Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr styczeń 2005
Modlitwa poety
      Kiedy przechadzałem się po czarnoleskim ogrodzie, na terenie którego znajduje się dzisiaj muzeum Jana Kochanowskiego, a gdzie cztery wieki temu żył i tworzył ten najwybitniejszy poeta polski do czasów Adama Mickiewicza, ogarnęło mnie nie dające się wyrazić słowami zdumienie. To tutaj powstawały jedne z największych arcydzieł literatury polskiej - pomyślałem - i to tutaj mój język ojczysty dojrzewał, nabierając odpowiednich form. To na tę ziemię spłynęły łzy ojca-artysty pogrążonego w smutku po stracie ukochanej córki… opisanej później w Trenach. Jakże to wspaniale móc stanąć tu, wśród zieleni traw i w cieniu drzew i wsłuchać się w śpiew natury, poczuć harmonię współbycia, oddalić się na moment od tu i teraz, a przenieść się w czasy, kiedy ucho ludzkie słyszało więcej, gdy człowiek dotykiem swych dłoni wyczuwał przyjazne mu miejsca, a jego oczy wprawiały w zachwyt ducha poezji - szósty zmysł rodzaju ludzkiego. Oto miejsce i oto chwila. Pieśń o "hojnych darach" sama cisnęła się na usta i począłem nucić ją cicho, tak, by nie spostrzegli tego przyjaciele, z którymi tutaj przyjechałem. Jan Kochanowski… nazwisko to zna każdy Polak i każde polskie dziecko.
      Poeta poskąpił wiadomości o swoim życiu, rozrzucając ułamki biografii w wierszach. Urodził się w Sycynie koło Zwolenia. Jego ojciec Piotr, komornik radomski, był m.in. właścicielem Czarnolasu, w którym jego syn Jan spędził ostatnie dziesięć lat życia. Zanim jednak osiadł na stałe na "ojczystym łanie", kształcił się w Akademii Krakowskiej prawdopodobnie w latach 1544-1547. Następnie zaś opuścił granice kraju, bawiąc jakiś czas w Królewcu, gdzie w roku 1555 zapisał się na tamtejszy uniwersytet. Następnie była Padwa, Marsylia i Paryż. Do Polski wrócił Kochanowski w roku 1559, rozpoczynając trwającą mniej więcej dziesięć lat służbę dworską.
      Twórczość swoją rozpoczął od pisania w języku łacińskim. Są to m.in. Elegiarum libri IV i Foricoenia, podejmujące znane motywy epigramatyki greckiej i rzymskiej. Natomiast jednym z pierwszych utworów napisanych w języku ojczystym, obok wielu znanych, jak Fraszki, Pieśni czy Odprawa posłów greckich, jest pieśń Czego chcesz od nas Panie, przedrukowana jako ostatnia pozycja zbioru w wydaniu Pieśni z 1586 r., zwana też Hymnem. Nad tym to właśnie utworem warto zatrzymać się nieco dłużej, jako że jest to pieśń zajmująca szczególne miejsce w twórczości Jana Kochanowskiego. Niewątpliwie utwierdza czytelnika w przekonaniu, iż Kochanowski był niezwykłym i nie leda piórem opatrzony, przede wszystkim jednak pozwala poznać duchowość artysty, duchowość nową, niezwykłą, prawdziwie renesansową, odrodzoną.
      Czytając utwór, nietrudno przekonać się, iż spojrzenie Kochanowskiego na rzeczywistość Boga i sprawy religii było nowe, a zarazem piękne. Tradycja niesie, że hymn ten powstał podczas pobytu poety we Francji, a kiedy pieśń ta dotarła już do kraju, wywołać miała pełne uznania słowa Mikołaja Reja: Temu dank przed sobą dawam. Znaczyło to dokładnie tyle, co oddanie pierwszeństwa młodszemu poecie.
      Kochanowski, do niedawna jeszcze zdradzający sympatie dla ruchu reformacyjnego, w swoim Hymnie dał jasno do zrozumienia, że nie poniosły go szerzące się spory religijne, na co mogłyby wskazywać niektóre wersy utworu: Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie, czy: Złota też, wiem, nie pragniesz: bo to wszytko Twoje, Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
      Z pozoru brzmi to niczym wysuwane przez innowierców argumenty przemawiające za słusznością zajmowanego przez nich stanowiska. Nie o Kościół katolicki jednak tu chodzi. Poeta w Hymnie pragnie uświadomić czytelnikom, że Bóg, jako pierwsza przyczyna sprawcza wszechświata jest obecny także poza Kościołem, a jako Stwórca całego istnienia nie potrzebuje darów, bo sam jest Dawcą wszelkiego dobra. Myśl ta należy do obiegowych motywów epoki, w Hymnie natomiast stanowi jedynie punkt wyjścia. Istotą jest tu pochwała niewidzialnego Boga za pomocą świata widzialnego.
      Utwór Kochanowskiego nazwać można małym poematem o sztuce i o artyście. Artystą jest Bóg, dziełem sztuki stworzony przez Niego świat. Dla poety Bóg to Deus-Faber­, czyli Rzemieślnik, Mistrz, Wytwórca. W epoce renesansu ogromnym szacunkiem cieszyły się wszelkiego rodzaju rzemiosła, do tego stopnia, że często stawiano je wyżej niż malarstwo czy rzeźbę. Rozumowano w ten sposób: malarz czy rzeźbiarz, tworząc swoje dzieło, naśladuje już jakąś rzeczywistość, natomiast rzemieślnik wytwarza z niczego. I takim właśnie Rzemieślnikiem w oczach poety z Czarnolasu jest Bóg, który stworzył świat jako przedmiot artystyczny:

Tyś Pan wszystkiego świata, Tyś niebo zbudował
I złotemi gwiazdami ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi,
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.

      Dla humanistów epoki odrodzenia piękno stanowiło najwyższe dobro, a istotą jego była harmonia i odpowiednio dobrane proporcje i, co jest ważne, odróżniano wtedy rzeczy piękne od samego piękna. Piękno było pojęciem abstrakcyjnym. Pięknem była również doskonałość wewnętrzna, cnota. Dlatego świat w Hymnie, jako kosmos, jako wyważona harmonia i wprawiający w zachwyt porządek, jest piękny:

Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają
Biały dzień, a noc ciemna, swoje czasy znają.

      Widzenie Kochanowskiego jest próbą nowego spojrzenia na rzeczywistość. Poeta jest obserwatorem zachowującym odpowiedni dystans do dzieła sztuki tak, by mógł ogarnąć "całość". Stosuje w Hymnie konwencjonalne epitety: serce jest wdzięczne, gwiazdy - złote, noc - ciemna, zima - gnuśna. Starannie dobierane słowa poszukują harmonii, a to w tym celu, by tę harmonię jeszcze lepiej ukazać. Różnorodność i zgodność, harmonia i varietas. Wszystko to jest bardzo charakterystyczne dla całej estetyki renesansu, gdzie piękne jest to, co zbliża się do swojej idei. Takim właśnie światem zachwycił się Kochanowski i za taki świat dziękował Stwórcy w swoim Hymnie.
      Bóg Kochanowskiego jest Bogiem nie dającym się zamknąć w pojęciach. Jest wszechpotężnym Władcą, wybiegającym daleko poza świątynne mury, nowym Jupiterem chrześcijan. Jakże podobnie wypowiadał się w Tuskulankach na ten temat Cycero, tak bliski przecież twórcom renesansu: Kiedy widzimy najpierw jaśniejącą piękność nieba, następnie tak wielką szybkość jego obrotu, że nie możemy jej pojąć, dalej zaś następstwo dni i nocy, czterokrotne zmiany pór roku, korzystnie wpływające na dojrzewanie owoców i na zdrowie ciał; (…) kiedy więc widzimy wszystko to i inne niezliczone rzeczy, czyż możemy wątpić, że nad nimi stoi bądź jakiś stwórca, jeśli te rzeczy mają swój początek, jak sądzi Platon; bądź ktoś, kto zarządza tak wielką machiną, jeśli rzeczy istniały zawsze, jak przyjmuje Arystoteles. Niewątpliwie tą samą drogą dochodził Kochanowski do poznania Boga, do przekonania o Jego nieskończonej mądrości i wszechmocy. Poeta w realizacji ideału harmonii, zgody i stosowności dostrzegał piękno i dobro, patrzył na świat jak typowy artysta renesansowy. W pięknie zaś widział ożywiającą wszystko miłość, która, jak pisał w Elegii I, nauczyła go poetyckiego patrzenia na rzeczywistość: Sama tylko Miłość nauczyła mię składać czarowne wiersze (Solus Amor docuit blandos me fingere versus). Taką miłością pobudzony Kochanowski ogarniał swym spojrzeniem całość, zachwycając się porządkiem relacji zachodzących we wszechświecie.
      Hymn jest dziękczynieniem za dobra otrzymane od Boga. Czytając tekst utworu, nie sposób nie odczuć radości poety, który, zachwycony cudem stworzonego świata, dzięki zań składa, oddając cześć niebiosom za tak wspaniały dar zamieszkiwania ziemi:

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie:
Twoja łaska, Twa dobroć, nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi;
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi.

      Oto pieśń-modlitwa poety zachwyconego pięknem stworzonego świata. Niezwykłość tej modlitwy polega na tym, iż zawiera ona w sobie niemal każdą formę, w jakiej człowiek może zwrócić się do Boga. Jest w niej zachwyt i poczucie wdzięczności, podziw dla wszechpotęgi Stwórcy i dziękczynienie za dar życia na ziemi. I wreszcie prośba umieszczona już na samym końcu utworu, którą cechuje pragnienie woli Boga: Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi. Oto Kochanowski - poeta i Kochanowski - nauczyciel modlitwy.
Bolesław Kozina SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Modlitwa poety - Bolesław Kozina SJ
  • Najbardziej potrzeba nam modlitwy - Stanisław Pomykała SJ
  • Chrześcijanie lwom! - Paweł Szpyrka SJ
  • Polska kaplica w Loreto - Urszula Janicka-Krzywda
  • PSJ I/2005
    skocz do numeru:
    fot. Bolesław Kozina SJ
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.