jest widoczne w Japonii, gdzie klimat dla schorzeń św. Maksymiliana był bardzo trudny. Tam doskonaliła się jego moc w cierpieniu. W Japonii została osłabiona jego postawa apologetyczna. Stykając się na co dzień z innymi wartościami i normami, z inną mentalnością i z odmiennymi stanami psychospołecznymi, z innymi wytworami, nauczył się szacunku dla odmienności. Bonzowie, mnisi innej religii, ludzie odmiennie myślący, odmiennie wierzący, odmiennie modlący się przyjmowali go i słuchali, pomagali mu w jego działalności ewangelizacyjnej. Będąc w Japonii i w wielu krajach Dalekiego Wschodu, Maksymilian nauczył się wiele, wytracił w sobie ducha walki, nawet o czystość prawdy, przekonał się, bowiem, że w ewangelizacji mocniej przemawia świadectwo niż słowo.

R.P.: To także coś więcej niż tolerancja...

o. L.D.:
Oczywiście. Dziś to pojęcie jest wieloznaczne. Zawiera w sobie także obojętność wobec kogoś drugiego. A św. Maksymilian nie był obojętny. Najbardziej zależało mu na tym, aby wszystkich ludzi doprowadzić do Boga, do Jezusa Eucharystycznego, do Matki Najświętszej. Zdawał sobie sprawę z tego, że samym słowem tego nie dokona. Ceniąc słowo, podkreślał wartość modlitwy, cierpienia, ofiary i życia wspólnego. Umiejętnie też budował wspólnotę franciszkańską. Dokonał wyjątkowego dzieła w historii Kościoła katolickiego: założona i w ostatnich latach kierowana przez niego wspólnota zakonna w Niepokalanowie, przed wybuchem II wojny światowej, liczyła około 700 ludzi.

R.P.: To niezwykłe, bo mierząc ludzkimi kategoriami, Maksymilian osiągnął sukces. Mógł przecież zostać w Niepokalanowie ze swoimi wysokimi nakładami. Tymczasem zostawia to i wybiera się do Japonii. Przez niektórych ta decyzja była odczytywana jako nieroztropna - jak można zostawiać dzieło, które ledwo co zaczęło się rozwijać?

o. L.D.:
Tu powtórzę, że św. Maksymilian miał szczęście do prowincjałów wielkiego formatu. Prowincjał bez wiary w Opatrzność Bożą i bez wyobraźni nie puściłby go. Niepokalanów dopiero się rozrastał i stawał na nogi, ale jego założyciel miał ducha misyjnego, który go prowadził na Daleki Wschód. Miał też w sobie coś z człowieka lubiącego przygodę, ale ta przygoda była głęboko osadzona w pragnieniu, by wiarę w prawdziwego Boga zanieść ludziom, którzy Go jeszcze nie znają. Niepokalanowa nie zostawił byle komu, ale swojemu bratu, który był również gorliwym zapaleńcem w głoszeniu słowa Bożego. Decyzja wyjazdu, po ludzku sądząc, była ryzykowna, tym bardziej że czasy nie były łatwe, zaraz po wyjeździe św. Maksymiliana przyszedł kryzys gospodarczy w Polsce, który rozwój wydawnictwa i klasztoru mógł zahamować. Wszystkie okoliczności towarzyszące wyjazdowi św. Maksymiliana do Japonii wskazują, że pojechał tam pod wpływem szczególnego natchnienia Bożego. To była misja wyznaczona mu przez Boga. Wskazuje na to także miejsce, jakie św. Maksymilian wybrał pod pierwszy klasztor w Nagasaki. Kiedy je kupował, teren ten był wtedy tani, zapuszczony i wymagał ogromnej pracy. Okazało się potem, że była to najszczęśliwsza lokalizacja, bo po zrzuceniu bomby atomowej przez Amerykanów na Nagasaki, klasztor ocalał, stracił tylko szyby w oknach. Przed niszczycielską siłą bomby osłoniła go góra, na stoku której dziś z drugiej strony miasta stoi on do dziś.

R.P.: Maksymilian musiał być człowiekiem wielkiego zawierzenia, by zdobyć się na decyzję opuszczenia Niepokalanowa.

o. L.D.:
Św. Maksymilian nie przypisywał sobie autorstwa dzieł, które tworzył. Ich autorem była Najświętsza Maryja Panna - Niepokalana. On zaś był jedynie Jej narzędziem i wykonawcą Jej planów. Na Daleki Wschód jechał z przekonaniem, że Matka Boża go tam prowadzi i Ona pomoże przezwyciężyć wszelkie trudności, z jakimi spotka się klasztor niepokalanowski i wydawnictwo Rycerza Niepokalanej. W pełni zawierzył Matce Bożej, nie przypisując sobie niczego. Niebywale też troszczył się o Niepokalanów. Pisał wiele listów do przełożonego i do poszczególnych braci. Gdziekolwiek był, słał listy i pocztówki do Niepokalanowa z zachętami, wskazaniami, poleceniami, teologicznymi i etycznymi przemyśleniami. Z jednej strony zawierzył Matce Bożej, a z drugiej jako człowiek nie zaniedbywał dzieła, które tworzył.

R.P.: Chciałbym zapytać o postać Matki Bożej w życiu Świętego.

o. L.D.:
Św. Maksymilian widział Matkę Bożą w najściślejszej unii z Trójcą Świętą, z drugiej strony podkreślał Jej doskonałe człowieczeństwo. Powiedziałbym, że Święty widział w Maryi efekt rozwoju ogromnych możliwości człowieka. Uważał Ją za człowieka najbardziej rozwiniętego we wszystkich ludzkich cechach; a tym samym najbardziej bliską Bogu, czyli uważał że jest Ona szczytem rozwoju całego stworzenia. Maksymilian, podkreślając u Matki Bożej te właściwości, głosi jednocześnie wielkość człowieka i wskazuje na ludzkie pozytywne możliwości. Takie spojrzenie na człowieka jest niezmiernie cenne w czasach ogromnego upodlenia i upadku człowieka, w czasach obozów koncentracyjnych, wyrafinowanego znęcania się nad człowiekiem, nieustannych wojen i mordów. Zawsze były zbrodnie przeciwko człowiekowi, ale w ostatnich dziesięcioleciach, także kiedy żył św. Maksymilian, przybrały one formę masowych, "zbrodni przeciwko ludzkości". I proszę zwrócić uwagę, św. Maksymilian stawia tu wszystkim jako wzór Maryję - człowieka wspaniałego, doskonałego, czystego, najpełniej zjednoczonego z Bogiem i jednocześnie najpełniej zjednoczonego z drugim człowiekiem. To ważny aspekt kultu Niepokalanej w życiu św. Maksymiliana. On jakby przez ten wyjątkowy kult Niepokalanej chciał powiedzieć dzisiejszym ludziom: patrzcie, jak człowiek może być doskonały i czysty, pomimo tego, że na co dzień widzimy różnych ludzi i jest tyle zła, człowiek może być blisko Boga i innych ludzi. Maryja jest tego najlepszym przykładem i jednocześnie jest pośrednikiem między Bogiem i człowiekiem.

R.P.: Gdy czytałem artykuł Antonio Sicari'ego, uderzyła mnie myśl, iż cudem, jaki był potrzebny do kanonizacji Maksymiliana, było oddanie życia za ojca rodziny.

o. L.D.:
Cudem było przede wszystkim to, że ludzie przekonali się, że miłość do człowieka jest możliwa w każdym miejscu, że nawet w najgorszych warunkach człowiek ma możliwość być naprawdę człowiekiem. A człowiek najpełniej jest człowiekiem, kiedy coś daje z siebie innym. Jest to zwycięstwo nad własnym "ja", jest to przekraczanie siebie. Św. Maksymilian pokazał, że życie ludzkie wtedy najbardziej dojrzewa, kiedy się je ofiarowuje bliźnim. W życiu codziennym obserwujemy to u rodziców, którzy nieustannie ofiarowują swoje życie dzieciom. Dzieci, widząc i czując to, przeżywają swoją wartość i dojrzewa w nich człowieczeństwo, kiedy same uczą się ofiarowywać coś z siebie innym.

R.P.: Czy Maksymilian dążył do świętości i pragnął jej świadomie?

o. L.D.:
Myślę, że u św. Maksymiliana było wyraźne pragnienie zostania świętym. Ciekawy jest zapis z ćwiczeniach duchownych, jakie odprawił w 1920 r. i w czasie których poczynił pięć postanowień. Trzy z nich wprost zdumiewają odwagą i zdecydowaniem tego 26-letniego zakonnika. Oto one: Muszę być świętym jak największym; Z góry wykluczam grzech śmiertelny lub dobrowolny powszedni; Nie opuszczę: a) żadnego zła bez naprawienia go (zniszczenia go)" i b) żadnego dobra, które bym mógł zrobić, powiększyć lub w jakikolwiek sposób się do niego przyczynić. Te trzy postanowienia mówią wyraźnie, że ich autor podjął "ostateczną decyzję" zostania świętym. Zdecydowanie odciął się od zła i zawarł przymierze z dobrem. Pragnął osobistej doskonałości i pomnożenia chwały Boga w świecie.

R.P.: Dziękuję za rozmowę.
Leon Dyczewski OFMConv.
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Człowiek wielkiego zawierzenia - Leon Dyczewski OFMConv.
  • PSJ XII/2004
    skocz do numeru:
    fot. Piotr Wilkoński
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.