Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr styczeń 2006
Towarzysze Jezusa
Bogactwo charyzmatów pierwszych jezuitów
      Wprawdzie tylko trzech z dziesięciu pierwszych jezuitów dostąpiło chwały ołtarzy, ale nie można jednak pozostałym odebrać tytułu Ojców Założycieli. W nich wszystkich zajaśniała chwała i udręka burzliwej duchowej historii zakonu...

      Grupa paryska, z której narodziło się Towarzystwo Jezusowe składała się początkowo z siedmiu towarzyszy. Byli to: Ignacy Loyola, Piotr Faber, Franciszek Ksawery, Szymon Rodriguez de Azevedo, Diego Laynez, Alonso Salmeron, Mikołaj Bobadilla. Ignacy był najstarszym z nich. Piotr Faber ujmował wszystkich wielką kulturą bycia, łagodnością i pogodą ducha. Dobrze wykształcony, a przy tym skromny, według Ignacego był tym, który najlepiej dawał Ćwiczenia duchowne i dlatego najwięcej osób zdobył dla Towarzystwa. Franciszek Ksawery, dumny hiszpański grand, żądny kariery i zaszczytów został wytrwałym misjonarzem w dalekich krajach Wschodu.
      Następnym był Potrugalczyk, Szymon Rodriguez. Ambitny, choć chwiejny, był gorliwym duszpasterzem, przeznaczonym potem na misje dalekowschodnie. Został prowincjałem Portugalii, który wspierał misje Franciszka Ksawerego. Dał się wciągnąć w sieć intryg portugalskiego dworu, zaniedbując sprawy zakonu, a przekonany o własnej wielkości przestał słuchać rad generała. Kochany przez podwładnych stał się sprawcą sporego zamieszania.
      Diego Laynez, Hiszpan, wpływowy teolog był pomysłodawcą jezuickiego apostolatu edukacyjnego. Odważnie stawał do dysput z hierarchami zgromadzonymi w Trydencie. Był Generałem w trudnym czasie pontyfikatu Pawła IV.
      Kolejny Hiszpan Alonso Salmeron z Toledo, przyjaciel Layneza, posłuszny i odważny miał się udać na misje do Irlandii i Szkocji, gdzie katolicy doznawali prześladowania. Razem ze swym przyjacielem był teologiem na Soborze Trydenckim. On pierwszy miał stanąć na polskiej ziemi...
      Bobadilla również był Hiszpanem o krewkim temperamencie. Indywidualista, gorliwie oddany wielkiej sprawie pomagania duszom, nie był wolny jednak od osobistych ambicji, a skłonny do intryg, przysporzył Ignacemu, a później jego następcy, wielu trudności.
      Gdy zgromadzili się w Paryżu, nikt z nich nie wiedział, jak będą wyglądały ich dalsze losy. Znali tylko swoje wielkie pragnienia…
      Siedmiu towarzyszy złożyło na Montmartre 15 sierpnia 1534 r. śluby ubóstwa i czystości oraz przyrzekło udać się do Wenecji i do Jerozolimy i poświęcić swe życie dla pożytku i pomocy duszom. A gdyby im nie pozwolono pozostać w Jerozolimie, mieli powrócić do Rzymu i stawić się przed Namiestnikiem Chrystusa, ażeby posłużył się nimi tam, gdzie to według jego sądu będzie dla większej chwały Boga i dla pożytku dusz (OP 85).
      Na Uniwersytecie w Paryżu studiował wtedy pewien młodzieniec z Majorki, Hieronim Nadal, rówieśnik Piotra i Franciszka. Wcześniej, w Alkali poznał Layneza, Salmerona i Bobadillę. Spotkał tam także Ignacego. W Paryżu poważnie zachorował i był bliski śmierci. Po wyzdrowieniu spotkał Ignacego, któremu opowiedział o tym, co przeżył. Rozmawiali o śmierci. W swoim Pamiętniku pisał: W jakiś czas potem zacząłem spowiadać się u o. Miony i w niedzielę razem z towarzyszami uczestniczyłem we Mszy św. u Kartuzów (...). Pewnego dnia odwiedził mnie Laynez, aby mnie pobudzić do życia duchowego. Rozmawialiśmy na temat mistycznego rozumienia Pisma św., ponieważ zastał mnie, kiedy akurat czytałem Teofilakta. Nic mnie przy tym nie poruszyło. Niczego nie rozumiałem. (…) Favre spotkał mnie u Escobara. Rozmawialiśmy na tematy pobożnościowe - znowu bez sukcesu. Miona, (...) usiłował mnie zdobyć dla Iniga (Ignacego), ale odpowiedziałem mu: "A ojciec, ojciec również jest inigistą. Dlaczego chce ojciec, bym i ja nim został?" (Miona był spowiednikiem Ignacego i w 1544 r. także wstąpił do Towarzystwa). (...) Ignacy zaprowadził mnie do małego starego kościółka leżącego obok klasztoru dominikanów. Przy chrzcielnicy czytał mi długi list, który napisał do jednego ze swych bratanków, aby go wyrwać ze świata i pobudzić do życia konsekrowanego. (…) Wtedy szatan zauważył, że list Iniga zrobił na mnie wrażenie. Siłą sprawił, że znienawidziłem ducha, który mnie pociągnął. Opuściłem kościół, staliśmy na placu przed drzwiami kościelnymi i wtedy powiedziałem do Iniga: "Jeżeli chodzi o mnie, chcę pójść za tą księgą (miałem w ręku Nowy Testament). Dokąd ty zmierzasz, nie wiem. Nie opowiadaj mi więcej o tym i nie mieszaj się do moich spraw". W gruncie rzeczy miałem następujące odczucie: nie chcę mieć nic do czynienia z tymi ludźmi; kto wie, czy pewnego dnia nie wpadną oni w ręce Inkwizycji? Myślę, że to, co mnie nastawiło przeciwko Ignacemu - to był strach, że franciszkanin Panadesius, mój krajan i przyjaciel, który miał znaczne wpływy, mógł coś przeciwko mnie w domu powiedzieć.]
      
Hieronim Nadal wstąpił do Towarzystwa w 1545 roku. Dwukrotnie był wikariuszem generalnym i wizytatorem, który wprowadzał Konstytucjew europejskich prowincjach zakonu.
      Kiedy Ignacy wiosną 1535 r. odjechał do Hiszpanii, aby podreperować podupadłe zdrowie, wspólnota przyjaciół pod duchowym przewodnictwem Fabera nie zaprzestała szukać nowych adeptów.
      Claude Jay pochodził z Sabaudii i był ziomkiem Fabera. Jego rodzice również byli ubogimi rolnikami. Uczył się w Kolegium La Roche. W 1528 r. przyjął święcenia kapłańskie w Genewie. Za namową Fabera przybył do Paryża, aby pogłębić swoją teologiczną wiedzę. Faber udzielił mu Ćwiczeń duchowych, a w rocznicę pierwszych ślubów dołączył do Towarzyszy na Montmartre. Rok później na Montmmartre widzimy jeszcze dwóch nowych towarzyszy. Paschazy Broët pochodził z Picardii. Jego ojciec był zamożnym rolnikiem, który potrafił zatroszczyć się o wykształcenie syna. Paryż miał być ukoronowaniem jego studiów. Magistrem filozofii został razem z Rodriguezem i Codurem. Fabera wybrał sobie na kierownika duchowego i "został złapany w potrzask"... Drugim był Jan Codure, Francuz z Delfinatu. Zajął się nim Faber, dał Ćwiczenia i "już go miał".
      Zgodnie ze złożonym ślubem w styczniu 1537 r. gromadzą się w Wenecji. Mieszkali w dwóch wielkich szpitalach miasta i przez dwa miesiące posługują chorym u ubogim w oczekiwaniu na okręt do Ziemi Świętej. Wojna pokrzyżowała te plany dlatego, zgodnie z danym Bogu słowem, udali się do Rzymu, aby oddać się do dyspozycji papieża.
      W jednym z zachowanych dokumentów z tego okresu jest spisane ręką Codura lub Fabera memorandum, w którym czytamy: Na pierwszej nocnej naradzie postawiono pytanie, czy byłoby korzystne dla nas pozostać tak złączonymi w jedną całość, by żadna rozłąka, nawet najdłuższa, nie mogła zerwać wzajemnej łączności. (…) W końcu doszliśmy do wniosku, że skoro Pan w swym miłosierdziu i miłości raczył zebrać i złączyć nas razem, ludzi słabych, różnych narodowości i charakterów, to my nie powinniśmy burzyć tej jedności w Bogu, lecz raczej wzmacniać ją i utwierdzać, tworząc jedno ciało, w którym każdy członek myślałby i troszczył się o innych dla większego dobra…
      Pierwsi Ojcowie mieli głęboką świadomość faktu, że to Bóg zgromadził ich w jedno. Nie Ignacy. Stąd późniejsza decyzja o wyborze imienia. Nie "ignacjanie" czy "inigiści" (tak zwano ich w Paryżu), ale jezuici, czyli Towarzysze Jezusa. Mieli także świadomość ogromnych różnic charakterów, poglądów, upodobań, grzechów… Zdecydowali jednak, że będą się wzajemnie wspierać, tworząc jedno ciało. Bez względu na to, jak zaszczytne są poszczególne członki. Jezuici zawsze pamiętali o tej zasadzie, broniąc braci atakowanych przez wielkich i małych tego świata. Towarzysze Jezusa doskonale zdawali sobie sprawę z wielu różnic rozrywających wspólnotę: Nasze poglądy i sądy o naszym stylu życia rozchodziły się. Niektórzy z nas byli przecież Francuzami, inni Hiszpanami, inni Sabaudczykami, inni Baskami… słabymi i ułomnymi ludźmi… Książęta i filary Kościoła i tak wielu innych świętych mężów miało również różnorodne, a niekiedy nawet przeciwne poglądy. W jednym panowała między nimi zgodność: zgodnie z celem naszego powołania szukać upodobania i doskonałej woli Bożej. Odkrycie osobistego powołania, które jest równocześnie wezwaniem, oraz szukanie woli Bożej wydawało się im pierwszym fundamentalnym elementem jedności, zdolnym przezwyciężyć czysto ludzkie różnice. Co do środków, jakich należy użyć, aby bez skrępowania i bardziej skutecznie pracować dla dobra naszego i bliźnich, istniały pewne różnice poglądów. (…) Wszyscy chcieliśmy oddać się Bogu w całopalnej ofierze, którego chwale i uwielbieniu miały służyć wszystkie nasze czyny. Postanowiono też wszystkie rozważania powierzać Panu w silnej nadziei, że On, który jest tak dobry i hojny, nie opuści nas. Nikomu przecież nie odmawia dobrego ducha, kto prosi Go o to w pokorze i szczerym sercem. Nie zamyka się przed nikim, bo w swojej dobroci w jeszcze większej mierze będzie nam towarzyszył, niż byśmy o to potrafili prosić i pojąć to. Drugim, wydaje się ufna wiara w Boga i w… człowieka, którego porwało wspólne z innymi pragnienie.
      W dokumentach Towarzystwa Jezusowego, które były owocem deliberacji Ojców Założycieli często powraca to przekonanie: we wszystkim, co podejmujemy, zwracać uwagę na cel, co do środków - rozważać rozsądnie we wspólnocie o ich używaniu, ostateczną decyzję, w razie sporu, pozostawiając przełożonemu. Wielka skuteczność nowego zakonu w pierwszym, złotym wieku (1540-1640) wynikała m.in. z trzymania się tej zasady, by akcentować to co istotne - pomaganie duszom i oddzielać od tego co nieistotne, np. wspólna modlitwa czy zakonny habit. Nawet sławne jezuickie posłuszeństwo jest jedynie środkiem do tego celu. Dlaczego późniejsza historia jezuitów potoczyła się dalej tak burzliwie? Może także dlatego, że zbyt często mylono środki z celami…
Paweł Szpyrka SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Dar ponownie odkryty - ks. Józef Bakalarz TCh
  • Nosicielka pokoju - Jadwiga Zięba
  • Towarzysze Jezusa - Paweł Szpyrka SJ
  • PSJ I/2006
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.