Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr listopad 2005
Wielki przewodnik do świętości
      Po śmierci i po pogrzebie ojca świętego Jana Pawła II wydaje się, że świat już wszystko o nim wie - że wszystko powiedział, napisał i pokazał, że w jego biografii i w ponad 26-letnim pontyfikacie nie ma już białych plam. A jednak jeżeli w wymiarach doczesnych fenomen tego Papieża jest jako tako do ogarnięcia, to w kategoriach nadprzyrodzonych staje się to znacznie trudniejsze. Ogromne dzieło zewnętrzne Papieża to tylko preludium do jego celu głównego i nadrzędnego - którym jest Bóg i osiąganie coraz to wyższych stopni świętości.
      Jak ten opatrznościowy Namiestnik Chrystusa prowadził świat do Boga? Jak prowadził do Niego ludzkość i poszczególnych ludzi? Jak ja kierowałem się jego nauczaniem, życiem; jak wpłynęły na mnie jego choroba, cierpienie i śmierć w moim dążeniu do coraz doskonalszego umiłowania Jezusa? Z jakim skutkiem będę korzystał teraz po śmierci Jana Pawła II z jego niebotycznego przesłania na mojej drodze do świętości? Jest przecież sprawą niewątpliwą, że ze śmiercią tego Papieża skończyło się dla nas coś wielkiego, a coś nie mniej wielkiego się zaczęło. Dotychczas Jan Paweł II nauczał, przypominał i upominał, zachwycał i zdumiewał. Od jego śmierci spadł na nas większy ciężar odpowiedzialności za siebie i za innych - po prostu musimy od siebie więcej wymagać. Zamknął się za nami ważny rozdział historii Kościoła i świata, historii naszych prywatnych, osobistych i duchowych - a rozpoczął się rozdział nowy.
      Przeżywając dar zakończonego pontyfikatu papieża Polaka, wpisałem do księgi kondolencyjnej w Kurii krakowskiej przekonanie, iż pokolenia, które przyjdą po nas, będą nam zazdrościć, że żyliśmy w czasach Jana Pawła II, który na wzór Boskiego Mistrza ukazywał nam, jak godnie żyć, godnie cierpieć i godnie umierać w Chrystusie. Rozumiemy więc głębię licznych intencji wznoszonych modłów, odprawianych Mszy świętych za dar jego życia, cierpienia i śmierci. Gdy zmarł, świat uklęknął u jego stóp i składał Bogu dziękczynienie za ten opatrznościowy pontyfikat.
      Znakomity dziennikarz - choć nieznany dotychczas z publikacji religijnych czy eschatologicznych - pisał przejmująco po śmierci Papieża: Być może (...) te ostatnie lata i miesiące Jana Pawła były najważniejsze i najpiękniejsze w Jego pontyfikacie. Chyba wszyscy doznaliśmy nieoczekiwanej iluminacji: Papież wciągnął nas w tajemnicę umierania, przypomniał zagubione w konsumpcyjnym jazgocie podstawowe prawdy o ludzkiej kondycji, przywrócił naszej kulturze prawo do starości i śmierci. Zapewne wielu z nas nie miało odwagi zmierzyć się z umieraniem osób bliskich, oddaliśmy schyłek życia szpitalom i medycynie, a przecież - zdawał się mówić Papież - "Nie lękajcie się!", bliskość w chorobie, w godzinach śmierci to bodaj największy dar, jaki możemy sobie wzajem ofiarować. Setki milionów ludzi na całym świecie musiały sobie coś ważnego przypomnieć o swoich powinnościach wobec rodziny i przyjaciół, a także przypomnieć sobie to, co może jest istotą wiary: że śmierć, nawet z towarzyszącym jej cierpieniem, może być piękna, dumna, pogodna i ufna. Tyle razy Papież mówił o tym w swoich homiliach, ale na tym polega wielkość duchowego przywództwa, że "słowa stają się ciałem". Już choćby ta jedna katecheza umierania czyniłaby pontyfikat wielkim, a przecież wcześniej mieliśmy całe ćwierć wieku Jana Pawła - pełne zdarzeń zmieniających bieg dziejów, ważnych słów, gestów, pism, emocji, spotkań wzruszeń. Dostaliśmy spadek, który obyśmy zdołali unieść (Jerzy Baczyński: Polityka, 9 IV 2005 r.).
      Mimo iż Papież na kilka tygodni przed śmiercią stracił głos, to jednak w tym czasie udzielił światu najbardziej wyrazistej i przejmującej katechezy - chyba najważniejszej z wszystkich dotychczasowych, chociaż bardzo licznych i także bardzo ważnych - na temat choroby, cierpienia, umierania - na temat spraw ostatecznych. Nie mógł mówić, ale jego przekaz wizualny i duchowy był wyjątkowo donośny i przenikający aż do najgłębszych pokładów naszych dusz. Ten opatrznościowy Boży Sternik Kościoła Chrystusowego - mówiąc językiem proroka Izajasza - mąż boleści, oswojony z cierpieniem, cierpiał jak baranek, (który) nie otworzył ust swoich. Widzieliśmy go, jak w ostatni Wielki Piątek tulił się do zbawczego Krzyża, skąd czerpał nieziemską moc, albowiem spodobało się Panu zmiażdżyć go cierpieniem (53,5.7.10). Żeby się zbawić, trzeba wziąć krzyż - napisał Papież w jednej ze swoich autobiograficznych książek (Przekroczyć próg nadziei), a wypisał i oznajmił tę prawdę nie pierwszy i nie ostatni raz. Swoim życiem, chorobą, cierpieniem i śmiercią ukazywał światu, że w przemijającej rzeczywistości ziemskiej ważny jest jedynie Jezus Chrystus, do którego dochodzi się poprzez życie zgodne z Jego Ewangelią. Wszystko inne, cała rzeczywistość ziemska winna być całkowicie podporządkowana temu nadrzędnemu celowi.
      Życie Papieża, jego pogodny i zbawczy pontyfikat, to nieustanne zdobywanie coraz to wyższych stopni świętości własnej i wypracowywanie wzorca świętości dla wszystkich jego umiłowanych braci i sióstr. Na oczach świata stawał się więc niestrudzonym przewodnikiem do świętości - do osiągania Boga. Ten zbawczy i Boży program Jana Pawła II wyrażony jest w jego Testamencie: Pragnę raz jeszcze całkowicie zdać się na Wolę Pana. On Sam zdecyduje, kiedy i jak mam zakończyć moje ziemskie życie i pasterzowanie. W życiu i śmierci "Totus Tuus" przez Niepokalaną. Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia, czyli Paschy. Ufam też, że uczyni ją pożyteczną dla tej największej sprawy, której staram się służyć: dla zbawienia ludzi, dla ocalenia rodziny ludzkiej, a w niej wszystkich narodów i ludów (...), dla osób, które szczególnie mi powierzył - dla sprawy Kościoła, dla chwały Boga Samego.
      Był to Papież zawierzenia Matce Najświętszej, Papież ufności Miłosierdziu Bożemu! Beatyfikował i kanonizował s. Faustynę Kowalską, ustanowił święto Miłosierdzia Bożego. Miłosierdziu Bożemu zawierzył świat; sanktuarium w krakowskich Łagiewnikach nazwał stolicą kultu Miłosierdzia Bożego. Częstym jego modlitewnym westchnieniem było wezwanie podyktowane przez Chrystusa: Jezu, ufam Tobie! To nie przypadek, że Jezus powołał do Siebie swego Namiestnika w liturgiczne celebrowanie święta Miłosierdzia Bożego. Przedziwne są znaki Boże!
      Po śmierci tego duchowego giganta jedni oznajmiają, iż rzeczy materialne straciły dla nich znaczenie, inni odnajdują drogę do Chrystusa. Wielu radykalnie odmienia swoje życie. Trwa cud przemiany ludzkich serc! Młodzi na kolanach modlą się bez fałszywego wstydu w przepełnionych kościołach, na placach, na krakowskich Błoniach, przy Franciszkańskiej. Ludzie przekonują się coraz bardziej o prawdzie słów Papieża, wypowiedzianych na Placu Zwycięstwa w Warszawie 2 VI 1979 r., w niezapomnianym dniu Narodowego Bierzmowania Polski, że człowieka (...) nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa. Jest to prawda niezmienna i niepodważalna dla każdego człowieka w przestrzeni i w czasie, dla każdego wyznawcy Chrystusa, który powiedział o Sobie: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14,6).
      Teraz rozpoczęły się niezwykłe rekolekcje narodów. Nastąpiła oczekiwana wiosna Kościoła Chrystusowego!
      Pragniemy, aby to ogromne dziedzictwo duchowe Jana Pawła II w dalszym ciągu zmieniało bieg historii w drodze do Boga, aby udoskonalało nasze życie, wpływało na losy przyszłych pokoleń, które przyjdą po nas. Takie jest też pragnienie obecnego ojca świętego Benedykta XVI - godnego następcy wielkiego papieża Polaka. Zamiast wysilać się i niepotrzebnie męczyć w prognozowanie obecnego pontyfikatu, w porównywaniu go z poprzednim, dziękujmy Bogu za Benedykta XVI, wybranego pod natchnieniem Ducha Świętego; dziękujmy za świątobliwego Jana Pawła II - wielkiego przewodnika do świętości.
Jan Pluta
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Przyjaciele w Panu - Paweł Szpyrka SJ
  • Przyjdź królestwo Twoje! - ks. Józef Bakałarz TChr
  • PSJ XI/2005
    skocz do numeru:
    fot. P. Fisior
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.