Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr luty 2005
Wśród dzieci ulicy są dobre jak chleb
Siostry Albertynki na Syberii
      W naszej świadomości historycznej Usole Sybirskie pozostaje miejscem zsyłki polskich powstańców listopadowych i styczniowych, spośród których wymieńmy choćby św. Józefa Kalinowskiego, późniejszego ojca Rafała z zakonu karmelitów bosych, przyjaciela św. Brata Alberta Chmielowskiego.
      Tymczasem grubo po stuleciu na piękną, choć groźną Syberię dotarły trzy zakonnice z założonego przez św. Brata Alberta Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim, które we wrześniu 2001 r., chcąc uczcić 110. rocznicę założenia swojej rodziny zakonnej, wyjechały do Irkucka na zaproszenie miejscowego biskupa, Jerzego Mazura. Tam przez pół roku, mieszkając w kurii biskupiej, uczyły się języka rosyjskiego i poznawały rzeczywistość kraju, w którym przyszło im nieść miłosierdzie w myśl maksymy: Być dobrym jak chleb.
      Albertynki w stutysięcznym mieście Usolu, położonym nad rzeką Angarą, pojawiły się 8 lutego 2002 r. W czerwcu wprowadziły się do swego domu zakonnego z ogródkiem, gdzie same hodują pomidory, paprykę, fasolę, rzodkiew, sałatę, pietruszkę i ogórki; wszystko niezwykle przydatne w kuchni dla ciągle głodnych dzieci ulicy. Siostry włączyły się w prowadzony przez Caritas projekt: Znaleźć swoje miejsce w życiu, którego celem jest objęcie opieką około 50 dzieci z różnych względów pozbawionych rodzicielskiej miłości. Zgłodniałe i zziębnięte dzieci Usola, pozostawione bez opieki, wchodzą na drogę włóczęgostwa i żebractwa. Bezdomność spycha je na dno społeczne, a tam tylko krok do uzależnień i czynów przestępczych; nawet pięcio-, sześciolatki palą nałogowo tytoń, piją alkohol i ulegają toksykomanii.
      Trzy monaszki (tak je zwą z rosyjska miejscowi ludzie), których dobroć doceniają wszyscy mieszkańcy miasta (to też złagodziło antykatolicką histerię, którą w Rosji rozpętały kręgi rządowo-cerkiewnej ekstremy), pomagają podopiecznym materialnie i duchowo, prowadząc pracę socjalną i katechetyczną. Siostry nie ograniczają się tylko do projektu caritasowskiego i same wychodzą do miasta, przemierzają ulice i podwórka, aby dotrzeć do dzieci i ich rodzin (jeśli te jeszcze są) i podać im pomocną dłoń. A że nędza na Syberii jest niewyobrażalnie wielka, trzy siostry mają ręce pełne roboty, tym bardziej, że zainteresowały się także osobami starszymi, pozostającymi w ciężkiej sytuacji życiowej.

      Piętnastoletni Sierioża, zwany Pomidorem z uwagi na rumian twarzy odmrożonej dwie zimy wstecz, ma matkę alkoholiczkę (ojca nigdy nie widział). Jest, tak jak i jego matka, bezdomny i sypia w kołodcu, czyli w piwnicach miejskiej kotłowni, w wejściu do rur ciepłowniczych. Tam prócz Sierioży i innych dzieci nocują wszelkiego autoramentu bezdomni i włóczędzy, a także drobni przestępcy różnej konduity. Nie ma Sierioża swego miejsca na ziemi, nie chodzi do szkoły. By wypełnić czas, wraz z kolegami zbiera złom metalowy (często nocą) i sprzedaje go prywaciarzowi, aby mieć jakieś pieniądze na życie. Śpiąc na rurach grzewczych, ma kłopoty z zachowaniem podstawowych zasad higieny. Mimo okrutnego losu Sieriożka jest bardzo dobrym chłopcem, jak o tym można było się przekonać podczas zorganizowanej przez siostry kolonii w diecezjalnym ośrodku rekolekcyjno-wypoczynkowym Jedinienie w Listwiance nad Bajkałem.

      Katia ma 8 lat i chodzi do drugiej klasy. Wraz z 28-letnią matką i 11-letnim bratem (ojciec dawno nie żyje) mieszka w obszcieżytiach (obskurnych domach, gdzie rodziny gnieżdżą się w jednym lub dwóch małych pokojach, a łazienki i kuchnia są wspólne dla całego pionu). Katia jest śliczną i sympatyczną dziewczynką, która dobrze się uczy. Ma wysoką inteligencję i pięknie śpiewa. Tymczasem jej mama żyje w konkubinacie i często przebywa u kochanka w mieszkaniu, gdzie uczestniczy w libacjach alkoholowych. Wtedy dzieci ją nie obchodzą: syn włóczy się, wącha klej z kolegami i nocuje w kołodcu. Katia zaś jest sama, często bywa głodna i boi się, gdyż pijany sąsiad, awanturując się, chodzi po wszystkich pokojach. Zdarza się, że dziewczynka spóźnia się do szkoły, bo nie ma jej kto obudzić. Katia, przychodząc do sióstr, była bardzo zaniedbana: miała rany na głowie oraz wszawicę wewnętrzną i zewnętrzną. Podczas akcji sanitarnej mała płakała z bólu i upokorzenia.

      Sieriożka został przez siostry poznany w ramach ich wyprawy do miasta, podczas której albertynki odwiedzają "swoje dzieci" i ich kolegów. Dzieci proszą siostry o przyjęcie do stołówki (co oznacza też objęcie ich opieką), a te umawiają się z dzieckiem, że je odwiedzą w domu i zadecydują o udzieleniu wsparcia. Takim to sposobem albertynki dotarły do 10-letniego Sieriożki i jego braci, 3 i 4-letnich maluchów. Sieriożka, uczeń szkoły specjalnej, nim trafił do prijutu (syberyjski odpowiednik domu dziecka, odmienny jednak od tych, jakie są w naszej świadomości), mieszkał z braćmi, rodzicami i z babcią w pustym bloku wyłączonym z użytkowania. Straszny budynek bez okien, drzwi, światła i innej infrastruktury przeznaczony jest do rozbiórki. Miejscem zamieszkania jest ciemna izba z dymiącym piecykiem wyposażona w dwie prycze. Rodzina jest mocno dotknięta alkoholizmem. Tragedia dzieci została odkryta, gdy siostry zimową jeszcze porą (na Syberii normą jest temperatura -40C) z prowiantem zastukały do drzwi. Odpowiedziały same maluchy, gdyż Sieriożka, jak zwykle, przebywał w całodobowym barze Maxis, gdzie żebrał na utrzymanie siebie i braci. W ciemnej, brudnej i nędznej izbie albertynki ujrzały śpiących na pryczach w upojeniu alkoholowym kilkoro dorosłych i dwóch maluchów, które od wielu godzin nic nie jadły. Zaraz też siostry umyły chłopców i dały im coś do jedzenia, resztę prowiantu zachowały, by przekazać Sieriożce.

      W Usolu i na całej Syberii jest tysiące takich dzieci. Albertynki usolskie wedle starczających im środkom (głównie od sponsorów w Polsce) obejmują opieką ponad pół setki małoletnich w wieku 4-16 lat. Głównie są to chłopcy, choć dziewcząt też nie brakuje. Dla młodzieży siostry próbują załatwiać jakieś miejsca pracy, pomagają im w uzyskaniu dokumentów i ubezpieczeń. Kilku chłopców tym sposobem podjęło pracę zarobkową w komunalnikie, czyli w przedsiębiorstwie dbającym o czystość i zieleń miejską. Dzieci, które jeszcze chodzą do szkół, u sióstr znajdują miejsce do nauki, tam też spożywają jednodaniowy posiłek obiadowy i mogą się również pobawić. Zakonnice dopilnowywują, aby dzieci regularnie spełniały obowiązek szkolny, organizują również im czas wolny. W placówce albertyńskiej dzieci otrzymują odzież i środki czystości. W lecie dla dzieci, które uzyskały promocje do następnej klasy, siostry organizują tygodniowy wyjazd do Listwianki, gdzie poznają, jak można żyć bez mechanizmów patologicznych.
      Głównym zajęciem albertynek w Usolu jest praca w projekcie caritasowskim, czyli gotowanie obiadów dla 50 dzieci. Ponadto siostry wspierają je materialnie, psychicznie i duchowo. Gdy idzie o tę ostatnią sferę, to mimo, iż Cerkiew prawosławna twierdzi, że to jest jej teren kanoniczny i wszyscy są ortodoksyjnymi chrześcijanami, to lwia część podopiecznych nic, albo zgoła nic, nie słyszała o Bogu. Stąd też obok wiedzy z zakresu literatury rosyjskiej, historii, geografii, przyrody czy matematyki dzieci są uwrażliwiane na sprawy duchowe, Boże. Siostry, szanując tradycje prawosławia (mocno szczątkowe), katechizują chętne dzieci tak, by ich więź z Bogiem zadzierzgnęła się i z czasem wydała dorodne owoce.
Piotr Stefaniak
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Sens codziennego trudu - Sebastian Masłowski SJ
  • Być mniszką dzisiaj - tł. Barbara Rzepka
  • PSJ II/2005
    skocz do numeru:
    zdjęcie z Archiwum Sióstr Albertynek
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.