Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr lipiec 2006
Boże, otwórz więzienia...
      W dniu śmierci Jezusa Kościół modli się wspólnie w czasie liturgii na cześć Męki Pańskiej. Jednym z jej elementów jest piękna modlitwa powszechna. Gdy słucha się jej kolejnych wezwań, można odnieść wrażenie, że w tym doniosłym momencie pragniemy polecać Bogu każdego człowieka. Modlimy się za chrześcijan i za niechrześcijan, za wierzących i za niewierzących, a gdy jest śpiewane ostatnie wezwanie tej modlitwy: za strapionych i cierpiących, gdy prosimy o otwarcie więzień i zerwanie kajdanów, niemal zawsze przechodzą mi po plecach ciarki.
      Nic dziwnego, mógłby ktoś powiedzieć, modlić się do Boga, aby wypuścił na wolność więźniów, to już chyba lekka przesada. Wystarczy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby wszyscy zabójcy, gwałciciele, oszuści i złodzieje wyszli z aresztów. Nikt nie mógłby się czuć bezpiecznie. Wielu obawia się, gdy w ich mieście ma powstać nowy zakład karny, bo przecież, co to będzie, gdy ktoś stamtąd ucieknie? Musimy się troszczyć o nasze dzieci! I jeszcze wiele innych argumentów zostaje wytoczonych w takiej sytuacji. Nic więc dziwnego, że trudno nam nawet dopuścić myśl, że wszystkie więzienia zostają otwarte, a co dopiero prosić o to Boga, który przecież jest w stanie to uczynić!
      Ktoś inny mógłby zacząć tłumaczyć, że ta modlitwa nie może dotyczyć więźniów w takim potocznym rozumieniu, że chodzi tu raczej o ludzi, którzy niesprawiedliwie zostali skazani. Tak jak Józef, podstępnie sprzedany do niewoli przez braci, a potem niesłusznie wtrącony do więzienia po kłamstwie żony Potifara. Pan Bóg nie tylko go wyzwolił, ale uczynił niemal równym faraonowi (Rdz 41,37-41). Świętego Piotra z kolei kazał uwięzić Herod, a Kościół w Jerozolimie modlił się o uwolnienie apostoła. Sprawiedliwości stało się zadość. W więzieniu Piotr spał pomiędzy dwoma żołnierzami, a mimo to Bóg uczynił cud, uwalniając Piotra z ręki Heroda (Dz 12). Trzeba jednak pamiętać, że przecież nie zostali uwolnieni wszyscy, którzy byli w więzieniach za czasów Józefa czy świętego Piotra.
      Żaden z tych głosów nie zmienia jednak faktu, że gdy ja modlę się o uwolnienie więźniów, myślę między innymi o konkretnych osobach, z którymi się spotykam, będąc w areszcie. Nie są to raczej ludzie niesprawiedliwie skazani, ale najczęściej pospolici przestępcy, jakich w polskich więzieniach nie brakuje. Czy to znaczy, że ja najchętniej wypuściłbym ich na wolność? Nie. Zgadzam się z tym, że w społeczeństwie powinny być miejsca, gdzie osoby, które znacznie przekroczyły prawo, będą odosobnione. W ten sposób zadośćuczynią one krzywdom, które wyrządziły, a jednocześnie będą miały czas na zmianę sposobu postępowania. Skąd więc to moje poruszenie w czasie tej modlitwy? Jest ono znakiem trwającego wciąż we mnie zachwytu nad mocą Bożą; nad tym, że Bóg może z największego grzesznika uczynić świętego, jeśli ten drugi będzie tego chciał. To rozerwanie kajdanów następuje przede wszystkim w sercu człowieka, a otwarte zostają więzienia, w których ja sam przez swój grzech dobrowolnie się zamknąłem i sam nie potrafię z nich wyjść.
      Oczywiście można zarzucić tym słowom, że są tylko jakąś teorią, która w życiu nigdy nie znajdzie potwierdzenia. Można, ale czy słuszne byłoby takie stwierdzenie? Przecież każdy z nas słyszał o Dobrym Łotrze, każdy z nas zna historię wielu świętych, którzy niekoniecznie już w kołysce mieli nad główką aureolę. W tym kontekście znamienny jest przykład Jacques'a Fescha, który został skazany w 1957 r. na karę śmierci (miał wtedy 27 lat). W więzieniu przeżył trzy lata, podczas których przebył drogę wewnętrznej przemiany. W końcu z intencją zadośćuczynienia za grzechy swoje i dla nawrócenia innych grzeszników poszedł na śmierć, a właściwie na spotkanie z Jezusem.
      Nie jest to przykład odosobniony. Choć w swej posłudze w areszcie nie mam do czynienia z tak spektakularnymi nawróceniami, to spotykam wielu więźniów, którzy szczerze szukają Pana Boga w sytuacji, w której się znaleźli. Co więcej, wielu z nich odnajduje w Bogu sens życia. Niektórzy mówią o tym wprost - areszt stał się dla nich miejscem, gdzie postanowili spoważnieć i wziąć się za swoje życie, a jednocześnie w Bogu widzą swego Przyjaciela, który nigdy ich nie zawiedzie. Z pewnością ci, którzy dorastają do podjęcia decyzji o zmianie swojego życia, stanowią nieliczną grupę, to jednak niezaprzeczalne jest, że są tacy. Niejednokrotnie jestem dumny z chłopaków, którzy przygotowują się do bierzmowania w areszcie. Jest czymś wspaniałym, kiedy mogę powiedzieć o nich, że są dojrzałymi chrześcijanami, że są dla mnie - zakonnika - świadkami Chrystusa.
      Skoro więc więźniowie się zmieniają, dlaczego tak niewielu z nas daje im szanse, gdy już z tego więzienia wyjdą? Dlaczego często z nienawiścią wypowiadają się ludzie przed kamerami telewizyjnymi o potrzebie bardzo surowego prawa, gdzie kara ma być tylko zemstą na przestępcy? Wystarczy posłuchać tych, którzy w areszcie nie są po raz pierwszy, aby dowiedzieć się, jak wygląda ich życie na wolności. Niektórzy się od nich odwracają, nie chcą mieć nic wspólnego z tym, kto wyszedł z "kryminału". Są podejrzewani o niemal całe zło, jakie się wydarza w miejscowości czy dzielnicy, gdzie zamieszkali.
      Myślę, że taka postawa u ludzi bierze się z naturalnego potępienia zła. Każdy z nas jest wzburzony, gdy słyszy o kolejnych zbrodniach i nic dziwnego, że je potępia. Niestety bardzo często ta nienawiść zła przemienia się w nienawiść człowieka. Bez wątpienia przestępca ponosi odpowiedzialność za to, co zrobił, jednakże czy nie byłoby lepiej dać szansę temu, kto popełnił błąd? Mitem jest przekonanie, że przestępcy tylko na pokaz żałują za swoje złe czyny i że tak naprawdę nie chcą się zmieniać. Czasem po prostu brakuje im osoby, która by w nich uwierzyła, dałaby im możliwość stania się lepszym człowiekiem.
      Pan Bóg każdego dnia otwiera przed nami drogę do świętości. Przez śmierć swego Syna wykupił nas, niewolników, ukazując przy tym, jak bezgranicznym darzy nas zaufaniem. Nasza modlitwa o zerwanie kajdan grzechu i wiara, że jest to możliwe w życiu każdego człowieka, także tego, który przez społeczeństwo zdaje się być spisany na straty, będzie wspaniałą odpowiedzią Panu Bogu, który przecież jest lepszym Sędzią niż my, nawet wszyscy razem wzięci...
Czesław Wasilewski SJ
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
  • Dekalog pielgrzyma - Paweł Szpyrka SJ
  • Ikonografia św. Kingi - Piotr Stefaniak
  • Boże, otwórz więzienia... - Czesław Wasilewski SJ
  • PSJ VII/2006
    skocz do numeru:
    © Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
    Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.