Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr grudzień 2005
Św. Franciszek Ksawery
      W Paryżu na Montmartre w sierpniu 1534 roku siedmiu przyjaciół, studentów Sorbony składa swoje pierwsze śluby zakonne. Taki był początek wspólnoty, która w 1540 r. stanie się zalążkiem Towarzystwa Jezusowego. W tej pierwszej grupie był również św. Franciszek Ksawery. On to w duchu posłuszeństwa wyjechał ewangelizować Indie. Dotarł do Japonii, a zmarł u wrót Chin 2 grudnia 1552 roku. Miał wtedy zaledwie 46 lat. Rozpoczynamy jubileuszowy rok 500. rocznicy urodzin św. Franciszka Ksawerego.
      W zamku Ksawerych, w Nawarze 7 kwietnia 1506 roku urodził się Franciszek, piąte i ostatnie dziecko Jana i Marii. Kiedy doszedł do osiemnastego roku życia, był już młodzieńcem o atletycznej budowie ciała i o mocnym temperamencie. Ponieważ odznaczał się dobrymi wynikami w nauce, rodzina postanowiła wysłać go na studia do Paryża. W roku 1525 przybył więc do miasta, które było ogniskiem nowych idei reformatorskich, a nawet wywrotowych. W centrum krytyki był przede wszystkim Kościół katolicki. Papież Adrian VI w obliczu rosnącego w siłę protestantyzmu, rozważając tego przyczyny, wyznawał: Wiemy dobrze, że także i w Stolicy Apostolskiej wydarzyły się rzeczy okropne. Trudna była sytuacja Kościoła i chrześcijaństwa. Jednakże oprócz ewidentnych słabości pojawiały się także ziarna, z których miała wyróść nowa jakość dla życia Kościoła katolickiego.
      Jedno z tych kiełkujących nowych nasion można było zobaczyć 15 sierpnia 1534 roku w kościele na Montrmartre, gdzie pojawiło się siedmiu przyjaciół, którzy w braterskiej jedności pragnęli żyć tym, co ślubowali. Postanawiali jak najgorliwiej służyć Jezusowi w czystości i w ubóstwie. Postanawiali też, że aby ten cel zrealizować, wyruszą w pielgrzymią drogę do Ziemi Świętej. Gdyby to jednak okazało się niemożliwe, to udadzą się do Rzymu i tam oddadzą się całkowicie do dyspozycji ojca świętego. Niełatwo było te plany uskutecznić. Przeciwko siedmiu bezbronnym ludziom niemal natychmiast zwróciły się potęgi ówczesnego świata, a nawet zwrócili się niektórzy ludzie i instytucje Kościoła.
      Pośród pierwszych siedmiu jezuitów był również Franciszek Ksawery. Studiując w Paryżu, mieszkał w kolegium św. Barbary. Los sprawił, że dzielił pokój razem z młodzieńcem z Savoi, Piotrem Fabrem. Franciszek był młodzieńcem bardzo żywiołowym i ambitnym, natomiast Piotr był spokojny i cierpliwy.
      Młodzieńcy szybko stają się przyjaciółmi. To właśnie Piotr zapoznaje Franciszka z innym swoim przyjacielem, starszym od nich, bo liczącym prawie 40 lat. Ma on na imię Ignacy. Jest szczupły i wyraźnie kuleje. Wcześniej był żołnierzem, który w czasie oblężenia Pampeluny został raniony w nogę i konsekwencje tego niósł odtad przez całe życie. Piotr i inni studenci są zauroczeni Ignacym, natomiast Franciszek na początku jest dosyć nieufny, chociaż czuje pewną ciekawość i pociąga go mocna osobowość Ignacego. Pomału nieufność Franciszka będzie ulegała przemianie. Ignacy, który dobrze rozumie żywiołowość i wielkie ambicje Ksawerego, ostatecznie przekona go do siebie uporczywie powtarzanym wersetem z Ewangelii: Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, gdy na duszy szkodę poniesie? Odtąd zaczyna się dla Franciszka nowa droga życia. Przyłącza się do grupy przyjaciół Ignacego i ostatecznie wraz z nimi składa śluby w kaplicy na Montrmartre.
      Franciszek ma wówczas 28 lat. Jeszcze za życia jego działalność misyjna stanie się niemal legendą. I to nie dlatego, że szuka przygód, ale dlatego, że w posłuszeństwie Ignacemu żyje naprawdę cnotami wiary, nadziei i miłości. Najpierw przez trzy lata praktykuje te cnoty, służąc więźniom i chorym w szpitalach. Następnie, już w Rzymie, pełni funkcję sekretarza Ignacego, gdy ten został wybrany pierwszym generałem Towarzystwa Jezusowego. Wreszcie w ciągu 24 godzin decyduje się wyjechać na drugi koniec świata, ponieważ poprosił go o to św. Ignacy. Zdarzyło się to w 1539 roku, kiedy to król Portugalii poprosił Ignacego o jezuitów gotowych pracować we wschodnich Indiach. Ignacy miał wtedy odpowiedzieć: Jeśli z dziesięciu wyślę sześciu, to ilu mi zostanie dla reszty świata? Postanowił jednak wysłać dwóch. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że jeden z nich umrze po przybyciu do Lizbony, jeszcze przed wyruszeniem w drogę na Wschód. Drugi w przededniu wyjazdu dostał bardzo bolesnego ataku rwy kulszowej. W ostatniej chwili Ignacy zawołał Franciszka i powiedział mu: Nikt nie może pojechać. Musisz ty wyruszyć. Ksawery nie zastanawia się długo, mimo że przeczuwa, iż rozstaje się z Ignacym na zawsze. Napisał mu to w pierwszym liście z misji: W tym życiu spotkamy się jedynie poprzez nasze listy. Tę niezwykłą dyspozycyjność Franciszka zauważył też pewien młodzieniec, który wyznał: Po raz pierwszy w moim życiu zrozumiałem, co to znaczy być chrześcijaninem.
      Od początku swojej misyjnej drogi Franciszek napotyka trudności i mężnie się im przeciwstawia. A jest ich bardzo wiele zarówno wtedy, gdy przebywa z ubogimi poławiaczami pereł na Ceylonie i w Malakach, jak i wtedy, gdy statek zostaje zaatakowany przez piratów. Przeżywa rozmaite zarazy i tropikalne choroby. Doświadcza głodu i pragnienia, a nade wszystko sprzeciwu władz portugalskich. Mimo tych trudności wszędzie, gdzie się zatrzymuje, głosi Ewangelię i chrzci tysięczne rzesze dzieci i dorosłych. Do działalności misyjnej włącza budowę szkół, kolegiów, szpitali. Przy tym jest jeszcze w stanie nauczyć się dziesięciu języków. Trzykrotnie doświadcza zatopienia statku, na którym płynie, przynajmniej dziesięć razy ucieka przed zamachami na jego życie. Tysiące kilometrów przebywa statkami, zawierając na nich przyjaźnie z kupcami i z ludźmi różnych stanów i ras. Wszystkich naucza o Chrystusie. Do swoich przyjaciół pisze: Życie bez radości obcowania z Bogiem to nie byłoby życie, ale nieustanne umieranie.
      W styczniu 1552 roku, u końca tej niezwykłej życiowej i misyjnej przygody, trwającej już dziesięć lat, notuje: Naprawdę wydaje mi się, że w moim życiu nigdy nie miałem tyle pokoju i radości, co teraz.
      Francuski dziennikarz Jean Lacouture napisał książkę, w której opisuje odwagę i śmiałość jezuitów. Dochodzi do wniosku, że jezuici wybrali życie z całym ryzykiem, jakie ono z sobą niesie: Wybrali, że pójdą w świat, aby głosić Ewangelię, konfrontując się z codziennością, która niesie z sobą tragedie, zepsucie i kłamstwo. Skąd pochodzi taka odwaga? Franciszek, wspominając twarze swoich przyjaciół, widzi w nich zawsze twarz Chrystusa. Jest bardzo zainteresowany, gdzie przebywają, co robią, jak żyją. Prosi nawet św. Ignacego, żeby mu napisał tak długi list, żeby jego przeczytanie zajęło mu całe trzy dni. Chce wiedzieć wszystko o swoich współbraciach. W dzień i w nocy myśli o nich, opowiada o nich, pisze do nich, a wdzięczność, z jaką ich wspomina, doprowadza go aż do łez.
      Kiedy umiera w nocy 2 grudnia 1552 roku w ubogiej chatce na wyspie Sancian, niedaleko Chin, do których zmierzał, ma zaledwie 46 lat. W ostatniej godzinie za towarzysza ma tylko drewniany krzyż i Chińczyka, którego nawrócił i który służył mu jako tłumacz. Na szyi ma zawieszoną relikwię św. Tomasza Apostoła, formułę profesji zakonnej i autografy swoich przyjaciół - jezuitów, które wyciął z ich listów. Nie byli daleko od niego. Miał ich przecież zawsze na swoim sercu.
ks. Jerzy Sermak SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Mądrość prowadzi do Boga - ks. Józef Bakalarz TChr
  • Św. Franciszek Ksawery - ks. Jerzy Sermak SJ
  • PSJ XII/2005
    skocz do numeru:
    Św. Franciszek Ksawery
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.