Biblioteka PSJ
Od 1 stycznia 2011 r. zmieniła się formuła miesięcznika katolickiego "Posłaniec". Wrócił do swojej pierwotnej nazwy "Posłaniec Serca Jezusowego" w nowym formacie oraz z niższą ceną. O. Leszka Gęsiaka SJ na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił o. Stanisław Groń SJ.
Posłaniec Serca Jezusowego
PSJ nr sierpień 2006
Na Górze Przemienienia
      Słońce kładzie ostatnie promienie na widniejące jeszcze w oddali wierzchołki Tatr. Z każdą chwilą ich obraz zaciera się coraz bardziej. Za moment zapamiętane widoki pozostają tylko pod przymkniętymi powiekami. Chciałoby się je zatrzymać...
      Tak pięknie było tam w górze na szczycie: słońce nieomal nad głową i chmury w zasięgu ręki - wystarczyło tylko ją wyciągnąć... I tak daleko od tego co w dole. Czas jakby się zatrzymał.
      Przed oczami staje mi inna góra. Samotna, wyraźnie odcinająca się od rozciągającej się dookoła równiny, wydaje się być dziwnie znajoma i bliska. Ścieżką na szczyt idą czterej wędrowcy. Jeszcze tylko kilka kroków i są u celu - u progu wielkiej Tajemnicy.

      Jezus, zabrawszy z sobą apostołów: Piotra, Jakuba i Jana, zaprowadził ich na górę. Wiedział, jak bardzo byli utrudzeni, jak niepokój i wątpliwości targały ich serca, a przecież najtrudniejsze było przed nimi. Mieli stanąć wobec dramatu odrzucenia, męki i śmierci swego Mistrza; także Jego zmartwychwstania, ale tej prawdy zupełnie jeszcze nie rozumieli. Wprawdzie dopiero co Piotr pod Cezareą Filipową wyznał wiarę w bóstwo Jezusa i w Jego mesjańskie posłannictwo, ale jakże krucha była ta wiara, skoro przy pierwszej zapowiedzi nadchodzących tragicznych wydarzeń uczeń zaprotestował: Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Co uczynić, by wiara - mniejsza niż gorczyczne ziarenko - ocalała w ich sercach? Jak przygotować, do przyjęcia tego co trudne, a które jest tuż tuż?
      Wędrowcy stanęli na szczycie. W dole pozostawili zgiełkliwe tłumy, szpiegujących faryzeuszy, niekończące się ilości chorych, potrzebujących, wołających o litość,... Z góry mogli zobaczyć rozpościerającą się szeroko równinę Galilei. Podnieśli głowy i spojrzeli z rozmiłowaniem w niebo, na tron Jahwe, na obłoki - Jego rydwany i na bezmiar dzieła stworzenia. W pewnej chwili ich uwagę skupił wygląd Jezusa, którego twarz jaśniała nieziemskim blaskiem, a szata, którą miał na sobie, stała się lśniąco biała, tak jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. Ku swemu zdumieniu spostrzegli, że obok Niego pojawili się dwaj mężowie: Eliasz i Mojżesz; i rozmawiali z Nim o tym, co miało się wydarzyć. Jak niegdyś pod Synajem Izraelici byli świadkami Teofanii, tak teraz apostołowie oglądali objawienie się Boga. Wygląd Jezusa nie pozostawiał wątpliwości, a obecność Mojżesza i Eliasza - symboli Prawa i Proroków oraz prekursorów Mesjasza - wskazywała na wypełnienie się wszystkich proroctw w Jego Osobie.
      A oto rozmawiających przesłonił świetlany obłok. To zjawisko dla apostołów było bardzo czytelne. Wszak obłok prowadził Izraelitów, gdy uciekali z ziemi egipskiej. Towarzyszył im, gdy wędrowali przez pustynię. To w obłoku, który osłaniał Arkę Przymierza zamieszkiwała chwała Pana.
      Apostołowie usłyszeli głos dochodzący z obłoku: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Powtórzyła się jakby historia znad Jordanu podczas chrztu Pana Jezusa. Bóg Ojciec świadczył o swoim Synu. Czy mogło być prawdziwsze świadectwo? Oglądali Boga. Ich serca napełnił lęk i przerażenie. Padli na twarz, bo które stworzenie może oglądać Świętego i żyć, zobaczywszy Go? Jezus zaś podszedł, dotknął ich - jak to wielokrotnie czynił, gdy przychodzili do Niego chorzy i potrzebujący. Podniósłszy oczy, uczniowie zobaczyli swojego Nauczyciela takiego, jakim Go znali. Jakże czuli się szczęśliwi. Pokój powrócił do ich serc i radość w nich zagościła. Nie ważne było to, co działo się tam gdzieś w dole, u podnóża góry. Oni byli ze swoim Mistrzem i chcieli z Nim pozostać, chcieli zbudować Mu namiot.
      Piotr, Jakub i Jan wolno schodzili z góry za Jezusem. Idąc rozmyślali o tym, co się wydarzyło. Wielu rzeczy nie rozumieli, ale w ich sercach na nowo rozpalił się ogień wiary. Czy jednak nadchodzące straszne dni nie zgaszą tego płomyka? Wszak trzeba wrócić do zostawionych spraw, sytuacji i w znoju codziennych szarych dni dochować wierności swojemu Mistrzowi - Jezusowi, w którym rozpoznali Mesjasza.

      Znów wraca przed oczy widok góry Przemienienia, tak bliskiej memu sercu. Ileż to razy wędrowałam na jej szczyt z Jezusem, który pragnął rozniecić na nowo dogasającą w moim sercu iskierkę wiary. Choć perspektywa wspinaczki budziła lęk i sił, zdawało się, braknie, On zapraszał, by Mu towarzyszyć. W górze zaś niebo było tak blisko, a świat w dole wyglądał o wiele piękniej.
Grażyna Berger
Wybrane artykuły publikowane tym numerze PSJ:
PSJ VIII/2006
skocz do numeru:
Góra Tabor
© Wszystkie prawa zastrzeżone • WydawnictwoWAM.pl • 2000-2010
Udostępnione informacje nie mogą być kopiowane i publikowane bez naszej zgody.