Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr październik 2005
Maryja w moim życiu
      Maryja, Królowa Nieba i Ziemi, Królowa Polski. Czczona w wielu wizerunkach i figurach. Każdy z nich jest inny, każdy opowiada o innych przymiotach Maryi, ale zawsze pozostaje Ona tą samą Maryją - Matką Jezusa i naszą Matką. W życiu każdego z nas Maryja zjawiała się i zjawia w różnych momentach i w różny sposób. Także i w moim życiu Matka Boża wielokrotnie się pojawiała, niestety wówczas nawet nie uświadamiałam sobie tego.
      Na Chrzcie świętym jako drugie otrzymałam imię Maria. Wiązało się ono ściśle z pierwszym, czyli z Małgorzatą, bowiem patronką moją jest św. Małgorzata Maria Alacoque. Teraz wiem, że Maryja czuwała już nade mną od mojego urodzenia. Opiekowała się mną moja ciocia, siostra mamy, nosząca także imię Maria. Mama pracowała, ciocia była na rencie i miała więcej czasu, by przybliżyć mi Jezusa i Maryję. Potem w 6 roku życia zaczęłam chodzić do przedszkola, a tam moją wychowawczynią była siostra Assunta. Jak potem odkryłam, imię to oznacza Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny.
      Z okresu dzieciństwa pamiętam Msze święte w kaplicy Matki Boskiej Różańcowej u dominikanów, na które chodziłam z rodzicami. Zawsze siadałam na kolanach mamy, gdyż ławki były tam niezbyt wygodne dla małego dziecka. Przez okres szkoły podstawowej i średniej, a także studiów Maryja była w moim życiu trochę na uboczu. Wiedziałam, że jest Matką Jezusa, ale zupełnie nie czułam, że jest także moją Matką. Dopiero kilkanaście lat po studiach i po śmierci mojej mamy zaczęłam bardzo wolno zbliżać się do Maryi. Początkowo były to odwiedziny w czasie corocznych pobytów wypoczynkowych w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem. Raz dotarłam na zakopiańską Olczę do kościoła pw. Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia (Cudownego Medalika). Wówczas wzięłam stamtąd poświęcony medalik, który nosiłam przez wiele lat. Od tej chwili zaczęłam zbliżać się do Maryi. Początkowo przebiegało to tak wolno, że prawie niedostrzegalnie.
      Będąc na urlopie we Francji, mieszkałam stosunkowo niedaleko od La Salette. Podczas poprzedniego pobytu, pod koniec studiów, nie miałam możliwości tam dotrzeć. I tym razem wydawało się to być niemożliwym. Ale jeśli się czegoś bardzo pragnie i jest to zgodne z wolą Bożą, to otrzymuje się łaskę, o którą się prosi. Nieoczekiwanie dwa dni przed odlotem do Polski odwiedziłam Maryję w Jej sanktuarium; i to w święto Matki Bożej Częstochowskiej. Mogłam tam przez kilka godzin być tylko z Nią. Wracałam do Polski szczęśliwa, gdyż były to moje pierwsze odwiedziny miejsca objawień Maryi.
      Kilka lat później zainteresowałam się szkaplerzem, a tym samym Matką Bożą Szkaplerzną. Po lekturze na ten temat zaczęłam nosić medalik z Jej wizerunkiem.
      Nagły zwrot i przyspieszenie w zbliżaniu się do Matki Jezusa nastąpił 13 maja zeszłego roku, czyli w święto Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej. Od tego dnia, ku mojemu zaskoczeniu, różaniec nie był już tylko przedmiotem leżącym na półce, ale stał się pomocą w modlitwie. Matka Boża stopniowo odsłaniała przede mną cele i sens mojego dalszego życia, tak by stało się ono wypełnione miłością do Boga i do ludzi. Nie przychodziło mi to łatwo, były problemy i trudności, ale z każdym tygodniem uczyłam się czegoś nowego. Pomału zbliżałam się do Maryi jako do Matki nie tylko Jezusa, ale także mojej. Uwieńczeniem tego okresu było dokonanie aktu oddania się Maryi.
      Z końcem sierpnia zeszłego roku zachorowała młoda mężatka z bliskiej mi rodziny. Sprawa wyglądała bardzo poważnie, rozpoznano guz mózgu w stanie nieoperacyjnym. Byłam w Szczawnicy na wypoczynku, gdy otrzymałam wiadomość o jej ciężkim stanie. Nie mogąc nic więcej zrobić, rozpoczęłam nowennę do św. Maksymiliana, by za jego przyczyną prosić Maryję Matkę Nieustającej Pomocy o łaskę uzdrowienia, gdyż taki właśnie obraz był zawieszony w ołtarzu głównym kościoła. Potem do mojej modlitwy dołączyło jeszcze kilka osób. Na początku tego roku, będąc w Warszawie, jeden dzień poświęciłam na wyjazd do Niepokalanowa, by tam, gdzie modlił się i pracował św. Maksymilian, prosić Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą o łaskę zdrowia dla mojej chorej. Pojechałam tam z moją kuzynką z Warszawy. I właśnie tam dowiedziałam się, że Cudowny Medalik, który wysłałam jej półtora roku temu (była wtedy w trudnej sytuacji życiowej) dostała w dzień, kiedy groziło jej wielkie niebezpieczeństwo. Jak sama powiedziała, medalik ten ocalił jej życie. Było to pierwsze moje doświadczenie, kiedy przekonałam się, że nasze modlitwy lub czyny, które wydają się nam drobnymi, nie wartymi uwagi, jeśli złączone są z Jezusem lub Maryją, mogą tak wiele znaczyć.
      W ciągu następnych miesięcy stan chorej ku zdziwieniu wielu lekarzy stopniowo się poprawiał. Obecnie czuje się ona dobrze, pracuje, badania kontrolne wykazują rozpad guza taki, jaki można obserwować podczas radioterapii, której nie brała. Pozostaje nadzieja, że Matka Boża doprowadzi do jej całkowitego wyleczenia. To zdarzenie nauczyło mnie, by w trudnych sprawach zwracać się do Maryi, gdyż Ona, jeśli jest taka wola Boża, wyprasza potrzebne dla nas łaski.
      W końcu pojawiła się w moim życiu Maryja Królowa Polski, czyli Matka Boża Częstochowska. W latach szkolnych na Jasnej Górze byłam dwukrotnie: pierwszy raz z rodzicami, drugi raz na nocnym czuwaniu z moim katechetą. Potem nie czułam potrzeby odwiedzenia Maryi. Dopiero w lecie zeszłego roku zupełnie nieoczekiwanie stwierdziłam, że muszę tam jechać. Dotarłam tam z końcem września. Były to dla mnie trzy przełomowe w moim życiu dni. Maryja wskazała mi, w jakim kierunku ma toczyć się moje dalsze życie. Od tego czasu zaczęłam wyraźniej odczuwać, że jest Ona blisko mnie, że z Nią będę mogła zrobić więcej niż sama.
      13 maja tego roku pojechałam do sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem, by właśnie tam podziękować Jej za łaski otrzymane w ciągu całego życia, a szczególnie w tym ostatnim, przełomowym dla mnie roku. Po Mszy świętej zeszłam do parku, by ponowić Akt oddania się Maryi przy ołtarzu, przy którym nasz Ojciec Święty 6 VI 1997 r., w Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa odprawiał Mszę świętą. Słowa, które wówczas wypowiedział Jan Paweł II, są drogowskazem, jak należy postępować w życiu, by osiągnąć świętość, do której każdy z nas jest powołany. Także miejsce, w którym ponownie oddałam się Maryi, było wspaniałe: zieleń, cisza przerywana tylko śpiewem ptaków i Matka Boża.
      W moim życiu były i są nadal także krótkie spotkania z innymi wizerunkami Maryi. Jednym z nich jest obraz Matki Boskiej Bolesnej, umieszczony w kaplicy kościoła franciszkanów. Obraz ten " odkryłam" stosunkowo niedawno. Bardzo chętnie odwiedzam tam Maryję, gdyż przez cały dzień towarzyszy Jej Jezus w Najświętszym Sakramencie.
      To tylko kilka wizerunków Matki Bożej. Jest ich znacznie więcej w Polsce i na świecie. Ale właśnie poprzez te obrazy czy figury było mi dane spotkać się z Matką Jezusa i moją Matką. To Ona stopniowo prowadziła i prowadzi mnie do Jezusa. Uczyła i uczy mnie miłości do Niego. Jest dla mnie niedoścignionym wzorem miłości do Boga i do ludzi. Teraz już wiem, że nie jestem sama, że mam blisko siebie Jezusa i Maryję, że zawsze, w każdej sytuacji mogę na Nich liczyć; i do tej pory nigdy się nie zawiodłam.
Małgorzata
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Kapitański różaniec - Bogdan Nowak
  • Dobra Pani Jadwiga - Paweł Szpyrka SJ
  • Maryja w moim życiu - Małgorzata
  • PSJ X/2005
    skocz do numeru:
    fot. M. Pióro
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.