Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr październik 2005
Kapitański różaniec
      Od dwóch lat, w każdy pierwszy piątek miesiąca, w Sanktuarium Serca Jezusowego w Szczecinie można spotkać przystępującego do Spowiedzi św. i Eucharystii kapitana żeglugi wielkiej Adolfa Onuszko. W jego ręku widzę też często różaniec.

      - Od dziecka pamiętam, że zawsze moja Mama modliła się klęcząc, na różańcu - wspomina Adolf Onuszko. - Wprawdzie wtedy jeszcze nie miałem takiej czci do Matki Boskiej Różańcowej, ale ten widok modlącej się Mamy wywierał na mnie niezwykle budujące wrażenie. Pozostał we mnie na zawsze i ukształtował moje przyszłe życie.
      W czasie swojej edukacji w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni Adolf Onuszko odbywał dwukrotnie praktykę marynarską na "Darze Pomorza". W czasie pobytu "Daru" latem 1957 r. w Antwerpii, wychodząc na przepustkę, spotkał polsko-belgijskie małżeństwo, byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, których zaintrygował czerwony napis na czarnym otoku: Państwowa Szkoła Morska. Szybko zawarł znajomość i zaprzyjaźnił się z tym małżeństwem, które poprzez 19-letniego słuchacza Szkoły Morskiej chłonęło jak najwięcej wiedzy o Ojczyźnie pani Zofii. Po roku praktykant Adolf Onuszko wypłynął w kolejny rejs szkoleniowy, tym razem na "Kilińskim". I ponownie spotkał się z tą niezwykle życzliwą parą. Adolfa urzekła autentyczna dobroć tego małżeństwa, a szczególnie naszej rodaczki. Wśród różnych ofiarowanych mu drobiazgów był jeden szczególny, służący mu do dnia dzisiejszego: różaniec z Lourdes. Tak o nim mówi dziś, po 46 latach, obdarowany: Różaniec, którego drewniany, czarny krzyżyk - z ukrzyżowanym Chrystusem - jest oprawiony w metal z wybitym na nim napisem: "Lourdes". Medalik różańca (łącznik) przedstawia na awersie Matkę Bożą z dłońmi złożonymi do modlitwy, z półprofilu. Rewers z kolei Matkę Boską i świętą Bernadetę w Grocie podczas objawień. Różaniec ten przywieźli oni z Lourdes, wcześniej odwiedzając to sanktuarium. Wprawdzie potem długo ja i moja Mama korespondowaliśmy z panią Zofią, bo tylko ona znała język polski, to jednak już nigdy nie było możliwości spotkania się z tą polską emigrantką. Pozostał jednak najtrwalszy znak naszego spotkania, jako potwierdzenie naszej przyjaźni - różaniec z Lourdes. Różaniec, jako zobowiązanie do modlitwy do Matki Bożej - Patronki Ludzi Morza, Matki Bożej - Stella Maris.
      Od tego momentu Różaniec święty stał się codzienną modlitwą w życiu przyszłego kapitana Żeglugi Wielkiej i wykładowcy Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Każdego dnia odmawia dziesiątkę Różańca, a gdy pływał na morzach świata pod polską i obcą banderą, dodatkowo modlił się też za zmarłych lub zaginionych marynarzy w danym rejonie. Adolf Onuszko nie ukrywa, że to właśnie Matka Boża Różańcowa uchroniła go w czasie ponad 20-letniego pływania i dowodzenia różnymi statkami od nieszczęśliwych wypadków i awarii.
      - Tak było na samym początku mego zawodowego życia. Przykładowo, kiedy pływałem na "Darze Pomorza", wybierałem liny pod grotmasztem i w pewnym momencie przy stawianiu żagli podczas silnego wiatru na Morzu Egejskim rozleciał się bloczek linowy - wspomina kapitan. - Elementy tego bloczka leciały za burtę, ale metalowy sworzeń grubości jednego centymetra upadł z dużą siłą na pokład statku, przelatując zaledwie 20 centymetrów obok mojej głowy. Jestem przekonany, że od nieszczęścia uchroniła mnie modlitwa różańcowa nie tylko moja, ale również mojej Mamy, która zwłaszcza wtedy pamiętała o mnie w modlitwie, gdy zacząłem swój morski żywot. Tak było podczas całego mojego pływania, choćby pożar na m.s. "CEMMO". Wyjątkowo wyraźną ingerencję Bożej Opatrzności odczułem, gdy na tym specjalistycznym statku do przewozu cementu luzem staliśmy na peryferiach portu Rotterdam pewnego grudniowego dnia. Gdy zauważyłem wydzielający się dym z części dziobowej statku, gdzie pracowały dwa agregaty, ogłosiłem alarm przeciwpożarowy. Próbowaliśmy stłumić pożar posiadanymi środkami, ale to się nie udało. Nastąpiła szybko eksplozja i wybuch rzucił mnie na rurociągi wyładunkowe; straciłem przytomność, a kiedy się ocknąłem - okazało się, że mam połamane żebra, pozdzieraną skórę niemal do kości i nadpalone spodnie. Tragicznie zakończył się ten wypadek dla pierwszego mechanika, gdyż wskutek doznanych ran zmarł w szpitalu. I znów doznałem pomocy Matki Najświętszej, która nie odmawia pomocy tym, którzy do Niej się zwracają.
      - Czy było dane Panu Kapitanowi kiedykolwiek być w Lourdes, skąd pochodzi różaniec - dar katolickich emigrantów?
      - W Sanktuarium Matki Boskiej w Lourdes byłem dopiero w roku 1992, dowodząc statkiem "Kopalnia Piaseczno". To na tym statku zorganizowałem pielgrzymkę załogi z Bayonne do Lourdes. Tu nawiedzanie świętych miejsc zacząłem od Groty i Źródła. Przeszedłem wyznaczoną ścieżką przez grotę, całując massabielską skałę, która ją tworzy. Tak uczyniła tutaj św. Bernadeta i tak czyni większość pielgrzymów nawiedzających to francuskie sanktuarium. Potem wodą ze źródła przemyłem twarz i napiłem się uzdrawiającej wody. Zanurzyłem jeszcze mój różaniec w tej cudownej wodzie. Różaniec, który w swoich podróżach po świecie, przez wiele krajów i kontynentów, zatoczył koło, by wrócić na krótko do Lourdes, a potem wznowić naszą morską wędrówkę po świecie. Przy Grocie i w pierwszej, wykutej częściowo w skale, Kaplicy Groty - nazywanej też Kryptą - spędziłem najwięcej czasu. Bo też Kaplica Groty zapewnia wyjątkowe warunki do przeżywania naszego spotkania z Bogiem. Właśnie tutaj, przed wystawionym na stałe Najświętszym Sakramentem w Wieczystej Adoracji. Przypadkowa zaś samotność ułatwiła mi skupienie i modlitwę. Są to miejsca niezwykłe, wyjątkowe i poruszające człowieka do głębi, jeżeli się tylko otworzy i zechce przyjąć to wszystko, co się tutaj stało. Przebywałem jeszcze długo w Bazylice Różańca Świętego, poświęconej właśnie Różańcowi. Wszak każde nasze wyobrażenie Matki Bożej łączy się tak bardzo i nierozerwalnie z różańcem, z którym także objawiła się św. Bernadecie.
      - Czy wierzącemu kapitanowi łatwiej prowadzić statek na morzu?
      - Wierzącemu człowiekowi w ogóle łatwiej żyć niż nie uznającemu Boga, a więc także kapitanowi prowadzić statek. Kapitan statku musi wiedzieć, do której "półki z wiedzą i doświadczeniem morskim" sięgnąć, by bezpiecznie i bezkolizyjnie prowadzić statek. Jeśli Boża Opatrzność czuwa nad wierzącym kapitanem, to w odpowiedniej chwili podpowie mu, co ma zrobić. Ja, bezgranicznie ufający Matce Bożej Różańcowej, w czasie swoich długich rejsów odczuwałem Jej nieustanną opiekę. Ona sprawiała, że w konkretnym momencie potrafiłem zawsze znaleźć się na właściwym miejscu, wstać z krzesła i odpowiednio zadziałać. Oczywiście nigdy w życiu nie miałem jakichś wizji, ale wiedziałem, co w danym momencie trzeba zrobić, jak postąpić, żeby bezpiecznie wyjść z trudnej sytuacji na morzu w spotkaniu z ogromnym morskim żywiołem, który, po ludzku rozumując, wydaje się być nie do opanowania. Właśnie na pełnym morzu człowiek najbardziej odczuwa, że nawet najlepsze, nowoczesne konstrukcje, urządzenia, systemy i zabezpieczenia nie są w stanie uchronić statku i załogi od niebezpiecznych zdarzeń, wszystkich zagrożeń żeglugi, a choćby i samego żywiołu, jeśli nie będzie pomocy Bożej
.
Bogdan Nowak
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Kapitański różaniec - Bogdan Nowak
  • Dobra Pani Jadwiga - Paweł Szpyrka SJ
  • Maryja w moim życiu - Małgorzata
  • PSJ X/2005
    skocz do numeru:
    fot. B. Nowak
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.